sobota, 30 sierpnia 2014

Liam! Rozdział drugi...

Hej! :* Dziś przychodzę z kolejnym rozdziałem o Liamie, ale nie wiem czy pojawi się kolejny... Zastanawiam się czy prowadzić tego bloga.. Mówię teraz śmiertelnie poważnie.. ;) Może dokończę tylko tą historie, może skończę na tym rozdziale, jeszcze do końca nie jestem pewna. Zastanowię się jeszcze i dam wam znać. A teraz zapraszam do czytania! :*
_________________________________________________________________


-TI.-podałam mu rękę. Uścisnął ją.
-Nie powinnaś chodzić o tej porze sama.-stwierdził.
-Teraz już wiem.-burknęłam.-Chciałam się przejść na zachód słońca.-dodałam i popatrzyłam w stronę morza.
-To następnym razem nie idź sama.-spochmurniał-Chodź, pojedziemy do mnie i opatrzę twoje rany...-zaczął, a ja krzywo się spojrzałam-no chyba, że wolisz jechać do szpitala.-dopowiedział szybko. Nie, nigdy w życiu, nie cierpię szpitali. Skrzywiłam się jeszcze bardziej.
-Po prostu wrócę do siebie.-stwierdziłam.
-Żartujesz sobie? Myślisz, że puszczę cię do domu w takim stanie?-prychnął podenerwowany. Eh w sumie po części miał rację, gdyby zobaczyli mnie rodzice i babcia nie byłoby za ciekawie.
-Nie chce się narzucać.-szepnęłam.
-Ty nigdy nie będziesz się narzucać.-puścił mi oczko i się uśmiechnął.
-Ale co mam powiedzieć rodzicom, że dlaczego niby nie będzie mnie na noc w domu?-zamyślił się na chwilę.
-Masz rodzeństwo?-zapytał nagle.
-Tak, siostrę.-odpowiedziałam zdezorientowana.
-Napisz jej esemesa, żeby cię kryła przed rodzicami, że będziesz rano, a potem jej wszystko wyjaśnisz. Wiem kłamstwo nie jest dobre, ale nie mamy innego wyjścia. No chyba, że chcesz im o wszystkim opowiedzieć.-stwierdził. Zastanowiłam się chwile i pokiwałam przecząco głową. Wole zostawić to tylko dla nas. Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Skinęłam głową i zajęłam miejsce. Podczas podróży nie rozmawialiśmy. Nie przeszkadzało mi to, ale nie chciałam zostać ze swoimi myślami sam na sam. Bałam się, że w każdej chwili mogę rozlecieć się na kawałki i ciężko będzie je znowu złożyć. Tak strasznie się tego bałam....
Nie zwróciłam uwagi, że silnik jest już wyłączony. Wysiadłam z samochodu, a przed moimi oczyma ukazał się dość duży dom. Liam otworzył drzwi i pokazał mi gestem, abym weszła.
W holu zdjęłam buty i udałam się do pierwszego pomieszczenia jakim był salon. Rozejrzałam się. Był ogromny.
-Ładnie tu.-stwierdziłam i usiadłam na kanapie.
-Dziękuje.-odpowiedział i lekko się uśmiechnął. Nie byłam w stanie, aby mu odpowiedzieć tym samym. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej, objęłam rękami i schowałam twarz w kolanach.
-Ohh...-usłyszałam i poczułam jak Liam mnie przytula. Chodź go nie znałam, w tej chwili był dla mnie wielkim wsparciem. Uznałam, że mogę się mu wyżalić. Zaczęłam swój monolog:
-Wiesz co jest najgorsze? Przyjeżdżając tu myślałam, że zacznę wszystko od nowa, że będzie mi tu lepiej, że moje życie zmieni się na lepsze. Wszystko wydawało się takie... obiecujące. W pewnej chwili pomyślałam, że to na prawdę dobry sposób, abym zapomniała o tym co mnie złego spotkało.- poczułam jak po moich policzkach lecą łzy. Wytarłam je i spojrzałam na Liama.- Wyszłam zadowolona z domu. Chciałam iść na plażę, wszystko przemyśleć, odpocząć od tego całego szumu wywołanym w ostatnim czasie. I co mnie spotkało?-przerwałam na chwilę, żeby nabrać powietrza.-Jakiś zboczeniec, prawie mnie zgwałcił. Wiem, nie doszło do tego, ale czuję się jak by mi to zrobił. Dotykał mnie gdzie chciał, nie miałam na sobie bluzki, stanika. Po prostu robił co chciał.-pokręciłam głową niedowierzając. Zalałam się łzami, kładąc głowę na ramię Liama.-Jestem ci bardzo wdzięczna, nie wiem jak mogę ci to wynagrodzić. Dziękuje ci Liam.-powiedziałam i się do niego wtuliłam. Gładził mnie po głowie i kołysał leciutko.
-Ciii...-wyszeptał, gdy zaniosłam się płaczem jeszcze bardziej.-Tu jesteś bezpieczna, jeśli chcesz to możesz zostać ile chcesz.-mówił uspokajając mnie swoim głosem. Wytarł leciutko moje łzy. Po paru minutach uspokoiłam się na tyle, że przestałam płakać.
-Miałem opatrzyć twoje rany.-zaczął niepewnie.
-Nic mi nie jest.-stwierdziłam i przypomniałam sobie jak tamten uderzył mnie w policzek. Momentalnie dotknęłam się tam ręką.
-Boli?-zapytał.
-Może trochę, ale...-pokiwałam przecząco głową.-Mam siniaka?-nie chciałam o tym myśleć, ale niestety musiałam.
Przejechał zewnętrzną stroną po obolałym miejscu.
-Policzek jest tylko czerwony, może obejdzie się bez sińca, ale wargę masz lekko rozciętą.-skrzywił się nieco, gdy chyba najlżej jak tylko umiał dotknął mojej rany. Wyszedł nic nie mówiąc po czym wrócił po minucie z wacikiem i miseczką wody. Spojrzałam na niego pytająco.
-No miałem się tobą zająć tak?-uśmiechnął się leciutko i usiadł blisko mnie. Zamoczył wacik w wodzie i dotknął nim mojej wargi. Delikatnie i powoli przemywał ranę. Swój wzrok skupił tylko i wyłącznie na wykonywanej czynności. Skorzystałam z okazji i skanowałam go kawałek po kawałku "dobra wiem w takiej chwili nie powinnam, ale kobieca pokusa była silniejsza".
-Już.-rzekł zadowolony, gdy przyłapał mnie na tym jak patrze się na jego usta.
-Emm...-zaczęłam zawstydzona-..dziękuje.
Kiwnął wesoło głową. Pod jego wpływem moje kąciki podniosły się bez przeszkód ku górze.
-Może zrobię gorącej herbaty?-zapytał i spojrzał na mnie. Pokiwałam twierdząco. Potarł lekko moje ramię i wstał, udając się do kuchni. Ruszyłam powoli za nim. Usiadłam na drewnianym krześle obok stoliku, podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i objęłam je. Patrzyłam jak zgrabnie porusza się w tę i z powrotem przygotowując napój.
-Co byś chciała zjeść?-zapytał uśmiechając się, ale nie patrząc na mnie tylko zaglądając do lodówki.
-Nic.-stwierdziłam wzruszając ramionami. Przeniósł wzrok na mnie i uniósł jedną brew.
-Musisz coś zjeść.-rozkazał i zaczął szperać po półkach.-Hyymm...-zaczął-na co masz ochotę?
-Nie wiem sama, chyba na nic.
-A jak bym zrobił naleśniki?-zapytał ukazując szereg równych ząbków.
-Mmm kusząca propozycja.-uśmiechnęłam się lekko. Wstałam i podeszłam do chłopaka.
-Co robisz?-spojrzał się na mnie pytająco.
-Pomagam ci.-podciągnęłam rękawy bluzy. W tym momencie przypomniało mi się, że to jego bluza. Oddałabym mu ją, ale przecież obecnie nie mam nic swojego do przebrania.
-Na pewno chcesz?-zaczął niepewnie.
-Przecież nie dasz sobie rady beze mnie.-puknęłam go przyjacielsko w ramię. Uśmiechnęliśmy się do siebie i zaczęliśmy gotować. Po dwudziestu minutach byliśmy już po posiłku. W trakcie rozmawialiśmy dużo i od czasu do czasu moje kąciki ust podnosiły się do góry. Sprawił, że zapomniałam o tym całym incydencie. Byłam mu bardzo wdzięczna.
Dopiłam herbatę i odstawiłam naczynia do zlewu. Ja sprzątałam kuchnie, bo po naszym "gotowaniu" pomieszczenie wyglądało okropnie, a Liam mył naczynia.
Dziesięć minut potem było już czysto. Udaliśmy się z powrotem do salonu i usiedliśmy na kanapie.
-Oglądamy coś?-zaproponował biorąc pilot z szafki.
-No możemy.-poprawiłam się na kanapie siadając wygodniej.
Włączył jakąś komedie. Zapowiadała się całkiem fajnie. Niestety moje powieki w pewnym momencie zrobiły się niezmiernie ciężkie. Walczyłam z nimi jeszcze przez chwilę, po czym oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy.
Poczułam się jakbym latała. Myślałam, że przechodzę w stan snu, ale jednak nie. To Liam niósł mnie na rękach. Otworzyłam leciutko oczy tak, abym mogła go ujrzeć. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Spokojnie. Możesz zamknąć oczy.-uspokoił mnie i nogą otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia. Zgadywałam, że była to sypialnia, chociaż było tak ciemno, że nie wypatrywałam szczegółów. Poczułam pod sobą coś miękkiego i ciepłego, choć nie tak ciepłego jak jego ręce. To było łóżko. Przykrył mnie kołdrą i pocałował w czółko.
-Śpij dobrze.-szepnął.
-Zostaniesz tu? Ze mną?-wymamrotałam.
-Jeśli chcesz.-usiadł obok mnie.
-Nie chce być teraz sama.-zamknęłam oczy.
-Rozumiem.-powiedział łagodnie i położył się obok mnie.
Wtuliłam się w jego tors i objęłam ręką. Przytulił mnie i swoje czoło oparł o moje.
-Dziękuje.-mam nadzieję, że pomimo tego iż to był jakiś bełkot, zrozumiał o co mi chodziło. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i zaczął chyba coś śpiewać? Tak to było to. Ma głos muszę przyznać, ale te słowa były takie piękne. Zasnęłam natychmiast. Potem nie wiedziałam już co się działo.

______________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ! <3
za błędy przepraszam ;)

sobota, 2 sierpnia 2014

Liam! Rozdział pierwszy...

PRZEPRASZAM! Długo nic nie dodawałam i chcę was za to baaaaardzo przeprosić. Teraz będę dodawała wszystko regularnie. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie bardzo źli. ;) Nie będę się rozpisywać tylko zapraszam do czytania! :* 
Pozdrowienia dla mojej Miśki! Zdrowiej szybko słońce! <33
________________________________________________________


*Oczami TI*
-Musimy tam jechać?-zapytałam mamy.
-Tak, ponieważ babcia nie widziała cie już od paru lat.-odpowiedziała i zapakowała ręczniki do walizki.
-A poza tym będę mogła spotkać tam One Direction.-powiedziała moja rozpromieniona siostra.
-A co mnie obchodzi jakiś twój zespół?-mruknęłam i zrezygnowana poczłapałam do swojego pokoju. Po drodze czułam jej piorunujące spojrzenie na sobie. Cały czas było tylko One Direction, One Direction i tak w kółko. Jakaś porażka. Zwariować można.
Zapakowałam wszystkie swoje ulubione ubrania, niezbędne rzeczy i zasunęłam bagaż.
-TI jesteś już gotowa?-usłyszałam z dołu wołanie taty.
-Już schodzę.-odpowiedziałam i zeszłam z walizką na dół.
Zapakowaliśmy torby do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko.
Lot zleciał mi na prawdę szybko. Na lotnisku w Londynie czekała na nas babcia. Przywitaliśmy się z nią, zapakowaliśmy bagaże do jej odlotowego, różowego samochodu i pojechaliśmy.
Udałam się do "mojego byłego" pokoju. Rozejrzałam się po nim. Nic się nie zmieniło. Ta sama różowa farba, te same pluszowe misie, te same kolorowe obrazki na ścianach. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypomniało mi się jak godzinami spędzałam tu czas na zabawie. Mała dziewczynka, beztroska, pozbawiona problemów, nie potrzebująca miłości drugiej połówki. Zamknięta w swoim kolorowym świecie. Patrząca na świat przez "różowe okulary". To był niesamowity okres w moim życiu. Czasami chciałabym się trochę cofnąć do tamtych czasów. Czemu wszystko nie może być takie proste jak było dawniej...?
~~Nie pozwól, aby twoje życie straciło sens....~~
Wstałam i zaczęłam się rozpakowywać. W między czasie przebrałam się w TO.
Gdy stwierdziłam, że moja walizka jest pusta, zamknęłam ją i wsadziłam pod łóżko. Związałam włosy w wysoką kitę i zeszłam powoli na dół.
Wchodząc do kuchni zobaczyłam jak babcia krząta się po pomieszczeniu.
-Usiądź moje dziecko.-powiedziała, a ja lekko w szoku zastanawiałam się jak mogła mnie zauważyć nawet nie patrząc się w moją stronę, a przecież idąc do niej nie wydałam, ani jednego dźwięku. "Dziwne."  "No tak, ale przecież to babcia."- pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.-Jesteś może głodna? Zrobiłam deser- twój ulubiony.-powiedziała rozpromieniona i otworzyła lodówkę.
-Babciu, na prawdę, nie trzeba było.
-Oj tam, to drobiazg.-podała mi pucharek na lody, a w nim znajdowała się moja ulubiona galaretka, lody, bita śmietana, a to wszystko było posypane wiórkami czekoladowymi.
-Dziękuje.-pocałowałam ją w policzek. Babunia (jak ją nazywałam w dzieciństwie) usiadła naprzeciwko mnie i obserwowała moje ruchy.
-Jak ty szybko dorosłaś.-westchnęła i posłała mi uśmiech.-Nie byłoby takiej wielkiej różnicy gdybyś mnie częściej odwiedzała i to tyczy się również twojej siostry.-powiedziała smutno.
-Babciu wiesz, że nie mogłyśmy.-spojrzałam na nią przepraszająco.
-Oj wiem, wiem.-odpowiedziała uśmiechając się blado. I przecierając ścierką blat.- No, ale dość takich rozmów.-stwierdziła nagle.-Opowiadaj co u ciebie. Masz może kogoś?-zapytała wesoło.
Tak to było coś o czymś nie chciałam myśleć, o czym myślenie sprawiało, że moje serce pękało na kawałki. Moje oczy zaszkliły się. Powstrzymałam się od mrugnięcia, aby czasami łzy nie wydostały się na zewnątrz.
-O o to też nie jest najlepszy temat.-powiedziała babcia i otuliła mnie ramieniem. Zapadła chwila ciszy.
-Czemu to jest takie bez sensu?-zapytałam i spojrzałam na łyżeczkę zatapiającą się w lodach.
-Co takiego?-odparła i usiadła prosto, wpatrując się we mnie.
-Ta cała miłość i przyjaźń?-w ostatnim czasie uświadomiłam sobie jak bardzo można zawieść się na kimś kto jest ci bardzo bliski. Wykrwawiam się z przywiązania i oddania... Wykrwawiam się z tej przyjaźni, bo zawiódł mnie jeden człowiek...
-Miłość nie jest bez sensu, złotko.-"Właśnie, że jest."-Musisz po prostu trafić na właściwego człowieka. Wiem, że trudno będzie ci zapomnieć o wszystkim, ale musisz się postarać. Może zaczniesz wszystko od nowa tu? Inne miejsce, inni ludzie może to trochę pomoże?-pogłaskała mnie po głowie, a ja oparłam głowę o jej kolana.
-Tak myślisz, babciu?-szepnęłam.
-Kochanie, oczywiście, że tak. Przejdź się na plaże, na przykład na zachód słońca. Jest tak pięknie, że przestaniesz myśleć o tym wszystkim. Musisz dać sobie jeszcze trochę czasu, ale zobaczysz wszystko powoli zacznie znowu się układać.
-Dziękuje ci.-odpowiedziałam chociaż sama do końca nie mogłam w to uwierzyć.
-Oh, nie ma sprawy.-przytuliłyśmy się, po czym wróciłam do jedzenia deseru.
....
Tak jak babcia zaproponowała, wieczorem postanowiłam przejść się na plaże. Przed wyjściem przebrałam się w TO. Zeszłam na dół do salonu gdzie siedzieli moi rodzice razem z babcią.
-Mamo wychodzę.-powiedziałam podchodząc do nich.
-A gdzie się wybierasz?-posłała mi ciepły uśmiech.
-Idę przejść się na plażę.-spojrzałam na babcię tak, aby nikt niczego nie podejrzewał i znów odwróciłam się w stronę mamy.
-Ohh, no dobrze tylko nie wróć strasznie późno.
-Okej.-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi.-To pa.-wyszłam i pokierowałam się w stronę morza.
Po drodze weszłam jeszcze do sklepu i kupiłam cole. Ludzi było niewiele i od czasu do czasu przejeżdżał jakiś samochód. O tej porze to miasteczko było pozbawione jakiegokolwiek ruchu. Szłam spacerkiem, kiedy postanowiłam skręcić w małą uliczkę, tak, żeby było szybciej. I od razu tego pożałowałam. Nie zdawałam sobie z prawy z tego jaka jest ciemna i wąska. A jakiekolwiek słońce było prawie niewidoczne. "To tylko kawałek, tylko mały kawałek nic mi się nie stanie."- myślałam, a moje serce zaczęło szybciej bić. Nagle usłyszałam czyjeś kroki za sobą. "No pięknie, po prostu cudownie." Miałam dwa wyjścia: albo zawrócić narażając się na tego kogoś, albo przyśpieszyć kroku i za zakrętem, (który nie wydawał się tak blisko) zacząć biec. Postawiłam na drugą opcje. Momentalnie przyspieszyłam. Słyszałam jak ten ktoś równie przyśpieszył. Znowu przyśpieszyłam. Usłyszałam za sobą stłumiony śmiech.
-Nie uciekniesz przede mną.-powiedział niskim barytonem. Zamarłam, poczułam jak lecę na ścianę jakiegoś budynku. Naparł na mnie całym ciałem.
-Pomocy!-krzyknęłam i próbowałam się wyrwać.
-Nikt cię tu nie usłyszy.-zaśmiał się gardłowo i zaczął całować moją szyje.
-Ratunku!-krzyknęłam jeszcze raz, chciałam go uderzyć, ale mnie powstrzymał. Było widać, że jest pijany, ale nie, aż tak, aby stracić siłę. Wpił się brutalnie w moje usta. Chciałam się wyrwać, ale na marne i do tego jeszcze uderzył mnie w twarz.
-Nie wyrywaj się tak, to ci w niczym nie pomorze, a tylko zaszkodzi.-powiedział niby zdenerwowany, niby rozbawiony.-A nie chcę cię bić.-dodał i rozerwał mój sweterek. Co prawda był cienki, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo.
-Puść mnie!-mówiłam bezsilnie, a po moich policzkach spłynęły łzy.
-Chce się tylko trochę zabawić.-odparł i dotknął moich piersi.
-Ale nie musisz kurwa mną!-splunęłam mu na twarz. Znowu mnie uderzył, ale tym razem mocniej i poczułam krew na moich wargach.-Ratunku!-krzyknęłam jeszcze raz, gdy się do mnie dobierał. Zaśmiał się tylko. Myślałam już o najgorszym, gdy nagle zobaczyłam jakiś cień. Powróciło mi trochę nadziei. Dostrzegłam jakąś postać skradającą się do nas. Patrzył się na mnie i trzymał palec na ustach nakazując mi, abym milczała. Skinęłam lekko głową. Gdy był już blisko ustał w pozycji bojowej i powiedział:
-Zostaw ją!-tamten, aż podskoczył. Ale nadal stał blisko mnie, odwracając głowę w jego stronę.
-Koleś spadaj stąd, ona jest moja.-wysyczał.
-Puść ją kurwa!-powiedział jeszcze raz wymierzając mu cios prosto w nos, łamiąc go przy tym.-Jesteś jakiś głuchy?!-krzyknął i kopnął go dwa razy w brzuch. Tamten tylko leżał skulony.-A teraz mnie uważnie posłuchaj!-schylił się do jego twarzy.-Jeśli jeszcze raz tkniesz ją, albo kogokolwiek inaczej skończysz.
-Pierdol się.-odezwał się gwałciciel. Natychmiast dostał dwa ciosy w żebra i aż jęknął.
-Co powiedziałeś?!
-Nic, już nic.-wychrypiał i przewrócił się na drugi bok.
-Zapamiętaj to sobie, bo dwa razy powtarzać nie będę. Zobaczę cię chociaż raz, a wylądujesz w pierdlu, rozumiesz?!-spluną koło niego i podszedł do mnie. Objął mnie lekko ramieniem i wyprowadził na główną ulicę. Byłam w kompletnym szoku, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Opanował mnie strach. Odsunęła się od nieznajomego. Znowu poczułam łzy na swoich policzkach. Spojrzał na mnie lekko zaskoczony i podszedł bliżej, zrobiłam krok do tyłu. Nie wiem czemu, przecież mnie uratował, ale po tym jak potraktował tamtego, nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać.
-Nie musisz się mnie bać.-zaczął spokojnie. Spojrzałam się w tamtą uliczkę, przeszedł mnie dreszcz.-Po prostu jak zobaczyłem co chce ci zrobić nie panowałem nad sobą. Wpadłem w taki gniew, że to jakoś samo tak wyszło. Nie chciałem, żeby ktokolwiek cię skrzywdził. Pierwszy raz zrobiłem coś takiego, nigdy nie dochodziło do takich sytuacji. Chciałem, żebyś była bezpieczna.-tłumaczył. Patrzyłam się na niego. Widziałam, że nie wyglądał na bad boya, ale nie miałam do końca zaufania.
-Nawet mnie nie znasz.-szepnęłam.
-To znaczy, że miałem zostawić cię na pastwę losu?-chyba lekko się zdenerwował. Pokiwałam przecząco głową.
-Jak się czujesz?-spojrzał na mnie.
-Wiesz, przed chwilą zostałam prawie zgwałcona, czuję się po prostu cudownie.-odparłam sarkastycznie. I po chwili chciałam się za to walnąć w twarz. Przecież on chciał dobrze.-Jejku przepraszam, nie chciałam. Po prostu....-zalałam się łzami, oparłam o ścianę budynku i zjechałam na dół chowając twarz w kolanach. Poczułam jak siada koło mnie i obejmuje w tali. Przytuliłam się do niego. To było takie odruchowe, potrzebowałam wsparcia, a on właśnie nim był. Oparłam głowę o jego szyję i płakałam. On lekko gładził mnie po włosach. Po paru minutach wyprostowałam się.
-Przepraszam.-mówiłam wycierając łzy.
-Za co?-spojrzał zdziwiony.
-Masz szyję brudną w moim tuszu do rzęs.-zaśmiał się lekko. Posłałam mu blady uśmiech.
-Oh nic nie szkodzi, umyję się.-po chwili zdjął swoją bluzę i podał mi ją. Dopiero po paru sekundach przypomniało mi się, że nie mam swojego sweterka. Na moich policzkach pojawiły się małe rumieńce. Wzięłam jego ubranie i założyłam na siebie.
-Dziękuję za wszystko.-odparłam i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko i wstał podając mi rękę. Gdy tak staliśmy nagle przemówił:
-A tak w ogóle, jestem Liam.


_________________________________________________
I jak podobało się? Mam ogromną nadzieję, że tak. :* Piszcie w komentarzach swoje opinię. <3 (Jeśli są jakieś błędy to przepraszam :3 )
5 KOM = NEXT! <3

czwartek, 3 lipca 2014

Słoneczka moje kochane mam prośbę! <3 Jestem adminką na tej stronce -----> https://www.facebook.com/1dponadzycie?ref=hl byłabym bardzo wdzięczna za każde kliknięcie Lubię To i udzielanie się w komentarzach i zabawach! Kocham was i z góry dziękuję <3 
P.S Kolejny imagin już w sobotę! <3 

sobota, 28 czerwca 2014

Harry! Rozdział trzeci...

Hej Misiaki moje wy! <3 I jak dzień po zakończeniu szkoły? :-D U mnie w sumie wesoło haha :-D Macie już jakieś plany na wakacje? Ja jadę najpierw z siostrą gdzieś tam, sama do końca nie wiem :-D ,a potem z rodzicami i bratem nad morze. :3 Ale dobra nie będziemy przecież rozmawiać tu o mnie. :-P
A teraz przejdźmy do spraw związanych z blogiem! No więc tak, ostatnie dwa imaginy były trochę krótkie, ale takie było moje założenie, ponieważ chciałam sprawdzić czy go czytacie. Jak się okazało jest parę osób, którym podoba się to co piszę. Aczkolwiek zakładając tego bloga myślałam, że będzie wyglądało to troszeczkę inaczej. No, ale nic na to nie poradzę. :) Może coś robię źle? Już sama nie wiem. :c Jeśli macie do mnie jakieś pytania, podpowiedzi czy cokolwiek to piszcie, albo w komentarzach, albo na mojego aska ------> http://ask.fm/Agaaaa124
A teraz zapraszam do czytania! <3
_____________________________________________________________________

W życiu istnieją, rzeczy o które warto walczyć do samego końca...
*Oczami Harrego*

Gdy TI zasnęła cały czas myślałem o tym co jej się stało i kto mógł jej to zrobić. W tym momencie dziękowałem Bogu, że nie mamy żadnej trasy koncertowej lub nagrań. Mogłem na spokojnie zająć się TI.
Leżąc tak skanowałem jej ciało kawałek po kawałku i dopatrywałem się kolejnych siniaków. Zacisnąłem oczy i oparłem głowę o łóżko. Widok mojej dziewczyny w takim stanie był przerażający. Nie da się opisać tego co właśnie czułem... Jest już trzynasta, a TI nadal śpi to trochę nie podobne do niej, bo ona jest takim rannym ptaszkiem, ale jak obiecałem będę cały czas obok niej. Zamknąłem oczy i spróbowałem się zdrzemnąć. Dziesięć minut później wiedziałem, że nie dam rady zasnąć, więc spojrzałem na bladą twarzyczkę TI. Wyglądała tak niewinnie, jak ktoś mógł ją tak skrzywdzić?!-pytałem samego siebie.
Po pół godzinie TI nagle się poruszyła. Otworzyła powoli oczy rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu, a potem przeniosła wzrok na mnie.

*Oczami TI*
Otworzyłam oczy z wielkim oporem i sprawdziłam gdzie jestem. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam tak dobrze mi znane pomieszczenie. Mój wzrok zatrzymał się na dłużej na osobie, którą tak bardzo kochałam, a jednak tak bardzo skrzywdziłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Chciałam już tylko, aby mocno mnie przytulił, ale gdy podniosłam rękę od razu syknęłam, ponieważ poczułam straszny ból.
-TI musimy jechać do lekarza.-powiedział mój ukochany i z niepokojem spojrzał na moją rękę.
-Nie Harry. Nie musimy i nie pojedziemy.-odpowiedziałam unikając jego wzroku.
-TI to tylko szpital nie zrobią ci nic strasznego. Obejrzą twoje rany przepiszą leki i wrócimy do domu.-mówił z troską.
-Harry nic mi nie jest. Zostaję w domu.-powiedziałam tak, aby w końcu zakończyć ten temat. Harry nagle wstał obszedł łóżko i ukucnął przy mnie.
-W takim razie...-zaczął niepewnie-...TI powiesz mi co ci się stało?-zapytał i spojrzał mi w oczy. Na samą myśl o wczorajszym zdarzeniu po moich policzkach spłynęły łzy. Chciałam być twarda, ale już nie mogłam. Powoli za pomocą Hazzy podniosłam się do pozycji siedzącej.
Patrzyłam przed siebie uświadamiając sobie okrutną prawdę. A z oczu płynęły niezatrzymane łzy.
-Przepraszam cię Harry.-zaczęłam od tych jakże banalnych, a jakże znaczących dla mnie słów. Spojrzałam na niego. Wytarł leciutko moje łzy, a ja złapałam jego rękę, położyłam na kolanie i trzymałam tak, aby mnie nie puścił.
-Przepraszam, że zachowywałam się jak totalna idiotka i egoistka. Wiem, że było ci bardzo ciężko, ale przeżywałam to razem z tobą. Na prawdę. Chciałam chronić ciebie i chłopaków, a przede wszystkim ciebie. Gdyby nie to, to prawdopodobnie nie patrzyłabym teraz na ciebie. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam cię stracić. Przepraszam, że musiałeś tak cierpieć.-mówiłam szlochając. W moim gardle wyrosła wielka klucha. Styles trzymał mnie jeszcze mocniej niż wcześniej.
-Kochanie, ale.... ale kto ci to zrobił? O co chodzi? Przed czym chciałaś mnie chronić? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale proszę powiedz mi wszystko.-powiedział zmartwiony. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Pewnego dnia poszłam do parku. Usiadłam na ławce. Nie wiem czemu, ale wtedy przez cały dzień czułam się... obserwowana, ale gdy tylko się rozejrzałam nikogo nie było. Tego dnia w parku nie było żywego ducha. Siedziałam tak sobie gdy nagle poczułam coś zimnego i ostrego przy szyi. Potem zorientowałam się, że to nóż. Nie miałam jak uciec, nikt mi nie mógł wtedy pomóc, nikogo przy mnie wtedy nie było, oprócz jego...-powiedziałam z obrzydzeniem-....groził mi, że jeśli nie będę robiła tego co mi każe to ucierpi na tym najbliższa dla mnie osoba. Nie musiałam zgadywać wiedziałam, że tu chodzi o ciebie, albo o kogoś z chłopaków lub mojej rodziny. Nie mogłam na to pozwolić. Obiecał, że jeśli będę go słuchać to nic się nie stanie, ale jeśli spróbuję komuś o tym powiedzieć, albo zadzwonić na policje to mnie zabije. Cały dzień siedziałam u niego i modliłam się, żeby tylko przeżyć. Wieczorem mnie wypuścił i powiedział, że zadzwoni, a jeśli nie odbiorę inaczej ze mną porozmawia. Gdy wróciłam do domu siedziałeś w kuchni. Byłeś niczego nieświadomy. Chciałam ci wszystko powiedzieć, ale bałam się. Tak strasznie się bałam...-przerwałam na chwilę, szlochając.-...to dlatego dostawałam te telefony i co raz częściej wychodziłam z domu. To przeze mnie oddaliliśmy się od siebie. Czasami w nocy zastanawiałam się czy przez to wszystko jeszcze mnie kochasz i chcesz ze mną być. Zachowywałam się jak podła suka. Przestaliśmy rozmawiać, cały czas się kłóciliśmy. Myślałam, że nie dam rady tak dłużej. Każdej nocy zastanawiałam się czy nie powiadomić policji, albo czy nie powiedzieć, tobie, ale bałam się konsekwencji, więc postanowiłam, że będę milczeć. I tak robiłam, zamykałam się w sobie.  Odizolowywałam się od świata, od ludzi, od ciebie... Wczoraj byłam już na granicy, aby ci o tym powiedzieć, ale zadzwonił on. Musiałam iść. Znowu musiałam milczeć. Gdy poszłam do niego znowu byli oni... jego koledzy od siedmiu boleści. Zboczone zakapiory, których musiałam zabawiać. Zawsze pozwalali sobie na dotykanie mnie, całowanie gdzie chcieli, a gdy tylko się sprzeciwiłam od razu dostawałam w twarz, albo w inną część ciała. To dlatego nie chciałam, żebyś mnie dotykał, całe ciało miałam poobijane. Bolało tak niemiłosiernie.
Najbardziej zabolało mnie to jak zapytałeś się czy cię zdradzam. Może i nie byłam sobą, ale nigdy, przenigdy bym cię nie zdradziła. Wtedy coś we mnie pękło...-Spojrzałam na jego załzawione oczy.-...jak poszłam do niego, zauważyłam, że nikogo nie ma, od razu chciałam się wycofać. Jednak, gdy zrobiłam krok w tył poczułam straszny ból na nadgarstkach. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Nie zwracał uwagi na moje łzy, na to, że mnie tak krzywdzi. Potem popchnął mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać. Dotykał mnie wszędzie, a ja nie mogłam mu się nawet wyrwać. Zaczęłam krzyczeć i wtedy mnie uderzył raz...potem drugi...byłam bezsilna, ale nie chciałam się poddawać, chciałam powiedzieć ci jeszcze jak bardzo cię kocham.-Zatrzymałam się na chwile, gdy zobaczyłam jak Harry szlocha razem ze mną.
Położył głowę na moich kolanach. A ja lekko gładziłam jego włosy mówiąc dalej:
Gdy dobierał się do moich spodni oczekiwałam najgorszego. Zaczęłam się wyrywać, kopać, krzyczeć i wtedy zaczął mnie bić. Cios za ciosem.... Gdy przestał, wrócił do mojego rozporku. Zdjął moje spodnie, potem bieliznę, czułam się okropnie, leżąc tak obnażona przed nim, ale gdy zaczął zdejmować swoje ubrania myślałam, że to już koniec. Chciałam być tylko twoja, chciałam, aby moje ciało należało tylko do ciebie.-Mówiłam zalewając się łzami i słyszałam jak Harry szlocha w moje kolana.-I wtedy dzięki Bogu zadzwoniłeś ty.-Mówiłam dalej, a loczek spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.-Wykorzystałam jego chwilowe rozkojarzenie i z całych sił kopnęłam go w czułe miejsce, skulił się. Potem kopnęłam go jeszcze raz, po czym skulił się jeszcze bardziej. Najszybciej jak było to możliwe ubrałam spodnie i wybiegłam stamtąd. Słyszałam jak krzyczy za mną i jak nieudacznie próbuję mnie do gonić, ale na szczęście byłam szybsza, odwracałam się co chwila i zobaczyłam jak się zatrzymuje i zawraca, poczułam wtedy lekką ulgę, ale nadal nie byłam spokojna. Cudem doszłam do domu. Gdyby nie twój telefon nie wiem co by było ze mną teraz.-Zdając sobie sprawę z tego co właśnie mu opowiedziałam momentalnie poczułam każdy siniak, każdy zadany cios na moim ciele.
-Harry, ale on teraz może cię skrzywdzić.-powiedziałam po chwili zaniepokojona.
-Nie skrzywdzi mnie i już nigdy nie skrzywdzi ciebie.-odpowiedział z obrzydzeniem. Wyciągnął telefon z kieszeni i wystukał jakiś numer. Po pierwszym zdaniu domyśliłam się, że zadzwonił na policje.
-TI na jakiej ulicy on mieszka?-zapytał, a ja nie wiedziałam czy powiedzieć czy nie.-TI?-patrzył się na mnie wyczekująco. W ostateczności zdecydowałam się powiedzieć, podałam mu adres zamieszkania. Gdy skończył rozmawiać wstał, a ja poszłam w jego ślady. Po czym mocno go przytuliłam.
-Jesteś już bezpieczna. Już nic ci nie grozi.-mówił.-TI to ja cię przepraszam, przepraszam, że myślałem, że mnie zdradzasz, przepraszam, że się od ciebie odwróciłem. Przepraszam za to, że musiałaś tak cierpieć, przepraszam za to, że zwątpiłaś w moją miłość do ciebie. Przepraszam za wszystko.-powiedział i poczułam jego łzy na swoim czole.-Zawsze będziesz moja i tylko moja. Twój zapach, uśmiech, dotyk, twoje ciało zawsze będzie należało tylko do mnie. Nie oddam cię nikomu innemu.-powiedział i pocałował mnie lekko w usta.-Kocham cię.-powiedział po chwili.
-Kocham cię.-odpowiedziałam i wtuliłam się w jego tors. Po chwili zadzwonił telefon, odebrał Harry. Po paru chwilach zobaczyłam jego szeroki uśmiech.
-Złapali ich! Złapali! Już nigdy się z tego nie wywiną.-mówił uradowany i złożył całusa na mojej głowie. Odwzajemniłam to szczerym uśmiechem.
-Może masz ochotę wziąć prysznic?-powiedział z troską. Pokiwałam tylko lekko głową i uśmiechnęłam się. Poszliśmy do łazienki. Przejrzałam się w lustrze i od razu zachciało mi się płakać. Harry podszedł do mnie i odwrócił w swoją stronę. Mocno przytulił i powiedział:
-Czekam na ciebie w salonie.-i skierował się do wyjścia.
-Ha.. Harry nie chcesz mi pomóc?-zapytałam nieśmiało. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Jeśli tego chcesz.-powiedział i znów podszedł do mnie. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Zaczął powoli i ostrożnie ściągać moje ubrania. Gdy byłam już w samej bieliźnie spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się co oznaczało, że się zgadzam. Przeskanował mnie od stóp do głowy. Widziałam jego błysk w oczach pomieszany z bólem. Nie chciałam być mu dłużna i zaczęłam zdejmować jego ubrania. Gdy oboje byliśmy nadzy weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił ciepła wodę co spowodowało ukojenie dla mojego ciała. Zaczął całować każdy siniak na moim ciele, każde najmniejsze zadrapanie, zaczerwienienie robił to tak delikatnie, tak subtelnie. Gdy skończył przytuliłam go i spojrzałam w oczy.
-Zawsze będziesz moja, zawsze będziesz moją księżniczką.-wyszeptał i pocałował w usta.

~~Życie bez miłości nie ma sensu..
Kto nie kochał, ten nigdy nie żył...~~



______________________________________________________
I jak? :-D Tym razem jest długi. :3 Mi osobiście się podoba. A co powiecie wy? Wyraźcie swoje opinie w komentarzach!!! <3 

sobota, 21 czerwca 2014

Harry! Rozdział drugi...

Siemankooooo wszystkim! <3 Jest imagin! I to na czas! :D Czytacie jeszcze tego bloga? :c Nie wiem czy prowadzić go dalej więc dziś imagin trochę krótszy niż zwykle. :/ Proszę komentujcie kochani!! To naprawdę pomaga. <3 



*Oczami Harrego*
Zdradza mnie?! To dlatego nie chciała, abym ją dotykał? Dlaczego ona mi to robi? Przecież ja tak bardzo ją kocham. Zrobiłem coś nie tak? A może ona po prostu znalazła sobie lepszego ode mnie? Może jest ładniejszy? Ale... ale przecież TI nie jest taka. Znam ją i wiem, że nie zrobiłaby mi czegoś takiego. Widzę, że ma jakiś problem, ale nie chce mi powiedzieć.
Szybkim krokiem udałem się na górę do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Puściłem zimną wodę, aby trochę ochłonąć. Stałem tak chyba z 10 minut. Gdy wyszedłem ubrałem się w czyste ubrania i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Nie leciało nic ciekawego, a moje myśli wciąż krążyły wokół TI. Było już po godzinie 24, a jej jeszcze nie było. Zacząłem się martwić. Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała. Chciałem wyjść jej poszukać, ale Londyn nie jest taki mały. To jak szukanie igły w stogu siana. Postanowiłem czekać, chociaż tyle mi zostało. Położyłem się i wpatrywałem w wyświetlacz telefonu. Zbliża się już pierwsza w nocy, a jej jeszcze nie ma. Nagle usłyszałem ciche i lekkie naciśnięcie klamki. Podszedłem do drzwi. W nich pojawiła się szczupła postać TI.
-Gdzie byłaś?-zapytałem stanowczo.
-U rodziców.-powiedziała cicho, ale wiedziałem, że kłamie.
-Kłamiesz.-odpowiedziałem.-Byłaś u niego, tak?!-podniosłem głos ze zdenerwowania. Spojrzała się na mnie oszołomiona.-Wiedziałem...-dodałem i odwróciłem się. Nagle usłyszałem głośny odgłos. Mimowolnie spojrzałem za siebie. Tam zobaczyłem coś czego nigdy bym się nie spodziewał. TI leżała nieruchomo na podłodze.
-Har...-zaczęła, a ja w jednej sekundzie znalazłem się koło niej.-Przepra...-znów zaczęła, ale nie udało jej się dokończyć. Zamknęła oczy, ale nadal oddychała.
-TI popatrz na mnie! TI proszę cię otwórz oczy!-mówiłem bezradnie.
-Weź mni... na łóżk...-mówiła przerywając co chwile. Najlżej jak tylko umiałem wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do salonu i położyłem na łóżko (po drodze zamykając drzwi).
-TI zaraz wrócę tylko zadzwonię po karetkę.-powiedziałem i już chciałem wstać gdy usłyszałem:
-N.. nie-powiedziała cicho.
-Ale muszę.-mówiłem bezradnie.
-Ni..nie możesz. Daj mi...-zatrzymała się na chwilę-coś przeciwbólowego i wo.. wodę.-powiedziała po chwili. Zrezygnowany pobiegłem do kuchni i zacząłem szukać tego leku, po chwili znalazłem to czego szukałem.
-Masz. Dasz radę połknąć?-zapytałem. Kiwnęła tylko i wyciągnęła powolnie rękę. Podtrzymałem jej szklankę z wodą. Potem położyła głowę na poduszkę i powiedziała:
-Muszę spa... spać.
-Śpij kochanie śpij. Będę przy tobie cały czas o nic się nie martw. Cały czas będę tutaj.-powiedziałem i pogładziłem ją leciutko po włosach. Zamknęła oczy i słyszałem jak jej serduszko cicho bije. Spojrzałem na jej ręce i nogi były całe w siniakach. Po moich policzkach spłynęły łzy. Boże kto jej mógł to zrobić?! Ten skurwysyn zapłaci za to! Nie zostawię tak tego! Pożałuje, że się w ogóle urodził!




________________________________________________________________
Bardzo proszę, abyście się udzielali! Nie wiem czy podoba Wam się to co piszę, więc liczę, że wyrazicie swoje opinie w komentarzach!! <3 
KOMENTARZ=WIELKI UŚMIECH NA MOJEJ TWARZY <3

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Harry! Rozdział pierwszy...

Hej kochani! Jest imagin! :) Wiem z opóźnieniem, ale jest. :D Jeszcze raz przepraszam, że nie dodałam na czas. :c Teraz postaram się dodawać je systematycznie. :* A jak u was? Już po wystawieniu ocen? Ja prawie tak. :)) Nie przedłużając zapraszam do czytania. :* 

W imaginie pomagała mi Ania za co jestem ci kochana bardzo wdzięczna <3 - jak coś to macie tu jej aska :) ---->  http://ask.fm/ankag001



*Oczami Harrego*
Był piękny, słoneczny dzień. Siedziałem sobie w salonie na kanapie i oglądałem mecz. TI od samego rana była jakaś tajemnicza. Zresztą nie od dzisiaj. Od około tygodnia dziwnie się zachowuje. Nie rozmawia ze mną i nie śpi po nocach. A jak już uda jej się zasnąć to budzi się w nocy z krzykiem. Zaczynam się o nią martwić. Nie wiem co się dzieje z moją ukochaną, pytałem się nawet jej przyjaciółki czy coś wie, ale ona była w takiej samej sytuacji co ja, więc nic nowego się nie dowiedziałem. Pewnie myślicie "Dlaczego nie zapytasz o to TI?" owszem próbowałem, ale to na marne. Milczy jak grób...

*Oczami TI*
Usiadłam koło Harrego na kanapie i tępo wpatrywałam się w ekran telewizora. Nie mogłam nawet skupić się na oglądaniu meczu mojej ulubionej drużyny. Wszystko w tej chwili straciło sens. Z dnia na dzień było coraz gorzej, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Najbardziej bolało mnie to, że przez to odtrącałam Harrego. Nie zasłużył na takie traktowanie. Był taki troskliwy, chciał mi pomóc, pytał co się dzieje, nawet błagał, ale nie mogłam mu o niczym powiedzieć. Musiałam milczeć, musiałam...
-TI słyszysz mnie?-usłyszałam po chwili głos mojego ukochanego.
-Co? Mówiłeś coś?-zapytałam i przekręciłam głowę lekko w jego stronę. Wiedziałam, że albo się pokłócimy, albo wyjdę z pokoju, żeby nie powiedzieć czegoś czego nie powinnam. Teraz to było rutynowe przejście jak ze sobą rozmawialiśmy... jeśli w ogóle rozmawialiśmy, bo teraz i to było rzadkie.
Spojrzałam w oczy loczka i od razu tego pożałowałam. Widziałam w nich złość, ale także smutek i tęsknotę.
-O czym myślałaś?-zapytał spokojnie.
-O niczym.-skłamałam.
-A może chociaż raz powiesz mi prawdę?- powiedział z lekkim podenerwowaniem. Odwróciłam głowę w stronę telewizora. Milczałam tak jak zwykle.
-I tak wiem, że tego nie oglądasz.-dodał i przybliżył się do mnie. Chciał już położyć rękę na moim ramieniu, gdy odsunęłam się na bezpieczną dla mnie odległość.
-Możemy porozmawiać?- zapytał i speszony cofnął rękę. Nadal się nie odzywałam.-Dobrze w takim razie ja będę mówił, a ty słuchaj.-powiedział, wyłączył telewizor i ustał naprzeciwko mnie.-Od paru tygodni zachowujesz się strasznie dziwnie. Nie rozmawiasz ze mną, nie pozwalasz się dotykać. Nie chcesz powiedzieć co się dzieje, a ja nie jestem głupi i widzę, że coś jest nie tak. Kolejna rzecz to, to, że dostajesz jakieś telefony, często wychodzisz z domu i nie mówisz z kim, gdzie, kiedy wrócisz. TI to zaczyna robić się nienormalne. Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim. Zrobiłem coś nie tak? Już mi nie ufasz? Proszę powiedz mi, bo ja już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.-powiedział, podszedł do mnie, przykucnął o najlżej jak tylko potrafi dotknął mojego kolana.
I co ja niby miałam mu teraz powiedzieć? Nie chciałam go ranić...
-Harry...-zaczęłam powoli, ale tak naprawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć.-...chciałabym ci wszystko powiedzieć, ale nie mogę.-zamilkłam na chwilę.-Ja..ja.. przepraszam.-powiedziałam i schowałam głowę w dłoniach tak, aby nie widział moich łez.
-Skarbie, ale za co przepraszasz?-zapytał i przeniósł rękę na mój nadgarstek, po czym cicho jęknęłam z bólu.
-Czemu nie mogę cię już nawet lekko dotknąć?-spytał, zabrał rękę i zamknął oczy, a po jego policzku zleciała pojedyncza łza.
-Tak bardzo chciałabym ci powiedzieć, ale nie mogę...-powiedziałam i otarłam lekko jego policzek.-Nie chce żebyś cierpiał, nie chce cię krzywdzić.. chociaż pewnie i tak już to zrobiłam.-powiedziałam szlochając.
Nagle zdzwonił mój telefon. Dla innych to było normalne, ale dla mnie to tylko zwiastowało kolejny koszmar. Spojrzeliśmy oboje na komórkę. Po chwili sięgnęłam po nią. Ściszyłam dźwięk telefonu tak, aby Harry przypadkiem nic nie słyszał.
-Masz pół godziny, aby zjawić się tam gdzie zawsze.-usłyszałam oschły głos po drugiej stronie. Nic nie odpowiedziałam tylko zakończyłam rozmowę. Otarłam łzy i ostrożnymi rucham wstałam z kanapy.
-Muszę wyjść.-oznajmiłam cicho i podeszłam do drzwi.
-Gdzie idziesz?-powiedział ze łzami w oczach podchodząc do mnie. Nie odzywałam się. Założyłam kurtkę i buty.
-TI...-zaczął niepewnie gdy nacisnęłam klamkę. Spojrzałam się na niego.-...muszę wiedzieć...-zaciął się na chwilę-...TI czy ty mnie zdradzasz?-zapytał z bólem. Zatkało mnie. Tego pytania się nie spodziewałam. Jak mogłam doprowadzić do sytuacji, w której Harry myśli, że go zdradzam? Ale jakby popatrzeć z jego strony to wcale mu się nie dziwie, chociaż nie ukrywam, że myśl Stylesa o tym, że mogę go zdradzać zabolała. Ze łzami w oczach nic nie odpowiedziałam tylko odwróciłam wzrok i wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą trzask zamykanych się drzwi. Byłam bezsilna...


_________________________________________________________
BĘDĘ OGROMNIE WDZIĘCZNA ZA KOMENTARZE!!!!! <3 

niedziela, 8 czerwca 2014

Ważnee!!

Hej! :* Dziś niestety bez imagina. ;c Wiem znowu nie dodałam na czas. :/ Ale końcówka szkoły i jeszcze te wszystkie końcowe klasówki, kartkówki i jest tego tyle, że po prostu nie mam kiedy napisać coś nowego . :( Wiem, zawiodłam, za co przepraszam Was bardzo mocno. :c :* Mam nadzieje, że mi wybaczycie. ;) Przewiduję dodać coś w następny weekend, ale nie wiem jeszcze na 100%.
I jeszcze jedno. Mam wielką prośbę do Was- Directioners. ( I nie tylko ) <3 Proszę przeczytajcie to ----> http://www.twitlonger.com/show/n_1s1vvdk#_=_  <---- i weźcie udział! To jest naprawdę bardzo ważne, wierze w Was Siostry i Bracia (jeśli tacy czytają tego bloga ;) ) Może się uda. <3 Nie możemy się poddawać!! Kocham Was! <3 (Rozsyłajcie dalej!)
Powtórzmy to!!!!!! <3

wtorek, 27 maja 2014

Louis... Rozdział drugi!

Heeejo! :* Mam pytanie: Czy czytacie mojego bloga i czy w ogóle podoba się Wam to co piszę? Ostatnio co raz mniej się udzielacie i co raz mniej jest wejść. :c Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. :* I chciałabym was przeprosić, bo imagin miał być już w sobotę, a jest dopiero teraz. :/ Postaram się już regularnie dodawać posty. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania!! :* :)



Ze łzami w oczach poszłam do salonu zabierając po drodze swoją komórkę. Wytarłam pozostałości po łzach i usiadłam na kanapie. Wpatrywałam się bezsensownie w sufit. Nagle poczułam wibrację wydobywające się przez mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się Niall. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 9:30 przecież o tej porze to on jeszcze śpi-pomyślałam. Mimo mojego humoru postanowiłam odebrać.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć TI.-zawołał przyjaźnie chłopak.
-Hej.-powiedziałam próbując wyjść na szczęśliwą.
-Gdzie jesteś?-zapytał.
-W domu. A co?
-A mogłabyś mi dać Louisa, bo nie odbiera telefonu.-zapytał uprzejmie.
-Yyy.. bo ten.. nie ma go.-powiedziałam.
-To gdzie on poszedł z samego rana?-powiedział nie wiedząc, że tymi słowami może spowodować moje kolejne łzy. Zapadła cisza. Znowu wyrosła mi gula w gardle i nie mogłam nic powiedzieć.
-TI.-powiedział. Znowu cisza.-O nie. Tylko nie to! Matko, TI trzymaj się zaraz będę.-powiedział i się rozłączył. Chłopacy, Perrie i Sophia wiedzieli o co tak naprawdę chodzi. Cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. Zawsze mogłam na nich liczyć. Siedziałam tam i z trudem powstrzymywałam łzy napływające do moich oczu. Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z kanapy i powłóczyłam nogami otworzyć.
-Cześć.-powiedziałam do chłopaka i wpuściłam go do środka.
-TI.-powiedział blondyn i mnie przytulił. Brakowało mi tego. Chciałam podziękować wszystkim, że mam takiego przyjaciela.
-Dziękuję.-powiedziałam patrząc na niebieskookiego.
-Nie ma sprawy. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się wspierają, prawda.-powiedział lekko się uśmiechając. Pokiwałam głową na potwierdzenie i odsunęłam się trochę.
-Zjesz coś?-zapytałam idąc do kuchni.
-Mmm... a co masz na myśli.-powiedział spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
-Bierz co chcesz. Lodówka jest twoja.-powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Wiem, że nie powinienem pytać, ale... jak to wyszło przecież powiedział, że w weekend nie musi.-zapytał i spojrzał się na mnie smutno.
-Zadzwonili dziś do niego i...-do moich oczu napłynęły łzy-... i kazali mu się z nią spotkać.-Spuściłam wzrok tak, żeby ukryć łzy spływające po moich policzkach. Chłopak nic nie mówił tylko odłożył jedzenie i mnie przytulił.
-Wiesz kiedy wróci?-zapytał.
-Powiedział, że prawdopodobnie wieczorem.-odpowiedziałam wycierając łzy.
-Zrobić ci coś do jedzenia? Pewnie nic nie jadłaś jeszcze.-zaproponował chłopak i otworzył lodówkę.
-Wiesz co chyba nie chce mi się jeść.
-To ja ci coś ugotuję i na pewno zjesz.-zapewnił mnie chłopak i się słodko uśmiechnął
-Co ja bym bez ciebie zrobiła.-powiedziałam śmiejąc się do chłopaka. Odwzajemnił to tym samym. Od razu poprawił mi humor, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tej całej sytuacji.
Zjedliśmy razem śniadanie. Rozmawialiśmy o wszystkim. Miło spędziłam południe, ale cały czas patrzyłam na wyświetlacz telefonu sprawdzając czy, aby Louis nie dzwonił.
-Może pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn, uśmiechając się.
-W sumie to całkiem dobry pomysł. Nie wytrzymam tak siedząc i czekając, aż przyjdzie.-powiedziałam trochę smutna.-To idę się ubrać. A ty może założysz coś, żeby cię nikt nie poznał?-zaproponowałam
-Tylko co?-zapytał zrezygnowany.
-Chodź zaraz znajdziemy coś u Louisa w szafie.-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Poszliśmy do garderoby i zaczęłam szukać coś odpowiedniego. Po paru minutach znalazłam to czego szukałam. Dałam mu dresy i biały T-shirt. A do tego założył fullcapa i czarne okulary. Ja ubrałam się podobnie tylko założyłam swoje ubrania.
-No może cię nikt nie pozna.-powiedziałam, gdy przyszedł już przebrany. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Skierowaliśmy się do tylnych drzwi. Wyszliśmy przez nie tak na wszelki wypadek gdyby stali tam fotoreporterzy. Zakluczyłam drzwi i poszliśmy do parku. Chodziliśmy dużo czasu, a w między czasie robiliśmy sobie sporo zdjęć. Niall pozwolił mi chodź na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdy zgłodnieliśmy poszliśmy po jakieś tam fast foody i usiedliśmy na ławce, a zachodzące słońce było co raz niżej.
-Niall...-zaczęłam. Spojrzał się pytająco na mnie.-...dziękuje ci.-powiedziałam całując go przyjacielsko w policzek.
-Nie ma sprawy.-odpowiedział i przytulił mnie. Później znów rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jedliśmy kupione wcześniej jedzenie. Nagle zobaczyłam fotoreporterów. Przecież to nie możliwe, Niall tak dobrze się maskował jak mogli go rozpoznać?-myślałam. Ale potem spojrzałam w inny punkt. To nie my byliśmy ich celem tylko para siedząca na innej ławce. To nie była jakaś tam para, tego nawet nie można było nazywać parą, a jednak. Momentalnie z mojej twarzy zniknął uśmiech. Niall spojrzał w tym momencie na mnie, a potem w ten sam punkt co ja. Go również zamurowało. Wpatrywałam się w tak dobrze mi znane twarze. On tam był. Był tam, ale nie ze mną tylko z nią. Mój Louis trzymał się za rękę z nią. Spojrzałam na Louisa. Pod jego wymuszonym uśmiech było widać jego zrozpaczenie. Tak bardzo było mi go szkoda. Chciałam w tej chwili podejść do niego i pocieszyć. Tylko, że nie mogłam tego zrobić. Poczułam coś zimnego na moich policzkach, zorientowałam się, że to moje łzy. Nie chciałam płakać, to było wbrew mojej woli. Nagle Louis spojrzał w moją stronę. W pierwszej chwili chyba mnie nie poznał, ale po paru sekundach wiedziałam, że już wie, że to my. Nie chciałam, żeby patrzył jak płacze, ale nie mogłam tego powstrzymać. Dziewczyna siedząca obok niego spojrzała na mnie. Nigdy z nią nie rozmawiałam, ale czułam jakąś odrazę do niej. Była za bardzo pewna siebie i tego co robi. Louis wstał i widziałam, że chce do mnie podejść, ale ona zagrodziła mu drogę ustała na przeciwko niego i pocałowała. Nagle rozbłysły się flesze aparatów. Tego było już za wiele, nie wytrzymałam. W ostatniej chwili spojrzałam się na Louisa. Był oszołomiony. Stał osłupiały i patrzył na mnie, a dziewczyna nadal go całowała.
-Muszę iść.-rzuciłam do Nialla, wstałam z ławki i rzuciłam się biegiem.
-TI!-krzyknął za mną.-Cholera Louis!-zawołał do przyjaciela. Nie wiem jak na to zareagował nie chciałam patrzeć, nie chciałam się odwracać, bałam się, że znowu zobaczę jak się całują, a raczej jak ona go całuję. Biegłam ile miałam sił w nogach.
-Czekaj!-usłyszałam z daleka głos blondyna. Nie mogłam się zatrzymać, nie mogłam czekać. Otworzyłam z rozmachem drzwi do domu, a potem jak najszybciej mogłam zatrzasnęłam je. Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się na klucz w łazience. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam wzdłuż  niej na podłogę. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej spuściłam głowę i płakałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi wejściowe otwierają się i uderzają z impetem o ścianę przedpokoju.
-TI!-usłyszałam wołanie niebieskookiego, gdy wbiegał po schodach. Później poczułam jak klamka od łazienki się rusza.-TI jesteś tu? Otwórz drzwi.-mówił chłopak.
-TI! Niall!-usłyszałam kolejne wołanie. Ten głos był mi bardzo dobrze znany. Usłyszałam głośne pukanie do łazienki.
-Otwórz.-prosił Lou. Nawet gdybym chciała nie mogłam otworzyć byłam za bardzo sparaliżowana tą sytuacją, żeby wykonywać jakieś ruchy.
-TI!-krzyczał bezradnie. Ale nadal nie otwierałam. Uderzył pięścią w drzwi jeden raz potem drugi. Powoli podniosłam głowę do góry. Nadal po moich policzkach łzy spływały ciurkiem.-Otwórz te pieprzone drzwi.-krzyczał zdenerwowany. Podniosłam się i usiadłam na krawędzi wanny. Wyciągnęłam rękę w stronę zamku. Po chwili otworzyłam drzwi. Natychmiast wszedł do nich Louis.
-TI.-krzyknął z ulgą. Podbiegł natychmiast do mnie i mnie przytulił.
-Louis.-powiedziałam nagle i odsunęłam się od chłopaka. Spojrzał na mnie takimi smutnymi oczami, że miałam ochotę powiedzieć mu teraz, że wszystko jest dobrze, że wszystko się jakoś ułoży, ale nie mogłam kłamać.-Ja już tak nie mogę. Nie chce dłużej okłamywać wszystkich dookoła, nie chce okłamywać samej siebie, że tak jest lepiej, bo w cale nie jest. Nie mogę dalej udawać, że wszystko jest dobrze, nie mogę dalej patrzeć jak chodzisz po mieście z nią, a nie ze mną. Louis ja już nie mam na to wszystko siły. Jeśli twój manager twierdzi, że to tylko dla twojego dobra to się cholernie myli. Te wszystkie kłamstwa, które sprzedają w telewizji ile będą jeszcze trwać? Pół roku, rok, dwa-trzy lata? Przykro mi, ale ja tak dłużej nie mogę.-powiedziałam szlochając.-Naprawdę cię kocham, ale już nie daję rady-dodałam pocałowałam go delikatnie i wyminęłam.
-Nie pozwolę, żebyś odeszła.-powiedział stanowczym tonem, łapiąc mnie za rękę.
-Ale Louis...-zaczęłam
-Nie pozwolę.-przerwał mi i spojrzał w moje oczy.-Jesteś dla mnie najważniejsza nie możesz teraz odejść!-mówił ze łzami w oczach.-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Błagam.-mówił a po policzku spłynęła mu łza.
-Louis to nie jest tak, że to twoja wina. Wiedziałam na co się pisze będąc z tobą w związku i niczego nie żałuję, ale to mnie przerosło.-powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-TI spójrz na mnie.-powiedział z troską w głosie.
Zrobiłam to o co mnie poprosił.
-Kocham cię rozumiesz? Liczysz się tylko ty. Nie mogę uwierzyć, że doprowadziłem do takiej sytuacji, obiecuję, że to się zmieni. Zrobię wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Razem.-mówił.-Nie płacz, proszę.-dodał i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Ja też cię kocham.-odparł obejmując mnie czule. Podniósł mnie lekko i zaczął całować. Pocałunki były takie zachłanne. Tak bardzo mi go brakowało.
-Nie chce przeszkadzać, ale mamy wywiad Louis.-odezwał się nagle Niall.
-Ahh... no tak, zapomniałem.-powiedział przerywając pocałunek.
-Za 10 minut będą chłopacy z dziewczynami.-dodał Niall.
-Dziewczyny też jadą?-dopytywał się Lou.
-Tak.-powiedział krótko Niall, uśmiechnął się i wyszedł.
-Pojedziesz z nami.-stwierdził Louis.
-To nie jest dobry pomysł. Przecież...-zaczęłam.
-To jest genialny pomysł. Masz 10 minut chyba ci wystarczy?-powiedział wesoło chłopak.
-Tak, ale...
-Nie ma żadnego 'ale'. Czekam na dole.-wyjaśnił, pocałował mnie przelotnie i wyszedł.
Najchętniej nie jechałabym nigdzie, ale w ostateczności zgodziłam się. Poszłam do garderoby, żeby przebrać się w coś odpowiedniejszego. Postawiłam na sukienkę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż, rozczesałam włosy. I wyszłam. Poszłam schodami na dół i pokierowałam się do kuchni.
-Jestem.-powiedziałam do chłopaków, którzy jedli kanapki.
-Pięknie wyglądasz.-powiedział Louis podchodząc do mnie.
-Dziękuję.-szepnęłam mu do ucha.
-Już są.-zawołał przyjaźnie Niall.
-Chodźmy.-powiedział Lou i wziął mnie za rękę.
-Niall..-zaczęłam. Spojrzał się na mnie pytająco.-Dziękuję.-szepnęłam odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i mnie przytulił.
Z moim lekkim oporem poszliśmy do samochodu. Gdy wsiedliśmy wszyscy byli zdziwieni, ale pozytywnie. Cieszyli się, że jadę tam z nimi. Po drodze opowiedzieliśmy co się wydarzyło i byli tego samego zdania co my czyli, że to musi się w końcu skończyć. Byłam mega zestresowana tą całą sytuacją. Gdy byliśmy już na miejscu zatrzymałam na chwilę pasiastego.
-Louis, ale wiesz, że to może wpłynąć na twoją karierę?-dopytywałam.
-Nie obchodzi mnie to chcę być z tobą. Jeśli fani mnie kochają to zrozumieją.-powiedział pocałował mnie w czoło i weszliśmy do studia.
Każdy był zaskoczony moim widokiem, ale o dziwo przyjęto mnie ciepło. Tam opowiedzieliśmy wszystkim o całej sprawie, powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Prowadząca nam pogratulowała. Potem porozmawialiśmy jeszcze trochę. Po skończeniu wywiadu pojechaliśmy do domu. Tam usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w oczy.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-To ja dziękuję i przepraszam, że to tak długo trwało. Kocham cię.-powiedział i cmoknął w czoło.
-Ja też cię kocham.-powiedziałam i wpiłam się w jego usta.


~~Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwić.~~



_______________________________________________________
Bardzo prosiłabym o komentarze, dla was to parę sekund, a dla mnie zachęta do dalszego pisania! <3

sobota, 17 maja 2014

Louis... Rozdział pierwszy!

Heeeeeeej! :* Jak wam mija dzionek? Wyspaliście się? :-D Ja nie zbyt, no, ale cóż. :) Już półtora miesiąca do wakacji!!!! *.* Ooo tak... :) Dobra już nie przedłużam. Zapraszam na imagin z Louisem. <3 Jeśli są jakieś błędy z góry przepraszam. :p 

Dedyk dla:   nobody's_girl   :*



Nastał piękny, nowy dzień. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam dłońmi twarz. Odwróciłam lekko głowę na drugą stronę łóżka. Tam pojawiła się piękna buźka mojego ukochanego. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Skanowałam jego twarz kawałek po kawałku. Gdy dotarłam do ust zatrzymałam wzrok na dłuższą chwilkę. Przybliżyłam się do niego i jak najlżej, aby go nie obudzić cmoknęłam przelotnie w usta. Gdy się odchyliłam do wcześniejszej pozycji Louis poruszył się.
-Mmm...co za miłe powitanie.-wymamrotał z lekką chrypą po śnie.
-Oj... przepraszam nie chciałam cię obudzić.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic nie szkodzi.-odpowiedział i przeciągnął się na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Zatopiłam się w jego oczach.
-To co mamy dziś w planach?-zapytał zaciekawiony.
-Szczerze to myślałam, że ty coś zaproponujesz.-odpowiedziałam leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit.-Już wiem! Możemy dziś sobie poleniuchować.-dodałam po chwili. I spojrzałam na chłopaka. On patrzył się na mnie z roześmianym wyrazem twarzy.
-Hym... kusząca propozycja.-mruknął-Bardzo kusząca.-szepnął mi do ucha. Przewrócił się na brzuch i podparł łokciami.-Ale może przeszlibyśmy się gdzieś?-zaproponował bawiąc się moimi włosami.
-Musimy?-zapytałam rozczarowana, że mój plan nie wypali.
-Tak.-odpowiedział zadziornie, pocałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i ustał na przeciwko mnie. Spojrzałam się pytająco. Nic nie odpowiedział tylko wyciągnął ręce w geście, pokazującym mi, że mam wstać.
-Jeszcze minutkę.-powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
-O nie, nie. Wystarczy tego dobrego. Już. Wstawaj.-powiedział rozbawiony, biorąc mnie na ręce.
-Jesteś okropny, wiesz?-wymamrotałam krzyżując ręce na piersi.
-Ale i tak mnie kochasz.-stwierdził zadziornie się uśmiechając, niosąc mnie do kuchni.
-Wiem.-powiedziałam niby to od niechcenia, ale miałam wielką ochotę spojrzeć się teraz na niego i go pocałować.
-Jesteś piękna jak się tak denerwujesz.-stwierdził uśmiechając się słodko i postawił mnie na ziemi. Usiadłam na kuchennym krześle. Otuliłam się rękami, ponieważ było mi trochę zimno. Chłopak wyszedł z pomieszczenia i po chwili znowu się pojawił, ale miał w ręku bluzę.
-Proszę.-powiedział ciepło i podszedł do mnie pomagając założyć mi jego bluzę.
-Dziękuję.-odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i całując go w policzek. Louis złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego, po czym on zrobił to samo.
-Kocham cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Wiem.-powiedział zadziornie i pocałował mnie w usta.-Kocham cię.-dodał pomiędzy pocałunkami.
-Naprawdę?-droczyłam się z nim.
-Tak.-powiedział całując mnie po szyi. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka z komórki Lou.
-Czy nawet w sobotę nie możemy mieć czasu dla siebie?-jęknęłam niepocieszona.
-Zaraz wracam.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w czoło i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Ustałam w progu salonu i czekałam, aż skończy rozmowę.
-Nie, wykluczone!-kłócił się z kimś.-Powiedziałeś, że weekend mam wolny!-rozmawiał odwrócony w stronę okna tak, że chyba nie zauważył mojej obecności.-Ale ja nie mogę! Ja już tak nie chcę!-mówił bardzo zdenerwowany.-Nie rozumiesz, że ja kocham TI, a nie ją!-krzyknął. "Domyśliłam się o co chodzi i byłam gotowa na wszystko, ale nie na to. Dlaczego teraz? Czemu oni musieli nam to robić?!"-krzyczałam w myślach.-Proszę cię, nie dzisiaj.-mówił zrozpaczony Louis.-zapadła cisza.-Zapamiętaj robię to ostatni, cholerny raz! Rozumiesz?!-powiedział po chwili i się rozłączył. Odwrócił się w moją stronę. Widziałam, że nie jest mu łatwo.
-Przepraszam...-powiedział podchodząc do mnie. Po chwili zorientowałam się, że po moich oczach spływają łzy.
-Dlaczego?-powiedziałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek odgłos. Wielka gula w gardle nie pozwalała mi wymówić cokolwiek więcej.
-Przepraszam...-powtórzył i złapał mnie za ręce. Gdy spojrzałam na jego twarz dopiero teraz zauważyłam, że on też płacze. Byłam wściekła i załamana, ale nie mogłam zostawić go teraz samego, bo przecież to nie jest jego wina.
-Louis...-zaczęłam przytuliłam go mocno. Nie chciałam go puszczać.
-Skarbie, tak bardzo przepraszam.-powiedział i zaczął całować mnie po głowie.
-To nie twoja wina.-odpowiedziałam nadal smutna. Uniósł mój podbródek i zaczął wycierać łzy z mojego policzka.
-Za ile tu będzie?-zapytałam z obrzydzeniem.
-Za pół godziny.-odpowiedział przybity.
-Idź się szykować.-powiedziałam odchylając się trochę od niego.-Zrobię śniadanie.-dodałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam dwa tosty dla chłopaka i do tego kawę, a sobie tylko herbatę. Po chwili przyszedł Tommo. Miał na sobie sweter i rurki. Usiadł na krześle obok mnie.
-A ty nic nie zjesz?-zapytał zmartwiony.
-Nie jestem głodna.-odpowiedziałam chyba trochę zbyt ostro. Przecież to nie jego wina.-Kiedy będziesz?-zapytałam już trochę spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Pewnie wieczorem.-odpowiedział z niechęcią. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i schowałam głowę w kolanach. Tylko nie płacz, tylko nie płacz...-powtarzałam w myślach. Nagle poczułam jak Louis mnie podnosi. Usadowił mnie sobie na kolanach, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Jego zapach był taki aksamitny, taki męski. Objęłam go i ręce położyłam na jego łopatkach, a on położył swoje ręce na moich plecach i mocno przytulił. Czułam się taka bezpieczna. Nie chciałam, żeby sobie teraz wychodził. Nagle rozległ się dźwięk domofonu. Czar prysł. Siedzieliśmy cały czas w takiej samej pozycji, gdy znowu rozległ się ten nieznośny dźwięk.
-Musisz iść.-powiedziałam wstając z jego kolan.
-Ale ja nie chce.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-Wiem kochanie, wiem. Ale musisz.-powiedziałam prowadząc go do przedpokoju. Usłyszeliśmy pukanie.
-Już idę!-krzyknął w stronę drzwi, zdenerwowany chłopak.
-Kocham cię.-powiedział chłopak całując mnie w usta.
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam oddając pocałunek. Louis założył buty i podszedł do drzwi.
-Dziękuję za śniadanie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Próbowałam to odwzajemnić, ale chyba bardziej wyszedł mi z tego grymas niż uśmiech.
-Wrócę najszybciej jak się da.-powiedział chwytając za klamkę.
-Dobrze.-powiedziałam i oparłam się o ścianę korytarza.
-To ja idę. Pa.-powiedział otwierając drzwi.
-Pa.-odpowiedziałam. Obserwowałam jak mój mężczyzna wychodzi z domu. Spojrzał się na mnie ostatni raz i zamknął drzwi. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Od razu tego pożałowałam. Widok mojego Louisa z inną był okropny. Nienawidziłam tych momentów, a one zdarzały się co raz częściej. Nikomu nie było łatwo, a szczególnie mi i Lou. A jego producentów to nie obchodziło. Mówili, że tak musi być. Po prostu super. Gdy zobaczyłam jak ona łapie go za rękę. Nie wytrzymałam znowu się rozkleiłam. Widziałam jak Louis spojrzał się w okno przepraszającym wzrokiem. Chyba wiedział, że tam jestem. Widziałam jak jego do wszystko dobija. Gdy był z nią musiał naklejać na twarz maskę zadowolenia, żeby nikt nie poznał jak jest w środku rozdarty. Wszyscy oprócz mnie i chłopaków z zespołu nabierali się na to.


Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jak oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa. 


________________________________________________________
I jak wam się podoba? :) Wiem troszeczkę, krótszy niż zwykle...ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobało. :* Chcecie, żebym jutro dodała kolejną część? :* Kto chce dedyk do kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Życzę Wam miłego weekendu kochani... :**

Komentujesz = Bardzo motywujesz <3 

piątek, 9 maja 2014

Harry...

Witajcie kochani! <3 Jest imagin z Harrym!! Wiem miał mieć parę rozdziałów, ale wyszedł w jednym. Mam nadzieję, że się wam spodoba. A i jeszcze chciałabym wam powiedzieć, że imaginy będę dodawała co sobotę. Jeśli ktoś chce dostawać przypomnienia, to w komentarzach dajcie swoje twittery lub aski lub co tam chcecie. :* Kto chce dedyk do następnego imagina? :-D Piszcie śmiało! :* A teraz zapraszam do czytania! <3
Dedyk dla:
Marzena Czapla i dla mojego słońca - Oli... <3


~Tęsknota uderza w serce potężniej nawet niż grom. Paraliżuje, pustoszy i zabija. Odbiera oddech i z czasem wypełnia człowieka wszechobecną ciszą.~
Mija kolejny dzień bez mojego skarba. Kolejny dzień spędzony w samotności. Tęsknota- tak mogłam nazwać stan, w którym się znajdowałam. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że tyle czasu się z nim nie widzę. Czuję taką pustkę... czuję jak go tracę... On jest w trasie, ja jestem sama w domu. Kontaktujemy się od czasu do czasu telefonicznie, ale to nie to samo jak byłby przy mnie. Brakuje mi go. Cholernie mi go brakuje. Chciałabym, żeby był przy mnie, żeby mnie przytulał. Nasz związek wystawiony jest teraz na próbę. Kocham go, ale czasami już nie mam na to wszystko siły, jestem bezradna...
Z moich zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Podniosłam telefon z szafki nocnej i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Harry.
-Halo?-powiedziałam po odebraniu.
-Cześć kochanie.-odpowiedział dźwięcznym głosem.
-Cześć.-odpowiedziałam z wymuszonym szczęściem. Oczywiście cieszyłam, że dzwoni i tak się stara, ale te wszystkie rozmowy powodowały, że jeszcze bardziej za nim tęsknie.
-Wszytko w porządku?-zapytał badawczo. Ah czasami wydawało mi się, że zna mnie, aż za dobrze.
-Nie.-odpowiedziałam po chwili. Postanowiłam, że nie będę okłamywać ani siebie, ani jego.
-Coś się stało? Skarbie powiedz mi.-zapytał, a w jego głosie wyczułam niepewność.
-Ha... Harry, przepraszam. Muszę kończyć. Pa.-powiedziałam ledwo i przerwałam połączenie. Razem z telefonem rzuciłam się na łóżko. Płakałam. Tęskniłam za nim i to tak bardzo, że bez niego nie mogłam normalnie funkcjonować. Styles dopijał się do mnie cały czas. Ja za każdym razem odrzucałam połączenia. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać. Potem przyszedł mi esemes:

TI błagam cię odbierz ten cholerny telefon!
 Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
 Co się stało?

Ostatecznie zdecydowałam się odpisać:

Harry brakuje mi ciebie.Ja już tak nie mogę. 
Nie wytrzymam.
 Tak bardzo za tobą tęsknie.
 Chciałabym, żebyś teraz był przy mnie.
 Tak bardzo cię kocham skarbie. <3

Odpisałam i nie musiałam długo czekać na odpowiedź:

Ohh... TI tak bardzo cię przepraszam. 
Już nie długo znowu będę przy tobie. 
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, pamiętaj.
 Przepraszam kochanie. 
Pamiętaj, że cię kocham najmocniej na świecie.

Łzy rozmazywały mi ekran. Odłożyłam telefon na podłogę i szlochałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Boże kogo tu teraz niesie?! Zdenerwowana podniosłam się, otarłam oczy i poszłam otworzyć. W drzwiach ustał mój przyjaciel Jackob. 
-Cześć.-mruknęłam.
-Cze...-zaczął.-Matko TI co się stało?-powiedział przytulając mnie. Z trudem powstrzymałam łzy. Weszliśmy do salonu nadal przytuleni. 
-Harry?-zapytał smutno. Przytaknęłam tylko. Jackob z Harrym nigdy nie mogli się ze sobą dogadać. Zawsze się kłócili. Byli swoimi wrogami, od zawsze tylko nie wiem czemu. Próbowałam jakoś ich pogodzić czy coś, ale to było na marne. Nie lubiłam tego jak się kłócili, ale nic nie mogłam z tym zrobić. 
Chłopak objął mnie jeszcze mocniej. Czułam się trochę dziwnie, bo zwykle robił to Harry. Odsunęłam się i podeszłam do lodówki. Wyjęłam dwa piwa, jedno dla mnie drugie dla Jackoba. Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony. 
-TI ty pijesz?-zapytał smutno.
-Nie.-odpowiedziałam krótko. Na jego twarzy widziałam oszołomienie. Tak to fakt- nie pije nałogowo, ani  nic z tych rzeczy, ale czasami lubię się... hym... odstresować. Wzruszyłam ramionami i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Chłopak poszedł w moje ślady. W milczeniu oglądaliśmy jakiś film. W pewnym momencie zasnęłam. Nie wiem jak, ale obudziłam się w swoim łóżku. Wstałam, zrobiłam poranną toaletę, przebrałam się i poszłam do kuchni. Tam siedział Jackob z kubkiem kawy. 
-Hej, a ty jeszcze tu jesteś?-spytałam zdziwiona i potargałam mu przyjacielsko włosy. 
-Nie chciałem, żebyś została sama.
-Dziękuję.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-A ty jak się czujesz?-zapytał popijając kawę.
-Może być.-odpowiedziałam wbijając wzrok w podłogę.
-Mogę cię zostawić samą, bo muszę coś na mieście załatwić?-zapytał odstawiając kawę do zlewu. 
-Jasne, leć.-odpowiedziałam i usiadłam na krześle.
-Na pewno?-dopytywał.
-Na sto procent.-stwierdziłam z zadziornym uśmiechem.-Jeszcze raz dziękuję.-dodałam gdy Jackob stał przy drzwiach.
-Nie ma sprawy. Trzymaj się. Pa.-powiedział i wyszedł.
Powłóczyłam się do salonu i okryłam kocem. Leżałam tak i gapiłam się w sufit. Bawiłam się telefonem, gdy nagle na wyświetlaczu pojawił mi się tak dobrze znany mi numer. Znowu dzwonił Harry. Odważyłam się odebrać.
-Halo.-powiedziałam.
-Witaj, kochanie-powiedział z troską.
-Cześć Harry.-odpowiedziałam uśmiechając się sama do siebie.
-TI jeszcze raz tak bardzo przepraszam. Bardzo mocno za tobą tęsknie. Proszę nie gniewaj się na mnie.-powiedział załamanym głosem.
-Głuptasie oczywiście, że się na ciebie nie gniewam. Kocham cię Harry.
-Ja ciebie kocham mocniej.-powiedział drocząc się ze mną.
-Tak, tak jasne.-zaśmiałam się.
-TI przepraszam się, ale muszę kończyć, wiesz kolejna próba.-powiedział zmęczonym głosem.
-Dobrze, do usłyszenia.-powiedziałam i się rozłączyłam. Czar prysł. Znowu czułam pustkę. Przez cały dzień szwendałam się po domu i nie robiłam nic konkretnego. Poszłam wziąć prysznic, a potem położyłam się do łóżka. Sen przyszedł bardzo szybko. Śniła mi się tak dobrze mi znana buźka mojego ukochanego. Był taki uśmiechnięty, pełen życia. Wpatrywał się czule w jeden punkt. Potem dostrzegłam jakąś postać. O dziwo to byłam ja. To we mnie Harry się tak wpatrywał. 
Wstałam trochę w lepszym humorze niż wczoraj. Zrobiłam szybki prysznic, zrobiłam lekki prysznic i ubrałam się w letnią sukienkę, związałam włosy w koka. Postanowiłam przejść się dziś do sklepu, bo były lekkie braki w lodówce. Zjadłam jeszcze szybko dwa tosty i ubrałam buty. Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. 
-O cześć Jackob.-powiedziałam otwierając drzwi. 
-Witaj, piękna.-odpowiedział z zadziornym uśmiechem.-A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego.-powiedział wesoło. 
-O jejku Jackob...-zaczęłam, ale nie wiedziałam dokładnie co mam mu powiedzieć. Kompletnie zapomniałam o swoich urodzinach. 
-To dla ciebie.-powiedział i wręczył mi bukiet czerwonych róż.
-Oh... dziękuję.-odpowiedziałam i się do niego wtuliłam. Staliśmy tak przez chwilę, gdy nagle usłyszałam znaczące chrząknięcie, ale to nie zrobiłam ani ja, ani Jackob. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jego. Mojego ukochanego. Stał i obserwował mnie i Jackoba. Jego oczy wyrażały smutek, złość, smutek i tak na zmianę. Oderwałam się szybko od mojego przyjaciela. On zauważył Harrego. Nastąpiła ciążąca cisza.
-To może ja już pójdę. Pa TI.-stwierdził Jackob, odwrócił się i poszedł. 
-Harry...-szepnęłam. Stał z zaciśniętymi rękami odprowadzając wzrokiem mojego przyjaciela.-Czemu się na niego wściekasz?-zapytałam smutno i spuściłam wzrok.
-Bo... bo przez chwilę trzymał mój cały świat w swoich rękach. -odpowiedział z uczuciem już bez zdenerwowania. 
-Oh Harry...-zaczęłam.
-TI.-powiedział i mnie przytulił.-Tak bardzo tęskniłem.-nie mogłam powstrzymać łez. Hazza spojrzał się na mnie.-Przepraszam.-powiedział i zaczął składać pocałunki na mojej głowie i czole.-Proszę nie płacz przeze mnie.-odparł załamanym głosem, wycierając delikatnie łzy na moich policzkach.
-Nie płacze przez ciebie..-zaczęłam-płacze ze szczęścia, że znowu jesteś przy mnie.-odpowiedziałam i czule spojrzałam się na chłopaka.
-TI tak bardzo cię kocham.-odpowiedział, oderwał mnie od ziemi i zakręcił parę razy w powietrzu.
-Ja ciebie bardziej.-powiedziałam śmiejąc się. Weszliśmy do domu trzymając się za ręce. Zamknęliśmy drzwi i udaliśmy się do kuchni. 
-Na pewno jesteś głodny.-powiedziałam i zajrzałam do lodówki.- Muszę cię zmartwić, ale same pustki.-spojrzałam się na niego przepraszająco. 
-Jedzenie może poczekać.-powiedział podchodząc do mnie i uśmiechając się. Chłopak złapał mnie w pasie i uroczo uśmiechnął.-Kochanie...-zaczął. Nie przerywałam mu tylko zadziornie się na niego spojrzałam.-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.-szepnął i przygryzł płatek mojego ucha.-Mam coś dla ciebie.-dodał mrucząc w moją szyje. Nagle ukląkł na jedno kolano, wyjął ze spodni małe, czerwone pudełeczko, otworzył je, złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i zapytał:
-TI wyjdziesz za mnie?-spojrzał się na mnie tym swoim jednym z najpiękniejszych uśmiechów.
-Tak.-odpowiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak wstał i przytulił mnie czule do siebie. Wziął moją rękę i wsunął na palca piękny, lecz skromny pierścionek zaręczynowy. Pasował idealnie. Hazza wiedział, że taki będzie najlepszy. Jak zwykle, nie mylił się. 
Spojrzałam w jego oczy. Były przepełnione radością. Zobaczyłam jak pojedyncza łza spływa mu koło ust. Cmoknęłam go tam i starłam łezkę. On wykorzystał to i odwrócił się parę centymetrów, tak, żeby dotknąć moich ust. Teraz to on mnie pocałował. Na początku pocałunki były delikatne, później bardziej ostre i zachłanne. Podniósł mnie tak, że obwiązałam się nogami wokół jego bioder. Zaprowadził nas do sypialni. Położyliśmy się na łóżku, a nasze języki toczyły dziką bitwę. Chciałam być jeszcze bliżej niego. Złapałam ręką za jego loczki i przyciągnęłam do siebie. Rozsunął moją sukienkę, zjechał ręką na moje udo i skręcił do wewnątrz. Wiem czego on chciał, ja też tego pragnęłam. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie dźwięk domofonu. Na prawdę, akurat w takim momencie?!-myślałam wkurzona. 
-Co do cholery?-powiedział Harry i przerwał pocałunki.
-Mam iść sprawdzić?-zapytałam, wyrównując oddech.
-Ja sprawdzę.-powiedział wściekły, gdy po pomieszczeniu rozległo się kolejne dzwonienie.-Zaraz wrócę.-powiedział, pocałował przelotnie moje usta, wstał i wyszedł. Usiadłam na łóżku, zasunęłam z powrotem sukienkę i poprawiłam włosy- tak na wszelki wypadek. Wyszłam do Harrego. Widziałam jak stoi z założonymi rękami i z kimś dyskutuje. Podeszłam do niego i w drzwiach ukazały mi się tak dobrze znane mi buźki, że natychmiast na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cześć chłopaki.-powiedziałam mijając Harrego i podchodząc do nich.
-TI!-usłyszałam ich okrzyk radości. Szybko powstał grupowy uścisk. 
-Czemu nie wchodzicie?-zapytałam po chwili. Cała czwórka spojrzała się na Hazze. Wiedziałam o co mu chodzi, ale nie dałam po sobie tego poznać.-Wchodźcie.-powiedziałam stanowczo  i z uśmiechem. 
-TI..-usłyszałam zrezygnowany głos mojego narzeczonego.
-Harry przestań.-odpowiedziałam patrząc się na niego. Chłopacy spojrzeli się po sobie i Louis powiedział niepewnie:
-Przyszliśmy nie w porę?-już chciałam zaprzeczyć, gdy usłyszałam:
-Owszem.-powiedział poirytowany Harry. Chłopacy chyba domyślili się co nam przerwali i automatycznie na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Eee tam... To już nie będzie to samo. Dokończycie wieczorem.-powiedział uśmiechając się od ucha do ucha Niall i wszedł do środka, a za nim pozostali. 
-Jesteście okropni.-powiedziałam idąc za nimi, śmiejąc się.
-Za to nas kochasz.-krzyknął Zayn. Byli okropni, ale Zayn miał rację, kochałam tych wariatów. Złapałam Harrego za rękę i poprowadziłam za resztą. Pocałowałam go namiętnie w usta, żeby go trochę rozweselić.
-Ej zakochańce, gdzie jest coś do jedzenia?-usłyszałam głos blondyna.
-Muszę cię zmartwić, ale nie zdążyłam zrobić zakupów.
-To zamawiamy pizzę.-powiedział Liam i wyciągnął telefon. Wszyscy udaliśmy się do salonu i rozmawialiśmy o ich trasie koncertowej. Dużo się przy tym śmialiśmy. Oczywiście chłopacy nie zapomnieli o moich urodzinach. Złożyli mi życzenia, zaśpiewali i dali jakieś prezenty postanowiłam, że otworze je potem.
-Chłopacy...-zaczęłam. Wszyscy spojrzeli w moją stronę.-bo.. pobieramy się.-powiedziałam i spojrzałam na Harrego. Słyszałam oklaski i wiwaty. Każdy z chłopaków podeszła do mnie i Hazzy, żeby nam pogratulować. Harry uniósł mój podbródek i namiętnie pocałował. Znowu słyszałam krzyki zadowolenia chłopaków, ale ja skupiłam się teraz tylko na Hazzie.
-Kocham cię-szepnęłam przerywając pocałunek.
-Kocham cię-powtórzył Harry z wielkim uczuciem.
-My tez was kochamy!-krzyknęli chłopacy i się na nas rzucili.
-Idioci.-krzyknął śmiejąc się Styles. Potem było słychać tylko nasze śmiechy. To był najlepsze urodziny w moim życiu, z osobami których nie oddałabym za nic na świecie.


________________________________________________________________
PRZEPRASZAM... mam nadzieję, że nie zanudziłam was takim długim imaginem? Następnym razem postaram się pisać krótsze. :) Ale mam nadzieję, że wam się podobał. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam. :* Dziękuję za tyle wejść i komentarzy na moim blogu, jesteście cudowne! <3 
CZYTASZ=KOMETUJESZ <33 
P.S Życzę wam udanego weekendu. :* 

niedziela, 4 maja 2014

Niall... Rozdział trzeci

Heeeejo! Przybywa kolejny imagin! ;) Na początku chciałabym znowu podziękować za wszystkie komentarze. DZIĘKUJĘ KOCHANE! <3 <3 Jesteście niesamowite. *.* :* Mam jedno pytanie. Chciałybyście przy imaginach dostawać dedyki? :) Na tą chwile mam imaginy z: Harrym, Zaynem i Louisem. Przewiduję, że każdy imagin będzie miał co najmniej 2 rozdziały, więc chyba starczy. :* Jeśli chcecie piszcie komentarze z kim. <3   A teraz zapraszam do czytania i komentowania! :*



Wstałam bardzo wypoczęta. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że jestem u Nialla. Czyli jednak marzenia się spełniają. Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi na niespodzianki, jakie niesie nam los. Wydawało mi się, że wszystko co było złe minęło. W końcu mogłam czuć się szczęśliwa.
Podniosłam się z łóżka, na którym byłam sama, związałam włosy w roztrzepanego koka, poprawiłam ubrania, które zresztą należą do Nialla i wyszłam z pokoju. Od razu pokierowałam się do kuchni. Byłam prawie pewna, że właśnie tam go zastanę. Nie myliłam się. Siedział przy stole z kawą i czytał poranną gazetę. Wyglądał tak pięknie jak się nad czymś skupił.
-Hej.-powiedziałam i usiadłam na przeciwko niego.
-Witaj, piękna.-powiedział i lekko się zarumienił. Odwzajemniłam to uśmiechem.
-Chcesz może coś do jedzenia lub picia?-zapytał podchodząc do lodówki.
-A ty już jadłeś?-spytałam
-Nie, właśnie zamierzałem zrobić sobie jajecznice. Może ty też chcesz?-powiedział wyjmując jajka. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Świetny pomysł.-odparowałam i wstałam żeby mu pomóc.
Po 15 minutach śniadanie było gotowe. Zastanawiałam się cały czas jak Niall może jeść tak dużo?! Nie wiem gdzie on to mieści. Zjedliśmy opowiadając sobie różne historie z naszego życia. W sumie ja dużo nie mówiłam, bo moja przeszłość nie wiązała się z czymś dobrym. Niall chyba wiedział, że nie mam ochoty o tym mówić, więc nie nalegał i opowiadał mi o sobie. Przez tą rozmowę dowiedziałam się o nim bardzo dużo.
Później poszłam się przebrać już w moje ubrania i zrobiłam poranną toaletę. Wyszłam z łazienki i poszłam do salonu. Niall leżał na kanapie. Gdy się na mnie spojrzał dostrzegłam nutę rozczarowania w jego oczach. Spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem.
-Ładnie wyglądasz, ale.... w moich ciuchach ci lepiej.-stwierdził i zadziornie się uśmiechnął, wytykając język, dałam mu kuksańca w bok i mimowolnie się zaśmiałam.
-Nie będę chodziła cały czas w twoich ubraniach.-powiedziałam i usiadłam na fotelu.
-Czemu? Moja szafa jest do twojej dyspozycji.-stwierdził i puścił mi oczko. Nic nie odpowiedziałam tylko zaczęłam oglądać telewizje. Nie leciało nic ciekawego.
-A może przeszlibyśmy się na spacer.-zaproponował, podchodząc do mnie z uśmiechem.
-Musimy? Tak mi się nie chce.-marudziłam.
-Oj, chodź. Jest taka ładna pogoda. Nie będziemy siedzieć w domu.-odparł i pociągnął mnie za rękę.
-Głupek.-powiedziałam wytykając mu przyjaźnie język. On odpowiedział szerokim uśmiechem.
Szliśmy ramie w ramie śmiejąc się i opowiadając sobie różne historyjki. Przeszliśmy się do parku, a potem na lody. Oczywiście Niall nie pozwolił mi za siebie zapłacić. Prawdziwy dżentelmen- pomyślałam. Tak zleciał nam czas, aż do godziny 21.
Potem szliśmy nieznaną mi dotąd ulicą.
-TI ufasz mi?-zapytał nagle blondyn.
-Oczywiście, że tak.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-To zamknij oczy.-spojrzałam się pytająco na chłopaka.-Jeśli mi ufasz to zamknij oczy.-powtórzył z zadziornym uśmiechem.
-Oh Horan, Horan co ty ze mną zrobiłeś, że nie potrafię ci nawet odmówić.-powiedziałam zatapiając się w jego oczach.
-No wiesz, ma się ten urok osobisty.-zaśmiał się i złapał mnie za rękę. Śmiejąc się razem z nim dałam mu kuksańca w bok i na jego prośbę zamknęłam oczy. Prowadził mnie dość długo. Po drodze parę razy potknęłam się o coś przez co powodowało to napady śmiechu u chłopaka. Robiłam się coraz bardziej ciekawa, gdzie mnie zaprowadzi.
-Niall długo jeszcze?-narzekałam co chwilę.
-Może tak, może nie.-odpowiadał Irlandczyk, żeby mnie bardziej wkurzyć.
-Jesteś okropny wiesz?-zapytałam i wydęłam usta jak małe dziecko.
-A ty jesteś straszną marudą wiesz?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Wiem.-odpowiedziałam krótko. I zaśmiałam się sama do siebie.
-Teraz podnoś nogi do góry.-ostrzegł mnie i poczułam owiewające mnie ciepło.
-Nie proszę tylko nie schody. Nie ma tu windy?-zapytałam zmęczona.
-Maruuuuda.-powiedział znowu się ze mną drocząc. Niestety nie uzyskałam odpowiedzi na swoje pytanie. Szliśmy po schodach parę minut. Myślałam, że zaraz nie wytrzymam, gdy nagle poczułam jak po moim ciele przeszła chłodniejsza fala powietrza, co mnie trochę postawiło na nogi.
-Mogę otworzyć już oczy?-powiedziałam z uśmiechem.
-Poczekaj, jeszcze sekunda.-odpowiedział i poczułam jak odrywa swoją dłoń od mojej.-Policz do pięciu i otwórz oczy.-szepnął. Zrobiłam to co powiedział. Pięć... cztery... trzy... dwa... jeden... i otworzyłam oczy. Nagle zaparło mi dech w piersiach. Stałam na dachu wieżowca. Przed moimi oczami ukazał się piękny widok Londynu. Po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy szczęścia.
-Jakie to piękne.-szepnęłam. Po chwili poczułam ręce obwiązujące mnie w pasie.
-Niall...-zaczęłam.
-Tak?-zapytał i położył głowę na moim ramieniu. Spojrzałam się na niego słodko i zagryzłam wargę. Nie wiedziałam co chce mu powiedzieć. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Zatopiłam się w jego najpiękniejszych oczach na świecie.
-O czym myślisz.-zapytał nagle.
-O tobie.-odpowiedziałam i zaraz potem chciałam się walnąć za to, ale się powstrzymałam. Uśmiechnął się przecudnie. Odległość pomiędzy naszymi głowami coraz bardziej się zmniejszała. Po chwili blondyn przybliżył się tak, że złączył nasze usta. Jego wargi był ciepłe i aksamitne. Czułam się jak w niebie.
-Wiem, że to może być nie możliwe, że w takim krótkim czasie to się stało, ale kocham cię TI.-powiedział przerywając pocałunek.
-Wiem, bardzo nie możliwe, ale ja też cię kocham.-szepnęłam.-Z resztą... zawsze cię kochałam.-dodałam po chwili i spojrzałam przed siebie. Chłopak przeszedł tak, że teraz stał na przeciwko mnie. Ujął moją rękę i położył sobie na szyi. Podszedł bliżej i złapał mnie drugą ręką w tali. Przysunął mnie do siebie jak najbliżej mógł. Położyłam drugą rękę w taki sposób jaki zrobił to blondyn, a on złapał mnie dwiema rękami w tali. Spojrzał mi głęboko w oczy. A ja spoglądałam to na jego oczy to na jego usta. Chciałam, żeby mnie pocałował i chłopak chyba się domyślił, ale odwlekał to i zadziornie się uśmiechnął. Oparł czoło o moje. Był tak blisko, ale nadal odwlekał. Już prawie zetknęliśmy się ustami. Gdy nagle wyszeptał:
-Wiesz, że była winda?-powiedział i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Doprawdy?-odpowiedziałam przygryzając wargę i uśmiechnęłam się.
-Yhym...-mruczał. Trącił wargami moje usta i znowu się odsunął na jeden centymetr.
-A wiesz, że...-zaczął.
-Daj spokój. Weź mnie już pocałuj dobra?-powiedziałam zniecierpliwiona.
-A jak się nie zgodzę?-drażnił się ze mną.
-W takim razie sama cię pocałuję.-powiedziałam i złączyłam nasze wargi. Blondyn od razu oddał pocałunek tylko bardziej zachłanniej niż wcześniej. Nasze języki toczyły zaciętą walkę. Gdy skończyliśmy przytuliłam się do chłopaka on zrobił to samo.
-TI...-zaczął nagle.
-Tak Niall?
-Jesteś szczęśliwa?-zapytał i spojrzał się na mnie.
-Teraz już jestem.-odpowiedziałam patrząc mu się w oczy po czym znowu wtuliłam się w jego tors.
-Dziękuję ci Niall.-szepnęłam.
-To ja ci dziękuję.-powiedział i spojrzał się na mnie.
-Za co?-spytałam lekko zdziwiona.
-Za to, że mnie pokochałaś.-odpowiedział z uczuciem.
-Oh Niall...-zaczęłam, a po moim policzku spłynęła łza szczęścia.-Kocham cię.-dodałam. Otarł delikatnie moją łzę i powiedział:
-Ja cię kocham mocniej.-i złączył nasze usta w pocałunek. Nie chciałam się z nim kłócić więc się już nie odzywałam.  Kochałam go najmocniej na świecie. Dziękowałam Bogu, że zesłał mi takiego anioła jak Niall.
To było marzenie o którym nie miałam odwagi myśleć. A jednak się spełniło.



_____________________________________________________________________
Wiem trochę krótszy niż tamte, ale nie wiedziałam co jeszcze napisać, żeby go nie popsuć, więc postanowiłam go zostawić taki jaki jest. A jak wam się podobało? :) To ostatni rozdział z Niallem. Niedługo prawdopodobnie pojawi się imagin z Harrym. ;* Znowu prosiłabym o komentarze. :* Kocham waaas. <3 

8 komentarzy = kolejny imagin *_*


piątek, 2 maja 2014

Niall... Rozdział drugi!

Hej wszystkim! Na początku chciałabym podziękować za miłe komentarze to dla mnie na prawdę dużo znaczy. :-) Mam nadzieję, że wam się podoba miśki. :* Zapraszam do kolejnego imagina z Niallem. ;-)


Przez dalszą część drogi żadno z nas się nie odzywało. Ale nawet panująca cisza nikomu z nas nie przeszkadzała. Odczuwałam, że przy Niallu nie musimy rozmawiać, żeby czuć się dobrze. Wydawało mi się, że on czuł to samo. Po chwili blondyn skręcił w uliczkę i zaczął parkować.
-Chłopaków nie ma, będą dopiero jutro wieczorem, bo pojechali na jakieś tam spotkanie, więc na razie będziemy sami.-wytłumaczył. No tak zapomniałam, że oni mieszkają razem. Ale w sumie fajnie jest mieszkać z czwórką przyjaciół. Tylko, że miałam teraz większe wątpliwości co do propozycji Nialla.
-A co jeśli mnie nie zaakceptują? Ja naprawdę nie chce się narzucać. Może lepiej już pójdę?-zapytałam wysiadając z samochodu.
-Głuptasie, nawet tak nie mów zobaczysz, od razu cię polubią.-powiedział i szeroko się uśmiechną.-Chodź.-stwierdził nie przestając się uśmiechać.
Gdy weszliśmy do domu, szczerze mówiąc lekko mnie zamurowało. Wszystko było ładne, czyste. To dziwne jak na pięciu chłopaków.-pomyślałam.
-Chcesz zobaczyć swój pokój?-zapytał niebieskooki zmniejszając dystans pomiędzy nami. Pokiwałam twierdząco i lekko przygryzłam wargę. Chłopak wziął mnie za rękę i zaprowadził do jednego z pomieszczeń.
-To tu.-powiedział i otworzył drzwi.-A zaraz obok jest mój pokój więc jak będziesz czegoś potrzebować to przychodź śmiało.-dodał słodko się przy tym uśmiechając.
-Okey, zapamiętam.-puściłam mu oczko i się lekko uśmiechnęłam, a on zrobił to samo.-Wiem, że zrobiłeś już dla mnie naprawdę dużo, ale mogła bym się teraz trochę odświeżyć?- zapytałam trochę zawstydzona.
-Jasne, czuj się jak u siebie.-powiedział entuzjastycznie-Łazienka jest prosto i pierwsze drzwi po prawo.-wytłumaczył.
-Dziękuje.-powiedziałam, a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce, których niestety nie udało się ukryć.
Niall nic nie odpowiedział tylko podszedł do mnie i pocałował mnie delikatnie w czoło. A potem wyszedł. Przez moje ciało przeszedł zaskakująco miły dreszcz.
Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic, który sprawił, że się rozluźniłam. Potem rozczesałam swoje włosy, które były kasztanowe, grube, nieco kręcone i sięgały mi do łokci i postanowiłam, że zostawię je w lekkim nieładzie. Później ubrałam swój nocny strój czyli: koszulka na krótki rękaw i krótkie spodenki. Przejrzałam się jeszcze przelotnie w lustrze, głęboki oddech.... i wyszłam. Odłożyłam swoje rzeczy do torby i zaczęłam szukać Nialla. Znalazłam go dopiero w kuchni. No tak, a jak mogło by być inaczej?-pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Ustałam koło wejścia i przyglądałam się z ciekawością i lekkim rozbawieniem poczynaniom blondyna. Najwyraźniej próbował coś ugotować. Po chwili zauważył, że się mu przyglądam.
-No co? Czemu tak patrzysz?-zapytał z udawaną powagą.
-A tak, podziwiam mistrza w kuchni.-odpowiedziałam i wybuchnęłam śmiechem. Niall poszedł w moje ślady.
-Co ty tak gotujesz?-zapytałam nadal się uśmiechając i zajrzałam do garnka. Ale niestety nie odgadłam co to było za danie, więc spojrzałam pytająco na niebieskookiego.
-Eeej no naprawdę nie wiesz?-spytał rozczarowany i podrapał się po karku.
-No jakoś nie. Ale może mnie oświecisz?-zapytałam uspakajając trochę swoje rozbawienie.
-No więc to miało być coś podobnego do spaghetti i jak próbowałem to mi smakowało, ale jak nie chcesz to mogę zamówić pizze.-spytał trochę rozczarowany.
-Nie, spróbujmy co żeś tam upichcił.-powiedziałam szturchając go lekko w ramię. A na jego twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Dobrze to usiądź, a ja nam nałożę.-odparł dumny z siebie.
-Może w czymś pomogę?-zaoferowałam.
-Nie, nie trzeba dam sobie radę.-powiedział i puścił mi oczko. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Po chwili przyszedł Niall i wręczył mi moją porcję.
-Mam nadzieję, że cię nie otruje.-powiedział z udawaną zgrozą w głosie, a potem znów zaczęliśmy się śmiać. Muszę przyznać, że te jego spaghetti było naprawdę dobre. Zjadłam swoją porcje, oczywiście Niall zjadł dwie duże, ale to było chyba normalne i poszłam po sobie pomyć naczynia. Później wróciłam do pokoju, ale blondyna już tam nie było. Zaczęłam sprawdzać inne pomieszczenia, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć.
-Niall!! Przestań się chować!!-wołałam. Nadal cisza. Trochę zaczynałam się bać.
-Niall to już nie jest zabawne!!-ponowiłam wołanie coraz bardziej zaniepokojona. Tym razem też nic. Wzięłam ze sobą po drodze patelnie  z kuchni (tak na wszelki wypadek). Została mi już tylko łazienka. Zapaliłam światło, otworzyłam drzwi i weszłam powoli do środka. Rozejrzałam się niepewnie po pomieszczeniu. Ale tam też go nie było. Nagle zgasło światło. Ktoś wytrącił mi mój "narząd" do samoobrony z ręki. Zaczęłam się panicznie bać. Poczułam jak ktoś łapie mnie z tyłu za biodra. Zaczęłam się drzeć.
-Ratuuuuunku!!! Pomooooocy!!!! Niaaaaall!!!-potem ktoś mnie puścił i usłyszałam głośny śmiech. Zapaliłam światło i pierwsze co zobaczyłam to Nialla leżącego na podłodze i płaczącego ze śmiechu.
-Człowieku czy ty chcesz żebym przez ciebie dostała zawału serca?!!!!-zapytałam zdenerwowana.-Wiesz jak mnie przestraszyłeś??!!-pytałam nadal wkurzona.
-Ja... ja... haha... gdyy... gdybyś widziała swoją minę haha.
-Ja prawie zawału dostałam, a ty mówisz o mojej minie?!-już trochę się uspokoiłam, ale nadal byłam na niego zła.
-N... noo przepraszam haha, ale nie mogłem się powstrzymać haha i jeszcze ta patelnia haha.-ledwo wykrztusił to zdanie. Faktycznie z tą patelnią to chyba przesadziłam, no, ale cóż.
-Idiota!-odpowiedziałam. Teraz mój jedyny cel to: zemsta.-pomyślałam śmiejąc się sama do siebie. Wykorzystując to, że Niall cały czas leżał i się śmiał zamknęłam nas w łazience na klucz, potem odłożyłam go na szafkę, podeszłam do prysznica, wzięłam słuchawkę, odkręciłam zimną wodę i powiedziałam.
-Czas na zemstę!-blondyn spojrzał się na mnie ze zdziwieniem, od razu zniknął jego śmiech, szybko wstał i chciał uciekać, ale zamiast tego zderzył się z drzwiami. Teraz to ja wybuchnęłam śmiechem, a potem przeszłam do realizacji planu. Skierowałam strumień z lodowatą wodą na niebieskookiego. Próbował uniknąć wody, ale niestety nie zbyt mu się to udało.
-Haha i co teraz?-pytałam cały czas w śmiechu.
-Dobrze poddaję się, wygrałaś!-krzyczał unosząc ręce do góry i wytkną mi język.
-Powiedz, że TI jest twoim mistrzem.-powiedziałam śmiejąc się z niego.
-Nie.-odpowiedział zadziornie.-
-To nie odpowiedziałam.-i dalej lałam go wodą.
-Okey, powiem, ale przestań.-mówił zasłaniając się rękoma przed wodą.-TI jest moim mistrzem.-powiedział i przyjaźnie się uśmiechnął. No okey, może już wystarczy-pomyślałam. Odwróciłam się, żeby zakręcić wodę, gdy nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali, a potem wchodzi ze mną do prysznica i zamyka od niego drzwiczki.
-Niall idioto proszę cię puść mnie, będę cała mokra!-krzyczałam.
-Ja się nigdy nie poddaje! A po drugie później dam ci coś suchego.-odpowiedział i odkręcił wodę.
-Oooo nie, nie proszę niee!!-krzyczałam śmiejąc się wniebogłosy.-Zobaczysz pożałujesz jeszcze tego.-powiedziałam szczerząc się do niego.
-Przestań.-mówiłam śmiejąc się i chowając głowę w jego tors.
-Powiedz, że Niall jest twoim mistrzem.-rozkazał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech zwycięstwa.
-Debil.-powiedziałam wytykając mu język.-Niall jest moim mistrzem.-wydukałam i dałam mu kuksańca w bok.
-Wygrałem.-szepnął mi do ucha i pocałował w skroń. Po moich policzkach rozlały się rumieńce. Spojrzałam się na niego i obdarzyłam lekkim uśmiechem. Jeszcze chwilę się tak posprzeczaliśmy i wyszliśmy cali mokrzy. Posprzątaliśmy w łazience i postanowiliśmy się przebrać w suche ubrania.
-Chodź.-wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą. Nie sprzeciwiałam się tylko poszłam za nim. Weszliśmy do jego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że stało tam dwuosobowe łóżko, duża szafa i niewielki kącik, w którym stało biurko, na nim laptop, a koło tego dwie gitary.
-Masz, przebierz się w to i przyjdź do salonu.-powiedział zadziornie-A i obiecuję, że się nie schowam.-powiedział wychodząc, a potem słyszałam jak się zaśmiał. No tak było się z czego śmiać-pomyślałam i zaczęłam się przebierać. Niall dał mi swój biały T-shirt i luźne szare spodnie dresowe ze ściągaczami na dole. Trochę było to za duże, ale dobrze się w tym czułam. A włosy? Znowu mokre. Dobra nie ważne-pomyślałam i poszłam do salonu. Rzeczywiście tym razem blondyn nigdzie się nie schował. Siedział na kanapie i oglądał telewizje. Był już przebrany w suche ubrania.
-Jestem.-powiedziałam siadając koło niego.-Co oglądasz?-zapytałam z ciekawością.
-Szczerze? Nie wiem przed chwilą coś włączyłem, ale to nic konkretnego.-powiedział normalnym tonem, ale widziałam po nim, że coś ukrywa.
-T.I-powiedział nagle.
-Tak?-spojrzałam się na niego z uśmiechem. A on nagle wstał i ustał na przeciwko mnie.
-No, bo dziś są twoje urodziny i pomyślałem, że może ci je jakoś umilę.-powiedział niepewnie-No i mam dla ciebie taki drobiazg.-sięgną po małe pudełeczko ze stołu, spojrzał się na mnie i wręczył mi je do ręki. Na początku byłam trochę zdziwiona, ale otworzyłam opakowanie. Moim oczom ukazałam się piękna złota bransoletka z napisem: Dreams Come True.
-Ale kiedy ją kupiłeś?-spytałam zaskoczona, wpatrując się w przedmiot.
-No jak poszłaś się umyć to pobiegłem szybko do sklepu obok i ekspedientka doradziłam mi to.-powiedział uśmiechając się i zagryzł wargi.
-Niall, ale ja nie mogę tego przyjąć-powiedziałam zamykając pudełeczko.
-Dlaczego, nie podoba ci się?-zapytał smutno.
-Nie. Bransoletka jest piękna i jeszcze ten napis, nie mogłeś trafić lepiej, ale to musiało kosztować fortunę. Ja naprawdę nie mogę tego wziąć.-powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Ej no nie rób mi tego.-usiadł znowu koło mnie tym razem tak, że dotykaliśmy się ciałami.-Naprawdę zależy mi na tym. Chciałbym żebyś zaczęła wszystko od początku. Jeśli któregoś dnia możesz być szczęśliwa, to dlaczego nie zaczniesz od dziś?-zapytał z uczuciem obejmując mnie ramieniem.
-Boże Niall jak ja ci się odwdzięczę?-zapytałam i wtuliłam się do chłopaka.
-Odwdzięczasz się tym, że jesteś.-powiedział i pocałował mnie w skroń.
-Dziękuje.-powiedziałam słodko i spojrzałam się na blondyna.
-To ja dziękuje.-odpowiedział i oparł się o oparcie kanapy pociągając tym samym mnie. Siedziałam tak oparta o tors Nialla i zamknęłam oczy.
Czy ja na to zasłużyłam? Czy mój koszmar się skończył? Czy zacznę nowe, lepsze życie z Niallem u boku? Przez myśl przelatywały mi setki pytań. Postanowiłam, że na razie nie będę zaprzątać sobie tym głowy. Rozkoszowałam się tą chwilą i perfumami które czułam od niebieskookiego. Mmm... ten zapach był piękny.
Byłam już bardzo zmęczona. Sen był kwestią czasu. Niall chyba to wyczuł, bo wziął mnie na ręce, zaniósł do pokoju i położył delikatnie na łóżku.
-Śpij dobrze.-powiedział i pocałował mnie w czoło. Gdy wyszedł czułam, że brakuje mi go. Nie mogąc zasnąć wstałam i poszłam do pokoju Nialla. Cichutko otworzyłam drzwi i zapytałam:
-Niall śpisz?
-Nie, a coś się stało?-zapytał podchodząc do mnie.
-Nie mogę zasnąć.-pożaliłam się. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do łóżka.
-No to chodź.-powiedział zadowolony, zaprowadził do swojego łóżka i przykrył mnie kołdrą.-A prawie bym zapomniał-powiedział nagle. Sięgną do nocnej szafki i coś wyciągną. Po chwili poczułam jak to coś obwiązuje mój nadgarstek. No tak to była bransoletka. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. To było bardzo miłe i wzruszające.
-Niall jeszcze raz dziękuje. Dziękuje ci za wszystko. Za to, że teraz jesteś przy mnie i, że pomogłeś mi nie tracić nadziei.-powiedziałam całując go w policzek.
-Zawsze możesz na mnie liczyć.-oznajmił mi słodko i odwrócił się na bok w moją stronę.- A teraz głuptasie mój, idź już spać.-zaśmiał się, trącił palcem mój nos i zamknął oczy.
-Dobranoc.-powiedziałam czule spoglądając się na chłopaka i sama zamknęłam oczy. Po chwili poczułam jego rękę na moim biodrze. Nie byłam do końca pewna czy wiedział co robi, czy to było pod wpływem snu. W każdym razie nie przeszkadzało mi to. W końcu zmorzył mnie sen.

~~Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei.~~


___________________________________________________________________
I jak? Podoba się? Mam nadzieję, że tak. Jeśli tu jesteś to proszę o komentarz. :*
7 komentarzy = kolejny Imagin! :-)