Słoneczka moje kochane mam prośbę! <3 Jestem adminką na tej stronce -----> https://www.facebook.com/1dponadzycie?ref=hl byłabym bardzo wdzięczna za każde kliknięcie Lubię To i udzielanie się w komentarzach i zabawach! Kocham was i z góry dziękuję <3
P.S Kolejny imagin już w sobotę! <3
czwartek, 3 lipca 2014
sobota, 28 czerwca 2014
Harry! Rozdział trzeci...
Hej Misiaki moje wy! <3 I jak dzień po zakończeniu szkoły? :-D U mnie w sumie wesoło haha :-D Macie już jakieś plany na wakacje? Ja jadę najpierw z siostrą gdzieś tam, sama do końca nie wiem :-D ,a potem z rodzicami i bratem nad morze. :3 Ale dobra nie będziemy przecież rozmawiać tu o mnie. :-P
A teraz przejdźmy do spraw związanych z blogiem! No więc tak, ostatnie dwa imaginy były trochę krótkie, ale takie było moje założenie, ponieważ chciałam sprawdzić czy go czytacie. Jak się okazało jest parę osób, którym podoba się to co piszę. Aczkolwiek zakładając tego bloga myślałam, że będzie wyglądało to troszeczkę inaczej. No, ale nic na to nie poradzę. :) Może coś robię źle? Już sama nie wiem. :c Jeśli macie do mnie jakieś pytania, podpowiedzi czy cokolwiek to piszcie, albo w komentarzach, albo na mojego aska ------> http://ask.fm/Agaaaa124
A teraz zapraszam do czytania! <3
_____________________________________________________________________
W życiu istnieją, rzeczy o które warto walczyć do samego końca...
*Oczami Harrego*
Gdy TI zasnęła cały czas myślałem o tym co jej się stało i kto mógł jej to zrobić. W tym momencie dziękowałem Bogu, że nie mamy żadnej trasy koncertowej lub nagrań. Mogłem na spokojnie zająć się TI.
Leżąc tak skanowałem jej ciało kawałek po kawałku i dopatrywałem się kolejnych siniaków. Zacisnąłem oczy i oparłem głowę o łóżko. Widok mojej dziewczyny w takim stanie był przerażający. Nie da się opisać tego co właśnie czułem... Jest już trzynasta, a TI nadal śpi to trochę nie podobne do niej, bo ona jest takim rannym ptaszkiem, ale jak obiecałem będę cały czas obok niej. Zamknąłem oczy i spróbowałem się zdrzemnąć. Dziesięć minut później wiedziałem, że nie dam rady zasnąć, więc spojrzałem na bladą twarzyczkę TI. Wyglądała tak niewinnie, jak ktoś mógł ją tak skrzywdzić?!-pytałem samego siebie.
Po pół godzinie TI nagle się poruszyła. Otworzyła powoli oczy rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu, a potem przeniosła wzrok na mnie.
*Oczami TI*
Otworzyłam oczy z wielkim oporem i sprawdziłam gdzie jestem. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam tak dobrze mi znane pomieszczenie. Mój wzrok zatrzymał się na dłużej na osobie, którą tak bardzo kochałam, a jednak tak bardzo skrzywdziłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Chciałam już tylko, aby mocno mnie przytulił, ale gdy podniosłam rękę od razu syknęłam, ponieważ poczułam straszny ból.
-TI musimy jechać do lekarza.-powiedział mój ukochany i z niepokojem spojrzał na moją rękę.
-Nie Harry. Nie musimy i nie pojedziemy.-odpowiedziałam unikając jego wzroku.
-TI to tylko szpital nie zrobią ci nic strasznego. Obejrzą twoje rany przepiszą leki i wrócimy do domu.-mówił z troską.
-Harry nic mi nie jest. Zostaję w domu.-powiedziałam tak, aby w końcu zakończyć ten temat. Harry nagle wstał obszedł łóżko i ukucnął przy mnie.
-W takim razie...-zaczął niepewnie-...TI powiesz mi co ci się stało?-zapytał i spojrzał mi w oczy. Na samą myśl o wczorajszym zdarzeniu po moich policzkach spłynęły łzy. Chciałam być twarda, ale już nie mogłam. Powoli za pomocą Hazzy podniosłam się do pozycji siedzącej.
Patrzyłam przed siebie uświadamiając sobie okrutną prawdę. A z oczu płynęły niezatrzymane łzy.
-Przepraszam cię Harry.-zaczęłam od tych jakże banalnych, a jakże znaczących dla mnie słów. Spojrzałam na niego. Wytarł leciutko moje łzy, a ja złapałam jego rękę, położyłam na kolanie i trzymałam tak, aby mnie nie puścił.
-Przepraszam, że zachowywałam się jak totalna idiotka i egoistka. Wiem, że było ci bardzo ciężko, ale przeżywałam to razem z tobą. Na prawdę. Chciałam chronić ciebie i chłopaków, a przede wszystkim ciebie. Gdyby nie to, to prawdopodobnie nie patrzyłabym teraz na ciebie. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam cię stracić. Przepraszam, że musiałeś tak cierpieć.-mówiłam szlochając. W moim gardle wyrosła wielka klucha. Styles trzymał mnie jeszcze mocniej niż wcześniej.
-Kochanie, ale.... ale kto ci to zrobił? O co chodzi? Przed czym chciałaś mnie chronić? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale proszę powiedz mi wszystko.-powiedział zmartwiony. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Pewnego dnia poszłam do parku. Usiadłam na ławce. Nie wiem czemu, ale wtedy przez cały dzień czułam się... obserwowana, ale gdy tylko się rozejrzałam nikogo nie było. Tego dnia w parku nie było żywego ducha. Siedziałam tak sobie gdy nagle poczułam coś zimnego i ostrego przy szyi. Potem zorientowałam się, że to nóż. Nie miałam jak uciec, nikt mi nie mógł wtedy pomóc, nikogo przy mnie wtedy nie było, oprócz jego...-powiedziałam z obrzydzeniem-....groził mi, że jeśli nie będę robiła tego co mi każe to ucierpi na tym najbliższa dla mnie osoba. Nie musiałam zgadywać wiedziałam, że tu chodzi o ciebie, albo o kogoś z chłopaków lub mojej rodziny. Nie mogłam na to pozwolić. Obiecał, że jeśli będę go słuchać to nic się nie stanie, ale jeśli spróbuję komuś o tym powiedzieć, albo zadzwonić na policje to mnie zabije. Cały dzień siedziałam u niego i modliłam się, żeby tylko przeżyć. Wieczorem mnie wypuścił i powiedział, że zadzwoni, a jeśli nie odbiorę inaczej ze mną porozmawia. Gdy wróciłam do domu siedziałeś w kuchni. Byłeś niczego nieświadomy. Chciałam ci wszystko powiedzieć, ale bałam się. Tak strasznie się bałam...-przerwałam na chwilę, szlochając.-...to dlatego dostawałam te telefony i co raz częściej wychodziłam z domu. To przeze mnie oddaliliśmy się od siebie. Czasami w nocy zastanawiałam się czy przez to wszystko jeszcze mnie kochasz i chcesz ze mną być. Zachowywałam się jak podła suka. Przestaliśmy rozmawiać, cały czas się kłóciliśmy. Myślałam, że nie dam rady tak dłużej. Każdej nocy zastanawiałam się czy nie powiadomić policji, albo czy nie powiedzieć, tobie, ale bałam się konsekwencji, więc postanowiłam, że będę milczeć. I tak robiłam, zamykałam się w sobie. Odizolowywałam się od świata, od ludzi, od ciebie... Wczoraj byłam już na granicy, aby ci o tym powiedzieć, ale zadzwonił on. Musiałam iść. Znowu musiałam milczeć. Gdy poszłam do niego znowu byli oni... jego koledzy od siedmiu boleści. Zboczone zakapiory, których musiałam zabawiać. Zawsze pozwalali sobie na dotykanie mnie, całowanie gdzie chcieli, a gdy tylko się sprzeciwiłam od razu dostawałam w twarz, albo w inną część ciała. To dlatego nie chciałam, żebyś mnie dotykał, całe ciało miałam poobijane. Bolało tak niemiłosiernie.
Najbardziej zabolało mnie to jak zapytałeś się czy cię zdradzam. Może i nie byłam sobą, ale nigdy, przenigdy bym cię nie zdradziła. Wtedy coś we mnie pękło...-Spojrzałam na jego załzawione oczy.-...jak poszłam do niego, zauważyłam, że nikogo nie ma, od razu chciałam się wycofać. Jednak, gdy zrobiłam krok w tył poczułam straszny ból na nadgarstkach. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Nie zwracał uwagi na moje łzy, na to, że mnie tak krzywdzi. Potem popchnął mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać. Dotykał mnie wszędzie, a ja nie mogłam mu się nawet wyrwać. Zaczęłam krzyczeć i wtedy mnie uderzył raz...potem drugi...byłam bezsilna, ale nie chciałam się poddawać, chciałam powiedzieć ci jeszcze jak bardzo cię kocham.-Zatrzymałam się na chwile, gdy zobaczyłam jak Harry szlocha razem ze mną.
Położył głowę na moich kolanach. A ja lekko gładziłam jego włosy mówiąc dalej:
Gdy dobierał się do moich spodni oczekiwałam najgorszego. Zaczęłam się wyrywać, kopać, krzyczeć i wtedy zaczął mnie bić. Cios za ciosem.... Gdy przestał, wrócił do mojego rozporku. Zdjął moje spodnie, potem bieliznę, czułam się okropnie, leżąc tak obnażona przed nim, ale gdy zaczął zdejmować swoje ubrania myślałam, że to już koniec. Chciałam być tylko twoja, chciałam, aby moje ciało należało tylko do ciebie.-Mówiłam zalewając się łzami i słyszałam jak Harry szlocha w moje kolana.-I wtedy dzięki Bogu zadzwoniłeś ty.-Mówiłam dalej, a loczek spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.-Wykorzystałam jego chwilowe rozkojarzenie i z całych sił kopnęłam go w czułe miejsce, skulił się. Potem kopnęłam go jeszcze raz, po czym skulił się jeszcze bardziej. Najszybciej jak było to możliwe ubrałam spodnie i wybiegłam stamtąd. Słyszałam jak krzyczy za mną i jak nieudacznie próbuję mnie do gonić, ale na szczęście byłam szybsza, odwracałam się co chwila i zobaczyłam jak się zatrzymuje i zawraca, poczułam wtedy lekką ulgę, ale nadal nie byłam spokojna. Cudem doszłam do domu. Gdyby nie twój telefon nie wiem co by było ze mną teraz.-Zdając sobie sprawę z tego co właśnie mu opowiedziałam momentalnie poczułam każdy siniak, każdy zadany cios na moim ciele.
-Harry, ale on teraz może cię skrzywdzić.-powiedziałam po chwili zaniepokojona.
-Nie skrzywdzi mnie i już nigdy nie skrzywdzi ciebie.-odpowiedział z obrzydzeniem. Wyciągnął telefon z kieszeni i wystukał jakiś numer. Po pierwszym zdaniu domyśliłam się, że zadzwonił na policje.
-TI na jakiej ulicy on mieszka?-zapytał, a ja nie wiedziałam czy powiedzieć czy nie.-TI?-patrzył się na mnie wyczekująco. W ostateczności zdecydowałam się powiedzieć, podałam mu adres zamieszkania. Gdy skończył rozmawiać wstał, a ja poszłam w jego ślady. Po czym mocno go przytuliłam.
-Jesteś już bezpieczna. Już nic ci nie grozi.-mówił.-TI to ja cię przepraszam, przepraszam, że myślałem, że mnie zdradzasz, przepraszam, że się od ciebie odwróciłem. Przepraszam za to, że musiałaś tak cierpieć, przepraszam za to, że zwątpiłaś w moją miłość do ciebie. Przepraszam za wszystko.-powiedział i poczułam jego łzy na swoim czole.-Zawsze będziesz moja i tylko moja. Twój zapach, uśmiech, dotyk, twoje ciało zawsze będzie należało tylko do mnie. Nie oddam cię nikomu innemu.-powiedział i pocałował mnie lekko w usta.-Kocham cię.-powiedział po chwili.
-Kocham cię.-odpowiedziałam i wtuliłam się w jego tors. Po chwili zadzwonił telefon, odebrał Harry. Po paru chwilach zobaczyłam jego szeroki uśmiech.
-Złapali ich! Złapali! Już nigdy się z tego nie wywiną.-mówił uradowany i złożył całusa na mojej głowie. Odwzajemniłam to szczerym uśmiechem.
-Może masz ochotę wziąć prysznic?-powiedział z troską. Pokiwałam tylko lekko głową i uśmiechnęłam się. Poszliśmy do łazienki. Przejrzałam się w lustrze i od razu zachciało mi się płakać. Harry podszedł do mnie i odwrócił w swoją stronę. Mocno przytulił i powiedział:
-Czekam na ciebie w salonie.-i skierował się do wyjścia.
-Ha.. Harry nie chcesz mi pomóc?-zapytałam nieśmiało. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Jeśli tego chcesz.-powiedział i znów podszedł do mnie. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Zaczął powoli i ostrożnie ściągać moje ubrania. Gdy byłam już w samej bieliźnie spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się co oznaczało, że się zgadzam. Przeskanował mnie od stóp do głowy. Widziałam jego błysk w oczach pomieszany z bólem. Nie chciałam być mu dłużna i zaczęłam zdejmować jego ubrania. Gdy oboje byliśmy nadzy weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił ciepła wodę co spowodowało ukojenie dla mojego ciała. Zaczął całować każdy siniak na moim ciele, każde najmniejsze zadrapanie, zaczerwienienie robił to tak delikatnie, tak subtelnie. Gdy skończył przytuliłam go i spojrzałam w oczy.
-Zawsze będziesz moja, zawsze będziesz moją księżniczką.-wyszeptał i pocałował w usta.
~~Życie bez miłości nie ma sensu..
Kto nie kochał, ten nigdy nie żył...~~
______________________________________________________
I jak? :-D Tym razem jest długi. :3 Mi osobiście się podoba. A co powiecie wy? Wyraźcie swoje opinie w komentarzach!!! <3
A teraz przejdźmy do spraw związanych z blogiem! No więc tak, ostatnie dwa imaginy były trochę krótkie, ale takie było moje założenie, ponieważ chciałam sprawdzić czy go czytacie. Jak się okazało jest parę osób, którym podoba się to co piszę. Aczkolwiek zakładając tego bloga myślałam, że będzie wyglądało to troszeczkę inaczej. No, ale nic na to nie poradzę. :) Może coś robię źle? Już sama nie wiem. :c Jeśli macie do mnie jakieś pytania, podpowiedzi czy cokolwiek to piszcie, albo w komentarzach, albo na mojego aska ------> http://ask.fm/Agaaaa124
A teraz zapraszam do czytania! <3
_____________________________________________________________________
W życiu istnieją, rzeczy o które warto walczyć do samego końca...
*Oczami Harrego*
Gdy TI zasnęła cały czas myślałem o tym co jej się stało i kto mógł jej to zrobić. W tym momencie dziękowałem Bogu, że nie mamy żadnej trasy koncertowej lub nagrań. Mogłem na spokojnie zająć się TI.
Leżąc tak skanowałem jej ciało kawałek po kawałku i dopatrywałem się kolejnych siniaków. Zacisnąłem oczy i oparłem głowę o łóżko. Widok mojej dziewczyny w takim stanie był przerażający. Nie da się opisać tego co właśnie czułem... Jest już trzynasta, a TI nadal śpi to trochę nie podobne do niej, bo ona jest takim rannym ptaszkiem, ale jak obiecałem będę cały czas obok niej. Zamknąłem oczy i spróbowałem się zdrzemnąć. Dziesięć minut później wiedziałem, że nie dam rady zasnąć, więc spojrzałem na bladą twarzyczkę TI. Wyglądała tak niewinnie, jak ktoś mógł ją tak skrzywdzić?!-pytałem samego siebie.
Po pół godzinie TI nagle się poruszyła. Otworzyła powoli oczy rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu, a potem przeniosła wzrok na mnie.
*Oczami TI*
Otworzyłam oczy z wielkim oporem i sprawdziłam gdzie jestem. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam tak dobrze mi znane pomieszczenie. Mój wzrok zatrzymał się na dłużej na osobie, którą tak bardzo kochałam, a jednak tak bardzo skrzywdziłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Chciałam już tylko, aby mocno mnie przytulił, ale gdy podniosłam rękę od razu syknęłam, ponieważ poczułam straszny ból.
-TI musimy jechać do lekarza.-powiedział mój ukochany i z niepokojem spojrzał na moją rękę.
-Nie Harry. Nie musimy i nie pojedziemy.-odpowiedziałam unikając jego wzroku.
-TI to tylko szpital nie zrobią ci nic strasznego. Obejrzą twoje rany przepiszą leki i wrócimy do domu.-mówił z troską.
-Harry nic mi nie jest. Zostaję w domu.-powiedziałam tak, aby w końcu zakończyć ten temat. Harry nagle wstał obszedł łóżko i ukucnął przy mnie.
-W takim razie...-zaczął niepewnie-...TI powiesz mi co ci się stało?-zapytał i spojrzał mi w oczy. Na samą myśl o wczorajszym zdarzeniu po moich policzkach spłynęły łzy. Chciałam być twarda, ale już nie mogłam. Powoli za pomocą Hazzy podniosłam się do pozycji siedzącej.
Patrzyłam przed siebie uświadamiając sobie okrutną prawdę. A z oczu płynęły niezatrzymane łzy.
-Przepraszam cię Harry.-zaczęłam od tych jakże banalnych, a jakże znaczących dla mnie słów. Spojrzałam na niego. Wytarł leciutko moje łzy, a ja złapałam jego rękę, położyłam na kolanie i trzymałam tak, aby mnie nie puścił.
-Przepraszam, że zachowywałam się jak totalna idiotka i egoistka. Wiem, że było ci bardzo ciężko, ale przeżywałam to razem z tobą. Na prawdę. Chciałam chronić ciebie i chłopaków, a przede wszystkim ciebie. Gdyby nie to, to prawdopodobnie nie patrzyłabym teraz na ciebie. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam cię stracić. Przepraszam, że musiałeś tak cierpieć.-mówiłam szlochając. W moim gardle wyrosła wielka klucha. Styles trzymał mnie jeszcze mocniej niż wcześniej.
-Kochanie, ale.... ale kto ci to zrobił? O co chodzi? Przed czym chciałaś mnie chronić? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale proszę powiedz mi wszystko.-powiedział zmartwiony. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Pewnego dnia poszłam do parku. Usiadłam na ławce. Nie wiem czemu, ale wtedy przez cały dzień czułam się... obserwowana, ale gdy tylko się rozejrzałam nikogo nie było. Tego dnia w parku nie było żywego ducha. Siedziałam tak sobie gdy nagle poczułam coś zimnego i ostrego przy szyi. Potem zorientowałam się, że to nóż. Nie miałam jak uciec, nikt mi nie mógł wtedy pomóc, nikogo przy mnie wtedy nie było, oprócz jego...-powiedziałam z obrzydzeniem-....groził mi, że jeśli nie będę robiła tego co mi każe to ucierpi na tym najbliższa dla mnie osoba. Nie musiałam zgadywać wiedziałam, że tu chodzi o ciebie, albo o kogoś z chłopaków lub mojej rodziny. Nie mogłam na to pozwolić. Obiecał, że jeśli będę go słuchać to nic się nie stanie, ale jeśli spróbuję komuś o tym powiedzieć, albo zadzwonić na policje to mnie zabije. Cały dzień siedziałam u niego i modliłam się, żeby tylko przeżyć. Wieczorem mnie wypuścił i powiedział, że zadzwoni, a jeśli nie odbiorę inaczej ze mną porozmawia. Gdy wróciłam do domu siedziałeś w kuchni. Byłeś niczego nieświadomy. Chciałam ci wszystko powiedzieć, ale bałam się. Tak strasznie się bałam...-przerwałam na chwilę, szlochając.-...to dlatego dostawałam te telefony i co raz częściej wychodziłam z domu. To przeze mnie oddaliliśmy się od siebie. Czasami w nocy zastanawiałam się czy przez to wszystko jeszcze mnie kochasz i chcesz ze mną być. Zachowywałam się jak podła suka. Przestaliśmy rozmawiać, cały czas się kłóciliśmy. Myślałam, że nie dam rady tak dłużej. Każdej nocy zastanawiałam się czy nie powiadomić policji, albo czy nie powiedzieć, tobie, ale bałam się konsekwencji, więc postanowiłam, że będę milczeć. I tak robiłam, zamykałam się w sobie. Odizolowywałam się od świata, od ludzi, od ciebie... Wczoraj byłam już na granicy, aby ci o tym powiedzieć, ale zadzwonił on. Musiałam iść. Znowu musiałam milczeć. Gdy poszłam do niego znowu byli oni... jego koledzy od siedmiu boleści. Zboczone zakapiory, których musiałam zabawiać. Zawsze pozwalali sobie na dotykanie mnie, całowanie gdzie chcieli, a gdy tylko się sprzeciwiłam od razu dostawałam w twarz, albo w inną część ciała. To dlatego nie chciałam, żebyś mnie dotykał, całe ciało miałam poobijane. Bolało tak niemiłosiernie.
Najbardziej zabolało mnie to jak zapytałeś się czy cię zdradzam. Może i nie byłam sobą, ale nigdy, przenigdy bym cię nie zdradziła. Wtedy coś we mnie pękło...-Spojrzałam na jego załzawione oczy.-...jak poszłam do niego, zauważyłam, że nikogo nie ma, od razu chciałam się wycofać. Jednak, gdy zrobiłam krok w tył poczułam straszny ból na nadgarstkach. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Nie zwracał uwagi na moje łzy, na to, że mnie tak krzywdzi. Potem popchnął mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać. Dotykał mnie wszędzie, a ja nie mogłam mu się nawet wyrwać. Zaczęłam krzyczeć i wtedy mnie uderzył raz...potem drugi...byłam bezsilna, ale nie chciałam się poddawać, chciałam powiedzieć ci jeszcze jak bardzo cię kocham.-Zatrzymałam się na chwile, gdy zobaczyłam jak Harry szlocha razem ze mną.
Położył głowę na moich kolanach. A ja lekko gładziłam jego włosy mówiąc dalej:
Gdy dobierał się do moich spodni oczekiwałam najgorszego. Zaczęłam się wyrywać, kopać, krzyczeć i wtedy zaczął mnie bić. Cios za ciosem.... Gdy przestał, wrócił do mojego rozporku. Zdjął moje spodnie, potem bieliznę, czułam się okropnie, leżąc tak obnażona przed nim, ale gdy zaczął zdejmować swoje ubrania myślałam, że to już koniec. Chciałam być tylko twoja, chciałam, aby moje ciało należało tylko do ciebie.-Mówiłam zalewając się łzami i słyszałam jak Harry szlocha w moje kolana.-I wtedy dzięki Bogu zadzwoniłeś ty.-Mówiłam dalej, a loczek spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.-Wykorzystałam jego chwilowe rozkojarzenie i z całych sił kopnęłam go w czułe miejsce, skulił się. Potem kopnęłam go jeszcze raz, po czym skulił się jeszcze bardziej. Najszybciej jak było to możliwe ubrałam spodnie i wybiegłam stamtąd. Słyszałam jak krzyczy za mną i jak nieudacznie próbuję mnie do gonić, ale na szczęście byłam szybsza, odwracałam się co chwila i zobaczyłam jak się zatrzymuje i zawraca, poczułam wtedy lekką ulgę, ale nadal nie byłam spokojna. Cudem doszłam do domu. Gdyby nie twój telefon nie wiem co by było ze mną teraz.-Zdając sobie sprawę z tego co właśnie mu opowiedziałam momentalnie poczułam każdy siniak, każdy zadany cios na moim ciele.
-Harry, ale on teraz może cię skrzywdzić.-powiedziałam po chwili zaniepokojona.
-Nie skrzywdzi mnie i już nigdy nie skrzywdzi ciebie.-odpowiedział z obrzydzeniem. Wyciągnął telefon z kieszeni i wystukał jakiś numer. Po pierwszym zdaniu domyśliłam się, że zadzwonił na policje.
-TI na jakiej ulicy on mieszka?-zapytał, a ja nie wiedziałam czy powiedzieć czy nie.-TI?-patrzył się na mnie wyczekująco. W ostateczności zdecydowałam się powiedzieć, podałam mu adres zamieszkania. Gdy skończył rozmawiać wstał, a ja poszłam w jego ślady. Po czym mocno go przytuliłam.
-Kocham cię.-odpowiedziałam i wtuliłam się w jego tors. Po chwili zadzwonił telefon, odebrał Harry. Po paru chwilach zobaczyłam jego szeroki uśmiech.
-Złapali ich! Złapali! Już nigdy się z tego nie wywiną.-mówił uradowany i złożył całusa na mojej głowie. Odwzajemniłam to szczerym uśmiechem.
-Może masz ochotę wziąć prysznic?-powiedział z troską. Pokiwałam tylko lekko głową i uśmiechnęłam się. Poszliśmy do łazienki. Przejrzałam się w lustrze i od razu zachciało mi się płakać. Harry podszedł do mnie i odwrócił w swoją stronę. Mocno przytulił i powiedział:
-Czekam na ciebie w salonie.-i skierował się do wyjścia.
-Ha.. Harry nie chcesz mi pomóc?-zapytałam nieśmiało. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Jeśli tego chcesz.-powiedział i znów podszedł do mnie. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Zaczął powoli i ostrożnie ściągać moje ubrania. Gdy byłam już w samej bieliźnie spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się co oznaczało, że się zgadzam. Przeskanował mnie od stóp do głowy. Widziałam jego błysk w oczach pomieszany z bólem. Nie chciałam być mu dłużna i zaczęłam zdejmować jego ubrania. Gdy oboje byliśmy nadzy weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił ciepła wodę co spowodowało ukojenie dla mojego ciała. Zaczął całować każdy siniak na moim ciele, każde najmniejsze zadrapanie, zaczerwienienie robił to tak delikatnie, tak subtelnie. Gdy skończył przytuliłam go i spojrzałam w oczy.
-Zawsze będziesz moja, zawsze będziesz moją księżniczką.-wyszeptał i pocałował w usta.
~~Życie bez miłości nie ma sensu..
Kto nie kochał, ten nigdy nie żył...~~
______________________________________________________
I jak? :-D Tym razem jest długi. :3 Mi osobiście się podoba. A co powiecie wy? Wyraźcie swoje opinie w komentarzach!!! <3
sobota, 21 czerwca 2014
Harry! Rozdział drugi...
Siemankooooo wszystkim! <3 Jest imagin! I to na czas! :D Czytacie jeszcze tego bloga? :c Nie wiem czy prowadzić go dalej więc dziś imagin trochę krótszy niż zwykle. :/ Proszę komentujcie kochani!! To naprawdę pomaga. <3
*Oczami Harrego*
Zdradza mnie?! To dlatego nie chciała, abym ją dotykał? Dlaczego ona mi to robi? Przecież ja tak bardzo ją kocham. Zrobiłem coś nie tak? A może ona po prostu znalazła sobie lepszego ode mnie? Może jest ładniejszy? Ale... ale przecież TI nie jest taka. Znam ją i wiem, że nie zrobiłaby mi czegoś takiego. Widzę, że ma jakiś problem, ale nie chce mi powiedzieć.
Szybkim krokiem udałem się na górę do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Puściłem zimną wodę, aby trochę ochłonąć. Stałem tak chyba z 10 minut. Gdy wyszedłem ubrałem się w czyste ubrania i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Nie leciało nic ciekawego, a moje myśli wciąż krążyły wokół TI. Było już po godzinie 24, a jej jeszcze nie było. Zacząłem się martwić. Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała. Chciałem wyjść jej poszukać, ale Londyn nie jest taki mały. To jak szukanie igły w stogu siana. Postanowiłem czekać, chociaż tyle mi zostało. Położyłem się i wpatrywałem w wyświetlacz telefonu. Zbliża się już pierwsza w nocy, a jej jeszcze nie ma. Nagle usłyszałem ciche i lekkie naciśnięcie klamki. Podszedłem do drzwi. W nich pojawiła się szczupła postać TI.
-Gdzie byłaś?-zapytałem stanowczo.
-U rodziców.-powiedziała cicho, ale wiedziałem, że kłamie.
-Kłamiesz.-odpowiedziałem.-Byłaś u niego, tak?!-podniosłem głos ze zdenerwowania. Spojrzała się na mnie oszołomiona.-Wiedziałem...-dodałem i odwróciłem się. Nagle usłyszałem głośny odgłos. Mimowolnie spojrzałem za siebie. Tam zobaczyłem coś czego nigdy bym się nie spodziewał. TI leżała nieruchomo na podłodze.
-Har...-zaczęła, a ja w jednej sekundzie znalazłem się koło niej.-Przepra...-znów zaczęła, ale nie udało jej się dokończyć. Zamknęła oczy, ale nadal oddychała.
-TI popatrz na mnie! TI proszę cię otwórz oczy!-mówiłem bezradnie.
-Weź mni... na łóżk...-mówiła przerywając co chwile. Najlżej jak tylko umiałem wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do salonu i położyłem na łóżko (po drodze zamykając drzwi).
-TI zaraz wrócę tylko zadzwonię po karetkę.-powiedziałem i już chciałem wstać gdy usłyszałem:
-N.. nie-powiedziała cicho.
-Ale muszę.-mówiłem bezradnie.
-Ni..nie możesz. Daj mi...-zatrzymała się na chwilę-coś przeciwbólowego i wo.. wodę.-powiedziała po chwili. Zrezygnowany pobiegłem do kuchni i zacząłem szukać tego leku, po chwili znalazłem to czego szukałem.
-Masz. Dasz radę połknąć?-zapytałem. Kiwnęła tylko i wyciągnęła powolnie rękę. Podtrzymałem jej szklankę z wodą. Potem położyła głowę na poduszkę i powiedziała:
-Muszę spa... spać.
-Śpij kochanie śpij. Będę przy tobie cały czas o nic się nie martw. Cały czas będę tutaj.-powiedziałem i pogładziłem ją leciutko po włosach. Zamknęła oczy i słyszałem jak jej serduszko cicho bije. Spojrzałem na jej ręce i nogi były całe w siniakach. Po moich policzkach spłynęły łzy. Boże kto jej mógł to zrobić?! Ten skurwysyn zapłaci za to! Nie zostawię tak tego! Pożałuje, że się w ogóle urodził!
________________________________________________________________
Bardzo proszę, abyście się udzielali! Nie wiem czy podoba Wam się to co piszę, więc liczę, że wyrazicie swoje opinie w komentarzach!! <3
KOMENTARZ=WIELKI UŚMIECH NA MOJEJ TWARZY <3
*Oczami Harrego*
Zdradza mnie?! To dlatego nie chciała, abym ją dotykał? Dlaczego ona mi to robi? Przecież ja tak bardzo ją kocham. Zrobiłem coś nie tak? A może ona po prostu znalazła sobie lepszego ode mnie? Może jest ładniejszy? Ale... ale przecież TI nie jest taka. Znam ją i wiem, że nie zrobiłaby mi czegoś takiego. Widzę, że ma jakiś problem, ale nie chce mi powiedzieć.
Szybkim krokiem udałem się na górę do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Puściłem zimną wodę, aby trochę ochłonąć. Stałem tak chyba z 10 minut. Gdy wyszedłem ubrałem się w czyste ubrania i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Nie leciało nic ciekawego, a moje myśli wciąż krążyły wokół TI. Było już po godzinie 24, a jej jeszcze nie było. Zacząłem się martwić. Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała. Chciałem wyjść jej poszukać, ale Londyn nie jest taki mały. To jak szukanie igły w stogu siana. Postanowiłem czekać, chociaż tyle mi zostało. Położyłem się i wpatrywałem w wyświetlacz telefonu. Zbliża się już pierwsza w nocy, a jej jeszcze nie ma. Nagle usłyszałem ciche i lekkie naciśnięcie klamki. Podszedłem do drzwi. W nich pojawiła się szczupła postać TI.
-Gdzie byłaś?-zapytałem stanowczo.
-U rodziców.-powiedziała cicho, ale wiedziałem, że kłamie.
-Kłamiesz.-odpowiedziałem.-Byłaś u niego, tak?!-podniosłem głos ze zdenerwowania. Spojrzała się na mnie oszołomiona.-Wiedziałem...-dodałem i odwróciłem się. Nagle usłyszałem głośny odgłos. Mimowolnie spojrzałem za siebie. Tam zobaczyłem coś czego nigdy bym się nie spodziewał. TI leżała nieruchomo na podłodze.
-Har...-zaczęła, a ja w jednej sekundzie znalazłem się koło niej.-Przepra...-znów zaczęła, ale nie udało jej się dokończyć. Zamknęła oczy, ale nadal oddychała.
-TI popatrz na mnie! TI proszę cię otwórz oczy!-mówiłem bezradnie.
-Weź mni... na łóżk...-mówiła przerywając co chwile. Najlżej jak tylko umiałem wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do salonu i położyłem na łóżko (po drodze zamykając drzwi).
-TI zaraz wrócę tylko zadzwonię po karetkę.-powiedziałem i już chciałem wstać gdy usłyszałem:
-N.. nie-powiedziała cicho.
-Ale muszę.-mówiłem bezradnie.
-Ni..nie możesz. Daj mi...-zatrzymała się na chwilę-coś przeciwbólowego i wo.. wodę.-powiedziała po chwili. Zrezygnowany pobiegłem do kuchni i zacząłem szukać tego leku, po chwili znalazłem to czego szukałem.
-Masz. Dasz radę połknąć?-zapytałem. Kiwnęła tylko i wyciągnęła powolnie rękę. Podtrzymałem jej szklankę z wodą. Potem położyła głowę na poduszkę i powiedziała:
-Muszę spa... spać.
-Śpij kochanie śpij. Będę przy tobie cały czas o nic się nie martw. Cały czas będę tutaj.-powiedziałem i pogładziłem ją leciutko po włosach. Zamknęła oczy i słyszałem jak jej serduszko cicho bije. Spojrzałem na jej ręce i nogi były całe w siniakach. Po moich policzkach spłynęły łzy. Boże kto jej mógł to zrobić?! Ten skurwysyn zapłaci za to! Nie zostawię tak tego! Pożałuje, że się w ogóle urodził!
________________________________________________________________
Bardzo proszę, abyście się udzielali! Nie wiem czy podoba Wam się to co piszę, więc liczę, że wyrazicie swoje opinie w komentarzach!! <3
KOMENTARZ=WIELKI UŚMIECH NA MOJEJ TWARZY <3
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Harry! Rozdział pierwszy...
Hej kochani! Jest imagin! :) Wiem z opóźnieniem, ale jest. :D Jeszcze raz przepraszam, że nie dodałam na czas. :c Teraz postaram się dodawać je systematycznie. :* A jak u was? Już po wystawieniu ocen? Ja prawie tak. :)) Nie przedłużając zapraszam do czytania. :*
W imaginie pomagała mi Ania za co jestem ci kochana bardzo wdzięczna <3 - jak coś to macie tu jej aska :) ----> http://ask.fm/ankag001
*Oczami Harrego*
Był piękny, słoneczny dzień. Siedziałem sobie w salonie na kanapie i oglądałem mecz. TI od samego rana była jakaś tajemnicza. Zresztą nie od dzisiaj. Od około tygodnia dziwnie się zachowuje. Nie rozmawia ze mną i nie śpi po nocach. A jak już uda jej się zasnąć to budzi się w nocy z krzykiem. Zaczynam się o nią martwić. Nie wiem co się dzieje z moją ukochaną, pytałem się nawet jej przyjaciółki czy coś wie, ale ona była w takiej samej sytuacji co ja, więc nic nowego się nie dowiedziałem. Pewnie myślicie "Dlaczego nie zapytasz o to TI?" owszem próbowałem, ale to na marne. Milczy jak grób...
*Oczami TI*
Usiadłam koło Harrego na kanapie i tępo wpatrywałam się w ekran telewizora. Nie mogłam nawet skupić się na oglądaniu meczu mojej ulubionej drużyny. Wszystko w tej chwili straciło sens. Z dnia na dzień było coraz gorzej, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Najbardziej bolało mnie to, że przez to odtrącałam Harrego. Nie zasłużył na takie traktowanie. Był taki troskliwy, chciał mi pomóc, pytał co się dzieje, nawet błagał, ale nie mogłam mu o niczym powiedzieć. Musiałam milczeć, musiałam...
-TI słyszysz mnie?-usłyszałam po chwili głos mojego ukochanego.
-Co? Mówiłeś coś?-zapytałam i przekręciłam głowę lekko w jego stronę. Wiedziałam, że albo się pokłócimy, albo wyjdę z pokoju, żeby nie powiedzieć czegoś czego nie powinnam. Teraz to było rutynowe przejście jak ze sobą rozmawialiśmy... jeśli w ogóle rozmawialiśmy, bo teraz i to było rzadkie.
Spojrzałam w oczy loczka i od razu tego pożałowałam. Widziałam w nich złość, ale także smutek i tęsknotę.
-O czym myślałaś?-zapytał spokojnie.
-O niczym.-skłamałam.
-A może chociaż raz powiesz mi prawdę?- powiedział z lekkim podenerwowaniem. Odwróciłam głowę w stronę telewizora. Milczałam tak jak zwykle.
-I tak wiem, że tego nie oglądasz.-dodał i przybliżył się do mnie. Chciał już położyć rękę na moim ramieniu, gdy odsunęłam się na bezpieczną dla mnie odległość.
-Możemy porozmawiać?- zapytał i speszony cofnął rękę. Nadal się nie odzywałam.-Dobrze w takim razie ja będę mówił, a ty słuchaj.-powiedział, wyłączył telewizor i ustał naprzeciwko mnie.-Od paru tygodni zachowujesz się strasznie dziwnie. Nie rozmawiasz ze mną, nie pozwalasz się dotykać. Nie chcesz powiedzieć co się dzieje, a ja nie jestem głupi i widzę, że coś jest nie tak. Kolejna rzecz to, to, że dostajesz jakieś telefony, często wychodzisz z domu i nie mówisz z kim, gdzie, kiedy wrócisz. TI to zaczyna robić się nienormalne. Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim. Zrobiłem coś nie tak? Już mi nie ufasz? Proszę powiedz mi, bo ja już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.-powiedział, podszedł do mnie, przykucnął o najlżej jak tylko potrafi dotknął mojego kolana.
I co ja niby miałam mu teraz powiedzieć? Nie chciałam go ranić...
-Harry...-zaczęłam powoli, ale tak naprawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć.-...chciałabym ci wszystko powiedzieć, ale nie mogę.-zamilkłam na chwilę.-Ja..ja.. przepraszam.-powiedziałam i schowałam głowę w dłoniach tak, aby nie widział moich łez.
-Skarbie, ale za co przepraszasz?-zapytał i przeniósł rękę na mój nadgarstek, po czym cicho jęknęłam z bólu.
-Czemu nie mogę cię już nawet lekko dotknąć?-spytał, zabrał rękę i zamknął oczy, a po jego policzku zleciała pojedyncza łza.
-Tak bardzo chciałabym ci powiedzieć, ale nie mogę...-powiedziałam i otarłam lekko jego policzek.-Nie chce żebyś cierpiał, nie chce cię krzywdzić.. chociaż pewnie i tak już to zrobiłam.-powiedziałam szlochając.
Nagle zdzwonił mój telefon. Dla innych to było normalne, ale dla mnie to tylko zwiastowało kolejny koszmar. Spojrzeliśmy oboje na komórkę. Po chwili sięgnęłam po nią. Ściszyłam dźwięk telefonu tak, aby Harry przypadkiem nic nie słyszał.
-Masz pół godziny, aby zjawić się tam gdzie zawsze.-usłyszałam oschły głos po drugiej stronie. Nic nie odpowiedziałam tylko zakończyłam rozmowę. Otarłam łzy i ostrożnymi rucham wstałam z kanapy.
-Muszę wyjść.-oznajmiłam cicho i podeszłam do drzwi.
-Gdzie idziesz?-powiedział ze łzami w oczach podchodząc do mnie. Nie odzywałam się. Założyłam kurtkę i buty.
-TI...-zaczął niepewnie gdy nacisnęłam klamkę. Spojrzałam się na niego.-...muszę wiedzieć...-zaciął się na chwilę-...TI czy ty mnie zdradzasz?-zapytał z bólem. Zatkało mnie. Tego pytania się nie spodziewałam. Jak mogłam doprowadzić do sytuacji, w której Harry myśli, że go zdradzam? Ale jakby popatrzeć z jego strony to wcale mu się nie dziwie, chociaż nie ukrywam, że myśl Stylesa o tym, że mogę go zdradzać zabolała. Ze łzami w oczach nic nie odpowiedziałam tylko odwróciłam wzrok i wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą trzask zamykanych się drzwi. Byłam bezsilna...
_________________________________________________________
BĘDĘ OGROMNIE WDZIĘCZNA ZA KOMENTARZE!!!!! <3
W imaginie pomagała mi Ania za co jestem ci kochana bardzo wdzięczna <3 - jak coś to macie tu jej aska :) ----> http://ask.fm/ankag001
*Oczami Harrego*
Był piękny, słoneczny dzień. Siedziałem sobie w salonie na kanapie i oglądałem mecz. TI od samego rana była jakaś tajemnicza. Zresztą nie od dzisiaj. Od około tygodnia dziwnie się zachowuje. Nie rozmawia ze mną i nie śpi po nocach. A jak już uda jej się zasnąć to budzi się w nocy z krzykiem. Zaczynam się o nią martwić. Nie wiem co się dzieje z moją ukochaną, pytałem się nawet jej przyjaciółki czy coś wie, ale ona była w takiej samej sytuacji co ja, więc nic nowego się nie dowiedziałem. Pewnie myślicie "Dlaczego nie zapytasz o to TI?" owszem próbowałem, ale to na marne. Milczy jak grób...
*Oczami TI*
Usiadłam koło Harrego na kanapie i tępo wpatrywałam się w ekran telewizora. Nie mogłam nawet skupić się na oglądaniu meczu mojej ulubionej drużyny. Wszystko w tej chwili straciło sens. Z dnia na dzień było coraz gorzej, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Najbardziej bolało mnie to, że przez to odtrącałam Harrego. Nie zasłużył na takie traktowanie. Był taki troskliwy, chciał mi pomóc, pytał co się dzieje, nawet błagał, ale nie mogłam mu o niczym powiedzieć. Musiałam milczeć, musiałam...
-TI słyszysz mnie?-usłyszałam po chwili głos mojego ukochanego.
-Co? Mówiłeś coś?-zapytałam i przekręciłam głowę lekko w jego stronę. Wiedziałam, że albo się pokłócimy, albo wyjdę z pokoju, żeby nie powiedzieć czegoś czego nie powinnam. Teraz to było rutynowe przejście jak ze sobą rozmawialiśmy... jeśli w ogóle rozmawialiśmy, bo teraz i to było rzadkie.
Spojrzałam w oczy loczka i od razu tego pożałowałam. Widziałam w nich złość, ale także smutek i tęsknotę.
-O czym myślałaś?-zapytał spokojnie.
-O niczym.-skłamałam.
-A może chociaż raz powiesz mi prawdę?- powiedział z lekkim podenerwowaniem. Odwróciłam głowę w stronę telewizora. Milczałam tak jak zwykle.
-I tak wiem, że tego nie oglądasz.-dodał i przybliżył się do mnie. Chciał już położyć rękę na moim ramieniu, gdy odsunęłam się na bezpieczną dla mnie odległość.
-Możemy porozmawiać?- zapytał i speszony cofnął rękę. Nadal się nie odzywałam.-Dobrze w takim razie ja będę mówił, a ty słuchaj.-powiedział, wyłączył telewizor i ustał naprzeciwko mnie.-Od paru tygodni zachowujesz się strasznie dziwnie. Nie rozmawiasz ze mną, nie pozwalasz się dotykać. Nie chcesz powiedzieć co się dzieje, a ja nie jestem głupi i widzę, że coś jest nie tak. Kolejna rzecz to, to, że dostajesz jakieś telefony, często wychodzisz z domu i nie mówisz z kim, gdzie, kiedy wrócisz. TI to zaczyna robić się nienormalne. Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim. Zrobiłem coś nie tak? Już mi nie ufasz? Proszę powiedz mi, bo ja już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.-powiedział, podszedł do mnie, przykucnął o najlżej jak tylko potrafi dotknął mojego kolana.
I co ja niby miałam mu teraz powiedzieć? Nie chciałam go ranić...
-Harry...-zaczęłam powoli, ale tak naprawdę nie wiedziałam co mu powiedzieć.-...chciałabym ci wszystko powiedzieć, ale nie mogę.-zamilkłam na chwilę.-Ja..ja.. przepraszam.-powiedziałam i schowałam głowę w dłoniach tak, aby nie widział moich łez.
-Skarbie, ale za co przepraszasz?-zapytał i przeniósł rękę na mój nadgarstek, po czym cicho jęknęłam z bólu.
-Czemu nie mogę cię już nawet lekko dotknąć?-spytał, zabrał rękę i zamknął oczy, a po jego policzku zleciała pojedyncza łza.
-Tak bardzo chciałabym ci powiedzieć, ale nie mogę...-powiedziałam i otarłam lekko jego policzek.-Nie chce żebyś cierpiał, nie chce cię krzywdzić.. chociaż pewnie i tak już to zrobiłam.-powiedziałam szlochając.
Nagle zdzwonił mój telefon. Dla innych to było normalne, ale dla mnie to tylko zwiastowało kolejny koszmar. Spojrzeliśmy oboje na komórkę. Po chwili sięgnęłam po nią. Ściszyłam dźwięk telefonu tak, aby Harry przypadkiem nic nie słyszał.
-Masz pół godziny, aby zjawić się tam gdzie zawsze.-usłyszałam oschły głos po drugiej stronie. Nic nie odpowiedziałam tylko zakończyłam rozmowę. Otarłam łzy i ostrożnymi rucham wstałam z kanapy.
-Muszę wyjść.-oznajmiłam cicho i podeszłam do drzwi.
-Gdzie idziesz?-powiedział ze łzami w oczach podchodząc do mnie. Nie odzywałam się. Założyłam kurtkę i buty.
-TI...-zaczął niepewnie gdy nacisnęłam klamkę. Spojrzałam się na niego.-...muszę wiedzieć...-zaciął się na chwilę-...TI czy ty mnie zdradzasz?-zapytał z bólem. Zatkało mnie. Tego pytania się nie spodziewałam. Jak mogłam doprowadzić do sytuacji, w której Harry myśli, że go zdradzam? Ale jakby popatrzeć z jego strony to wcale mu się nie dziwie, chociaż nie ukrywam, że myśl Stylesa o tym, że mogę go zdradzać zabolała. Ze łzami w oczach nic nie odpowiedziałam tylko odwróciłam wzrok i wybiegłam z domu. Usłyszałam za sobą trzask zamykanych się drzwi. Byłam bezsilna...
_________________________________________________________
BĘDĘ OGROMNIE WDZIĘCZNA ZA KOMENTARZE!!!!! <3
niedziela, 8 czerwca 2014
Ważnee!!
Hej! :* Dziś niestety bez imagina. ;c Wiem znowu nie dodałam na czas. :/ Ale końcówka szkoły i jeszcze te wszystkie końcowe klasówki, kartkówki i jest tego tyle, że po prostu nie mam kiedy napisać coś nowego . :( Wiem, zawiodłam, za co przepraszam Was bardzo mocno. :c :* Mam nadzieje, że mi wybaczycie. ;) Przewiduję dodać coś w następny weekend, ale nie wiem jeszcze na 100%.
I jeszcze jedno. Mam wielką prośbę do Was- Directioners. ( I nie tylko ) <3 Proszę przeczytajcie to ----> http://www.twitlonger.com/show/n_1s1vvdk#_=_ <---- i weźcie udział! To jest naprawdę bardzo ważne, wierze w Was Siostry i Bracia (jeśli tacy czytają tego bloga ;) ) Może się uda. <3 Nie możemy się poddawać!! Kocham Was! <3 (Rozsyłajcie dalej!)
Powtórzmy to!!!!!! <3
wtorek, 27 maja 2014
Louis... Rozdział drugi!
Heeejo! :* Mam pytanie: Czy czytacie mojego bloga i czy w ogóle podoba się Wam to co piszę? Ostatnio co raz mniej się udzielacie i co raz mniej jest wejść. :c Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. :* I chciałabym was przeprosić, bo imagin miał być już w sobotę, a jest dopiero teraz. :/ Postaram się już regularnie dodawać posty. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania!! :* :)
Ze łzami w oczach poszłam do salonu zabierając po drodze swoją komórkę. Wytarłam pozostałości po łzach i usiadłam na kanapie. Wpatrywałam się bezsensownie w sufit. Nagle poczułam wibrację wydobywające się przez mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się Niall. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 9:30 przecież o tej porze to on jeszcze śpi-pomyślałam. Mimo mojego humoru postanowiłam odebrać.
Ze łzami w oczach poszłam do salonu zabierając po drodze swoją komórkę. Wytarłam pozostałości po łzach i usiadłam na kanapie. Wpatrywałam się bezsensownie w sufit. Nagle poczułam wibrację wydobywające się przez mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się Niall. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 9:30 przecież o tej porze to on jeszcze śpi-pomyślałam. Mimo mojego humoru postanowiłam odebrać.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć TI.-zawołał przyjaźnie chłopak.
-Hej.-powiedziałam próbując wyjść na szczęśliwą.
-Gdzie jesteś?-zapytał.
-W domu. A co?
-A mogłabyś mi dać Louisa, bo nie odbiera telefonu.-zapytał uprzejmie.
-Yyy.. bo ten.. nie ma go.-powiedziałam.
-To gdzie on poszedł z samego rana?-powiedział nie wiedząc, że tymi słowami może spowodować moje kolejne łzy. Zapadła cisza. Znowu wyrosła mi gula w gardle i nie mogłam nic powiedzieć.
-TI.-powiedział. Znowu cisza.-O nie. Tylko nie to! Matko, TI trzymaj się zaraz będę.-powiedział i się rozłączył. Chłopacy, Perrie i Sophia wiedzieli o co tak naprawdę chodzi. Cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. Zawsze mogłam na nich liczyć. Siedziałam tam i z trudem powstrzymywałam łzy napływające do moich oczu. Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z kanapy i powłóczyłam nogami otworzyć.
-Cześć.-powiedziałam do chłopaka i wpuściłam go do środka.
-TI.-powiedział blondyn i mnie przytulił. Brakowało mi tego. Chciałam podziękować wszystkim, że mam takiego przyjaciela.
-Dziękuję.-powiedziałam patrząc na niebieskookiego.
-Nie ma sprawy. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się wspierają, prawda.-powiedział lekko się uśmiechając. Pokiwałam głową na potwierdzenie i odsunęłam się trochę.
-Zjesz coś?-zapytałam idąc do kuchni.
-Mmm... a co masz na myśli.-powiedział spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
-Bierz co chcesz. Lodówka jest twoja.-powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Wiem, że nie powinienem pytać, ale... jak to wyszło przecież powiedział, że w weekend nie musi.-zapytał i spojrzał się na mnie smutno.
-Zadzwonili dziś do niego i...-do moich oczu napłynęły łzy-... i kazali mu się z nią spotkać.-Spuściłam wzrok tak, żeby ukryć łzy spływające po moich policzkach. Chłopak nic nie mówił tylko odłożył jedzenie i mnie przytulił.
-Wiesz kiedy wróci?-zapytał.
-Powiedział, że prawdopodobnie wieczorem.-odpowiedziałam wycierając łzy.
-Zrobić ci coś do jedzenia? Pewnie nic nie jadłaś jeszcze.-zaproponował chłopak i otworzył lodówkę.
-Wiesz co chyba nie chce mi się jeść.
-To ja ci coś ugotuję i na pewno zjesz.-zapewnił mnie chłopak i się słodko uśmiechnął
-Co ja bym bez ciebie zrobiła.-powiedziałam śmiejąc się do chłopaka. Odwzajemnił to tym samym. Od razu poprawił mi humor, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tej całej sytuacji.
Zjedliśmy razem śniadanie. Rozmawialiśmy o wszystkim. Miło spędziłam południe, ale cały czas patrzyłam na wyświetlacz telefonu sprawdzając czy, aby Louis nie dzwonił.
-Może pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn, uśmiechając się.
-W sumie to całkiem dobry pomysł. Nie wytrzymam tak siedząc i czekając, aż przyjdzie.-powiedziałam trochę smutna.-To idę się ubrać. A ty może założysz coś, żeby cię nikt nie poznał?-zaproponowałam
-Tylko co?-zapytał zrezygnowany.
-Chodź zaraz znajdziemy coś u Louisa w szafie.-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Poszliśmy do garderoby i zaczęłam szukać coś odpowiedniego. Po paru minutach znalazłam to czego szukałam. Dałam mu dresy i biały T-shirt. A do tego założył fullcapa i czarne okulary. Ja ubrałam się podobnie tylko założyłam swoje ubrania.
-No może cię nikt nie pozna.-powiedziałam, gdy przyszedł już przebrany. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Skierowaliśmy się do tylnych drzwi. Wyszliśmy przez nie tak na wszelki wypadek gdyby stali tam fotoreporterzy. Zakluczyłam drzwi i poszliśmy do parku. Chodziliśmy dużo czasu, a w między czasie robiliśmy sobie sporo zdjęć. Niall pozwolił mi chodź na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdy zgłodnieliśmy poszliśmy po jakieś tam fast foody i usiedliśmy na ławce, a zachodzące słońce było co raz niżej.
-Niall...-zaczęłam. Spojrzał się pytająco na mnie.-...dziękuje ci.-powiedziałam całując go przyjacielsko w policzek.
-Nie ma sprawy.-odpowiedział i przytulił mnie. Później znów rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jedliśmy kupione wcześniej jedzenie. Nagle zobaczyłam fotoreporterów. Przecież to nie możliwe, Niall tak dobrze się maskował jak mogli go rozpoznać?-myślałam. Ale potem spojrzałam w inny punkt. To nie my byliśmy ich celem tylko para siedząca na innej ławce. To nie była jakaś tam para, tego nawet nie można było nazywać parą, a jednak. Momentalnie z mojej twarzy zniknął uśmiech. Niall spojrzał w tym momencie na mnie, a potem w ten sam punkt co ja. Go również zamurowało. Wpatrywałam się w tak dobrze mi znane twarze. On tam był. Był tam, ale nie ze mną tylko z nią. Mój Louis trzymał się za rękę z nią. Spojrzałam na Louisa. Pod jego wymuszonym uśmiech było widać jego zrozpaczenie. Tak bardzo było mi go szkoda. Chciałam w tej chwili podejść do niego i pocieszyć. Tylko, że nie mogłam tego zrobić. Poczułam coś zimnego na moich policzkach, zorientowałam się, że to moje łzy. Nie chciałam płakać, to było wbrew mojej woli. Nagle Louis spojrzał w moją stronę. W pierwszej chwili chyba mnie nie poznał, ale po paru sekundach wiedziałam, że już wie, że to my. Nie chciałam, żeby patrzył jak płacze, ale nie mogłam tego powstrzymać. Dziewczyna siedząca obok niego spojrzała na mnie. Nigdy z nią nie rozmawiałam, ale czułam jakąś odrazę do niej. Była za bardzo pewna siebie i tego co robi. Louis wstał i widziałam, że chce do mnie podejść, ale ona zagrodziła mu drogę ustała na przeciwko niego i pocałowała. Nagle rozbłysły się flesze aparatów. Tego było już za wiele, nie wytrzymałam. W ostatniej chwili spojrzałam się na Louisa. Był oszołomiony. Stał osłupiały i patrzył na mnie, a dziewczyna nadal go całowała.
-Muszę iść.-rzuciłam do Nialla, wstałam z ławki i rzuciłam się biegiem.
-TI!-krzyknął za mną.-Cholera Louis!-zawołał do przyjaciela. Nie wiem jak na to zareagował nie chciałam patrzeć, nie chciałam się odwracać, bałam się, że znowu zobaczę jak się całują, a raczej jak ona go całuję. Biegłam ile miałam sił w nogach.
-Czekaj!-usłyszałam z daleka głos blondyna. Nie mogłam się zatrzymać, nie mogłam czekać. Otworzyłam z rozmachem drzwi do domu, a potem jak najszybciej mogłam zatrzasnęłam je. Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się na klucz w łazience. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam wzdłuż niej na podłogę. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej spuściłam głowę i płakałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi wejściowe otwierają się i uderzają z impetem o ścianę przedpokoju.
-TI!-usłyszałam wołanie niebieskookiego, gdy wbiegał po schodach. Później poczułam jak klamka od łazienki się rusza.-TI jesteś tu? Otwórz drzwi.-mówił chłopak.
-TI! Niall!-usłyszałam kolejne wołanie. Ten głos był mi bardzo dobrze znany. Usłyszałam głośne pukanie do łazienki.
-Otwórz.-prosił Lou. Nawet gdybym chciała nie mogłam otworzyć byłam za bardzo sparaliżowana tą sytuacją, żeby wykonywać jakieś ruchy.
-TI!-krzyczał bezradnie. Ale nadal nie otwierałam. Uderzył pięścią w drzwi jeden raz potem drugi. Powoli podniosłam głowę do góry. Nadal po moich policzkach łzy spływały ciurkiem.-Otwórz te pieprzone drzwi.-krzyczał zdenerwowany. Podniosłam się i usiadłam na krawędzi wanny. Wyciągnęłam rękę w stronę zamku. Po chwili otworzyłam drzwi. Natychmiast wszedł do nich Louis.
-TI.-krzyknął z ulgą. Podbiegł natychmiast do mnie i mnie przytulił.
-Cześć.-powiedziałam do chłopaka i wpuściłam go do środka.
-TI.-powiedział blondyn i mnie przytulił. Brakowało mi tego. Chciałam podziękować wszystkim, że mam takiego przyjaciela.
-Dziękuję.-powiedziałam patrząc na niebieskookiego.
-Nie ma sprawy. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się wspierają, prawda.-powiedział lekko się uśmiechając. Pokiwałam głową na potwierdzenie i odsunęłam się trochę.
-Zjesz coś?-zapytałam idąc do kuchni.
-Mmm... a co masz na myśli.-powiedział spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
-Bierz co chcesz. Lodówka jest twoja.-powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Wiem, że nie powinienem pytać, ale... jak to wyszło przecież powiedział, że w weekend nie musi.-zapytał i spojrzał się na mnie smutno.
-Zadzwonili dziś do niego i...-do moich oczu napłynęły łzy-... i kazali mu się z nią spotkać.-Spuściłam wzrok tak, żeby ukryć łzy spływające po moich policzkach. Chłopak nic nie mówił tylko odłożył jedzenie i mnie przytulił.
-Wiesz kiedy wróci?-zapytał.
-Powiedział, że prawdopodobnie wieczorem.-odpowiedziałam wycierając łzy.
-Zrobić ci coś do jedzenia? Pewnie nic nie jadłaś jeszcze.-zaproponował chłopak i otworzył lodówkę.
-Wiesz co chyba nie chce mi się jeść.
-To ja ci coś ugotuję i na pewno zjesz.-zapewnił mnie chłopak i się słodko uśmiechnął
-Co ja bym bez ciebie zrobiła.-powiedziałam śmiejąc się do chłopaka. Odwzajemnił to tym samym. Od razu poprawił mi humor, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tej całej sytuacji.
Zjedliśmy razem śniadanie. Rozmawialiśmy o wszystkim. Miło spędziłam południe, ale cały czas patrzyłam na wyświetlacz telefonu sprawdzając czy, aby Louis nie dzwonił.
-Może pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn, uśmiechając się.
-W sumie to całkiem dobry pomysł. Nie wytrzymam tak siedząc i czekając, aż przyjdzie.-powiedziałam trochę smutna.-To idę się ubrać. A ty może założysz coś, żeby cię nikt nie poznał?-zaproponowałam
-Tylko co?-zapytał zrezygnowany.
-Chodź zaraz znajdziemy coś u Louisa w szafie.-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Poszliśmy do garderoby i zaczęłam szukać coś odpowiedniego. Po paru minutach znalazłam to czego szukałam. Dałam mu dresy i biały T-shirt. A do tego założył fullcapa i czarne okulary. Ja ubrałam się podobnie tylko założyłam swoje ubrania.
-No może cię nikt nie pozna.-powiedziałam, gdy przyszedł już przebrany. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Skierowaliśmy się do tylnych drzwi. Wyszliśmy przez nie tak na wszelki wypadek gdyby stali tam fotoreporterzy. Zakluczyłam drzwi i poszliśmy do parku. Chodziliśmy dużo czasu, a w między czasie robiliśmy sobie sporo zdjęć. Niall pozwolił mi chodź na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdy zgłodnieliśmy poszliśmy po jakieś tam fast foody i usiedliśmy na ławce, a zachodzące słońce było co raz niżej.
-Niall...-zaczęłam. Spojrzał się pytająco na mnie.-...dziękuje ci.-powiedziałam całując go przyjacielsko w policzek.
-Nie ma sprawy.-odpowiedział i przytulił mnie. Później znów rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jedliśmy kupione wcześniej jedzenie. Nagle zobaczyłam fotoreporterów. Przecież to nie możliwe, Niall tak dobrze się maskował jak mogli go rozpoznać?-myślałam. Ale potem spojrzałam w inny punkt. To nie my byliśmy ich celem tylko para siedząca na innej ławce. To nie była jakaś tam para, tego nawet nie można było nazywać parą, a jednak. Momentalnie z mojej twarzy zniknął uśmiech. Niall spojrzał w tym momencie na mnie, a potem w ten sam punkt co ja. Go również zamurowało. Wpatrywałam się w tak dobrze mi znane twarze. On tam był. Był tam, ale nie ze mną tylko z nią. Mój Louis trzymał się za rękę z nią. Spojrzałam na Louisa. Pod jego wymuszonym uśmiech było widać jego zrozpaczenie. Tak bardzo było mi go szkoda. Chciałam w tej chwili podejść do niego i pocieszyć. Tylko, że nie mogłam tego zrobić. Poczułam coś zimnego na moich policzkach, zorientowałam się, że to moje łzy. Nie chciałam płakać, to było wbrew mojej woli. Nagle Louis spojrzał w moją stronę. W pierwszej chwili chyba mnie nie poznał, ale po paru sekundach wiedziałam, że już wie, że to my. Nie chciałam, żeby patrzył jak płacze, ale nie mogłam tego powstrzymać. Dziewczyna siedząca obok niego spojrzała na mnie. Nigdy z nią nie rozmawiałam, ale czułam jakąś odrazę do niej. Była za bardzo pewna siebie i tego co robi. Louis wstał i widziałam, że chce do mnie podejść, ale ona zagrodziła mu drogę ustała na przeciwko niego i pocałowała. Nagle rozbłysły się flesze aparatów. Tego było już za wiele, nie wytrzymałam. W ostatniej chwili spojrzałam się na Louisa. Był oszołomiony. Stał osłupiały i patrzył na mnie, a dziewczyna nadal go całowała.
-Muszę iść.-rzuciłam do Nialla, wstałam z ławki i rzuciłam się biegiem.
-TI!-krzyknął za mną.-Cholera Louis!-zawołał do przyjaciela. Nie wiem jak na to zareagował nie chciałam patrzeć, nie chciałam się odwracać, bałam się, że znowu zobaczę jak się całują, a raczej jak ona go całuję. Biegłam ile miałam sił w nogach.
-Czekaj!-usłyszałam z daleka głos blondyna. Nie mogłam się zatrzymać, nie mogłam czekać. Otworzyłam z rozmachem drzwi do domu, a potem jak najszybciej mogłam zatrzasnęłam je. Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się na klucz w łazience. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam wzdłuż niej na podłogę. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej spuściłam głowę i płakałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi wejściowe otwierają się i uderzają z impetem o ścianę przedpokoju.
-TI!-usłyszałam wołanie niebieskookiego, gdy wbiegał po schodach. Później poczułam jak klamka od łazienki się rusza.-TI jesteś tu? Otwórz drzwi.-mówił chłopak.
-TI! Niall!-usłyszałam kolejne wołanie. Ten głos był mi bardzo dobrze znany. Usłyszałam głośne pukanie do łazienki.
-Otwórz.-prosił Lou. Nawet gdybym chciała nie mogłam otworzyć byłam za bardzo sparaliżowana tą sytuacją, żeby wykonywać jakieś ruchy.
-TI!-krzyczał bezradnie. Ale nadal nie otwierałam. Uderzył pięścią w drzwi jeden raz potem drugi. Powoli podniosłam głowę do góry. Nadal po moich policzkach łzy spływały ciurkiem.-Otwórz te pieprzone drzwi.-krzyczał zdenerwowany. Podniosłam się i usiadłam na krawędzi wanny. Wyciągnęłam rękę w stronę zamku. Po chwili otworzyłam drzwi. Natychmiast wszedł do nich Louis.
-TI.-krzyknął z ulgą. Podbiegł natychmiast do mnie i mnie przytulił.
-Louis.-powiedziałam nagle i odsunęłam się od chłopaka. Spojrzał na mnie takimi smutnymi oczami, że miałam ochotę powiedzieć mu teraz, że wszystko jest dobrze, że wszystko się jakoś ułoży, ale nie mogłam kłamać.-Ja już tak nie mogę. Nie chce dłużej okłamywać wszystkich dookoła, nie chce okłamywać samej siebie, że tak jest lepiej, bo w cale nie jest. Nie mogę dalej udawać, że wszystko jest dobrze, nie mogę dalej patrzeć jak chodzisz po mieście z nią, a nie ze mną. Louis ja już nie mam na to wszystko siły. Jeśli twój manager twierdzi, że to tylko dla twojego dobra to się cholernie myli. Te wszystkie kłamstwa, które sprzedają w telewizji ile będą jeszcze trwać? Pół roku, rok, dwa-trzy lata? Przykro mi, ale ja tak dłużej nie mogę.-powiedziałam szlochając.-Naprawdę cię kocham, ale już nie daję rady-dodałam pocałowałam go delikatnie i wyminęłam.
-Nie pozwolę, żebyś odeszła.-powiedział stanowczym tonem, łapiąc mnie za rękę.
-Ale Louis...-zaczęłam
-Nie pozwolę.-przerwał mi i spojrzał w moje oczy.-Jesteś dla mnie najważniejsza nie możesz teraz odejść!-mówił ze łzami w oczach.-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Błagam.-mówił a po policzku spłynęła mu łza.
-Louis to nie jest tak, że to twoja wina. Wiedziałam na co się pisze będąc z tobą w związku i niczego nie żałuję, ale to mnie przerosło.-powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-TI spójrz na mnie.-powiedział z troską w głosie.
Zrobiłam to o co mnie poprosił.
-Kocham cię rozumiesz? Liczysz się tylko ty. Nie mogę uwierzyć, że doprowadziłem do takiej sytuacji, obiecuję, że to się zmieni. Zrobię wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Razem.-mówił.-Nie płacz, proszę.-dodał i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Ja też cię kocham.-odparł obejmując mnie czule. Podniósł mnie lekko i zaczął całować. Pocałunki były takie zachłanne. Tak bardzo mi go brakowało.
-Nie chce przeszkadzać, ale mamy wywiad Louis.-odezwał się nagle Niall.
-Ahh... no tak, zapomniałem.-powiedział przerywając pocałunek.
-Za 10 minut będą chłopacy z dziewczynami.-dodał Niall.
-Dziewczyny też jadą?-dopytywał się Lou.
-Tak.-powiedział krótko Niall, uśmiechnął się i wyszedł.
-Pojedziesz z nami.-stwierdził Louis.
-To nie jest dobry pomysł. Przecież...-zaczęłam.
-To jest genialny pomysł. Masz 10 minut chyba ci wystarczy?-powiedział wesoło chłopak.
-Tak, ale...
-Nie ma żadnego 'ale'. Czekam na dole.-wyjaśnił, pocałował mnie przelotnie i wyszedł.
Najchętniej nie jechałabym nigdzie, ale w ostateczności zgodziłam się. Poszłam do garderoby, żeby przebrać się w coś odpowiedniejszego. Postawiłam na sukienkę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż, rozczesałam włosy. I wyszłam. Poszłam schodami na dół i pokierowałam się do kuchni.
-Jestem.-powiedziałam do chłopaków, którzy jedli kanapki.
-Pięknie wyglądasz.-powiedział Louis podchodząc do mnie.
-Dziękuję.-szepnęłam mu do ucha.
-Już są.-zawołał przyjaźnie Niall.
-Chodźmy.-powiedział Lou i wziął mnie za rękę.
-Niall..-zaczęłam. Spojrzał się na mnie pytająco.-Dziękuję.-szepnęłam odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i mnie przytulił.
Z moim lekkim oporem poszliśmy do samochodu. Gdy wsiedliśmy wszyscy byli zdziwieni, ale pozytywnie. Cieszyli się, że jadę tam z nimi. Po drodze opowiedzieliśmy co się wydarzyło i byli tego samego zdania co my czyli, że to musi się w końcu skończyć. Byłam mega zestresowana tą całą sytuacją. Gdy byliśmy już na miejscu zatrzymałam na chwilę pasiastego.
-Louis, ale wiesz, że to może wpłynąć na twoją karierę?-dopytywałam.
-Nie obchodzi mnie to chcę być z tobą. Jeśli fani mnie kochają to zrozumieją.-powiedział pocałował mnie w czoło i weszliśmy do studia.
Każdy był zaskoczony moim widokiem, ale o dziwo przyjęto mnie ciepło. Tam opowiedzieliśmy wszystkim o całej sprawie, powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Prowadząca nam pogratulowała. Potem porozmawialiśmy jeszcze trochę. Po skończeniu wywiadu pojechaliśmy do domu. Tam usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w oczy.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-To ja dziękuję i przepraszam, że to tak długo trwało. Kocham cię.-powiedział i cmoknął w czoło.
-Ja też cię kocham.-powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
~~Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwić.~~
_______________________________________________________
Bardzo prosiłabym o komentarze, dla was to parę sekund, a dla mnie zachęta do dalszego pisania! <3
-Nie pozwolę, żebyś odeszła.-powiedział stanowczym tonem, łapiąc mnie za rękę.
-Ale Louis...-zaczęłam
-Nie pozwolę.-przerwał mi i spojrzał w moje oczy.-Jesteś dla mnie najważniejsza nie możesz teraz odejść!-mówił ze łzami w oczach.-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Błagam.-mówił a po policzku spłynęła mu łza.
-Louis to nie jest tak, że to twoja wina. Wiedziałam na co się pisze będąc z tobą w związku i niczego nie żałuję, ale to mnie przerosło.-powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-TI spójrz na mnie.-powiedział z troską w głosie.
Zrobiłam to o co mnie poprosił.
-Kocham cię rozumiesz? Liczysz się tylko ty. Nie mogę uwierzyć, że doprowadziłem do takiej sytuacji, obiecuję, że to się zmieni. Zrobię wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Razem.-mówił.-Nie płacz, proszę.-dodał i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Ja też cię kocham.-odparł obejmując mnie czule. Podniósł mnie lekko i zaczął całować. Pocałunki były takie zachłanne. Tak bardzo mi go brakowało.
-Nie chce przeszkadzać, ale mamy wywiad Louis.-odezwał się nagle Niall.
-Ahh... no tak, zapomniałem.-powiedział przerywając pocałunek.
-Za 10 minut będą chłopacy z dziewczynami.-dodał Niall.
-Dziewczyny też jadą?-dopytywał się Lou.
-Tak.-powiedział krótko Niall, uśmiechnął się i wyszedł.
-Pojedziesz z nami.-stwierdził Louis.
-To nie jest dobry pomysł. Przecież...-zaczęłam.
-To jest genialny pomysł. Masz 10 minut chyba ci wystarczy?-powiedział wesoło chłopak.
-Tak, ale...
-Nie ma żadnego 'ale'. Czekam na dole.-wyjaśnił, pocałował mnie przelotnie i wyszedł.
Najchętniej nie jechałabym nigdzie, ale w ostateczności zgodziłam się. Poszłam do garderoby, żeby przebrać się w coś odpowiedniejszego. Postawiłam na sukienkę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż, rozczesałam włosy. I wyszłam. Poszłam schodami na dół i pokierowałam się do kuchni.
-Jestem.-powiedziałam do chłopaków, którzy jedli kanapki.
-Pięknie wyglądasz.-powiedział Louis podchodząc do mnie.
-Dziękuję.-szepnęłam mu do ucha.
-Już są.-zawołał przyjaźnie Niall.
-Chodźmy.-powiedział Lou i wziął mnie za rękę.
-Niall..-zaczęłam. Spojrzał się na mnie pytająco.-Dziękuję.-szepnęłam odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i mnie przytulił.
Z moim lekkim oporem poszliśmy do samochodu. Gdy wsiedliśmy wszyscy byli zdziwieni, ale pozytywnie. Cieszyli się, że jadę tam z nimi. Po drodze opowiedzieliśmy co się wydarzyło i byli tego samego zdania co my czyli, że to musi się w końcu skończyć. Byłam mega zestresowana tą całą sytuacją. Gdy byliśmy już na miejscu zatrzymałam na chwilę pasiastego.
-Louis, ale wiesz, że to może wpłynąć na twoją karierę?-dopytywałam.
-Nie obchodzi mnie to chcę być z tobą. Jeśli fani mnie kochają to zrozumieją.-powiedział pocałował mnie w czoło i weszliśmy do studia.
Każdy był zaskoczony moim widokiem, ale o dziwo przyjęto mnie ciepło. Tam opowiedzieliśmy wszystkim o całej sprawie, powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Prowadząca nam pogratulowała. Potem porozmawialiśmy jeszcze trochę. Po skończeniu wywiadu pojechaliśmy do domu. Tam usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w oczy.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-To ja dziękuję i przepraszam, że to tak długo trwało. Kocham cię.-powiedział i cmoknął w czoło.
-Ja też cię kocham.-powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
~~Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwić.~~
_______________________________________________________
Bardzo prosiłabym o komentarze, dla was to parę sekund, a dla mnie zachęta do dalszego pisania! <3
sobota, 17 maja 2014
Louis... Rozdział pierwszy!
Heeeeeeej! :* Jak wam mija dzionek? Wyspaliście się? :-D Ja nie zbyt, no, ale cóż. :) Już półtora miesiąca do wakacji!!!! *.* Ooo tak... :) Dobra już nie przedłużam. Zapraszam na imagin z Louisem. <3 Jeśli są jakieś błędy z góry przepraszam. :p
Dedyk dla: nobody's_girl :*
Nastał piękny, nowy dzień. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam dłońmi twarz. Odwróciłam lekko głowę na drugą stronę łóżka. Tam pojawiła się piękna buźka mojego ukochanego. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Skanowałam jego twarz kawałek po kawałku. Gdy dotarłam do ust zatrzymałam wzrok na dłuższą chwilkę. Przybliżyłam się do niego i jak najlżej, aby go nie obudzić cmoknęłam przelotnie w usta. Gdy się odchyliłam do wcześniejszej pozycji Louis poruszył się.
-Mmm...co za miłe powitanie.-wymamrotał z lekką chrypą po śnie.
-Oj... przepraszam nie chciałam cię obudzić.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic nie szkodzi.-odpowiedział i przeciągnął się na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Zatopiłam się w jego oczach.
-To co mamy dziś w planach?-zapytał zaciekawiony.
-Szczerze to myślałam, że ty coś zaproponujesz.-odpowiedziałam leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit.-Już wiem! Możemy dziś sobie poleniuchować.-dodałam po chwili. I spojrzałam na chłopaka. On patrzył się na mnie z roześmianym wyrazem twarzy.
-Hym... kusząca propozycja.-mruknął-Bardzo kusząca.-szepnął mi do ucha. Przewrócił się na brzuch i podparł łokciami.-Ale może przeszlibyśmy się gdzieś?-zaproponował bawiąc się moimi włosami.
-Musimy?-zapytałam rozczarowana, że mój plan nie wypali.
-Tak.-odpowiedział zadziornie, pocałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i ustał na przeciwko mnie. Spojrzałam się pytająco. Nic nie odpowiedział tylko wyciągnął ręce w geście, pokazującym mi, że mam wstać.
-Jeszcze minutkę.-powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
-O nie, nie. Wystarczy tego dobrego. Już. Wstawaj.-powiedział rozbawiony, biorąc mnie na ręce.
-Jesteś okropny, wiesz?-wymamrotałam krzyżując ręce na piersi.
-Ale i tak mnie kochasz.-stwierdził zadziornie się uśmiechając, niosąc mnie do kuchni.
-Wiem.-powiedziałam niby to od niechcenia, ale miałam wielką ochotę spojrzeć się teraz na niego i go pocałować.
-Jesteś piękna jak się tak denerwujesz.-stwierdził uśmiechając się słodko i postawił mnie na ziemi. Usiadłam na kuchennym krześle. Otuliłam się rękami, ponieważ było mi trochę zimno. Chłopak wyszedł z pomieszczenia i po chwili znowu się pojawił, ale miał w ręku bluzę.
-Proszę.-powiedział ciepło i podszedł do mnie pomagając założyć mi jego bluzę.
-Dziękuję.-odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i całując go w policzek. Louis złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego, po czym on zrobił to samo.
-Kocham cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Wiem.-powiedział zadziornie i pocałował mnie w usta.-Kocham cię.-dodał pomiędzy pocałunkami.
-Naprawdę?-droczyłam się z nim.
-Tak.-powiedział całując mnie po szyi. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka z komórki Lou.
-Czy nawet w sobotę nie możemy mieć czasu dla siebie?-jęknęłam niepocieszona.
-Zaraz wracam.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w czoło i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Ustałam w progu salonu i czekałam, aż skończy rozmowę.
-Nie, wykluczone!-kłócił się z kimś.-Powiedziałeś, że weekend mam wolny!-rozmawiał odwrócony w stronę okna tak, że chyba nie zauważył mojej obecności.-Ale ja nie mogę! Ja już tak nie chcę!-mówił bardzo zdenerwowany.-Nie rozumiesz, że ja kocham TI, a nie ją!-krzyknął. "Domyśliłam się o co chodzi i byłam gotowa na wszystko, ale nie na to. Dlaczego teraz? Czemu oni musieli nam to robić?!"-krzyczałam w myślach.-Proszę cię, nie dzisiaj.-mówił zrozpaczony Louis.-zapadła cisza.-Zapamiętaj robię to ostatni, cholerny raz! Rozumiesz?!-powiedział po chwili i się rozłączył. Odwrócił się w moją stronę. Widziałam, że nie jest mu łatwo.
-Przepraszam...-powiedział podchodząc do mnie. Po chwili zorientowałam się, że po moich oczach spływają łzy.
-Dlaczego?-powiedziałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek odgłos. Wielka gula w gardle nie pozwalała mi wymówić cokolwiek więcej.
-Przepraszam...-powtórzył i złapał mnie za ręce. Gdy spojrzałam na jego twarz dopiero teraz zauważyłam, że on też płacze. Byłam wściekła i załamana, ale nie mogłam zostawić go teraz samego, bo przecież to nie jest jego wina.
-Louis...-zaczęłam przytuliłam go mocno. Nie chciałam go puszczać.
-Skarbie, tak bardzo przepraszam.-powiedział i zaczął całować mnie po głowie.
-To nie twoja wina.-odpowiedziałam nadal smutna. Uniósł mój podbródek i zaczął wycierać łzy z mojego policzka.
-Za ile tu będzie?-zapytałam z obrzydzeniem.
-Za pół godziny.-odpowiedział przybity.
-Idź się szykować.-powiedziałam odchylając się trochę od niego.-Zrobię śniadanie.-dodałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam dwa tosty dla chłopaka i do tego kawę, a sobie tylko herbatę. Po chwili przyszedł Tommo. Miał na sobie sweter i rurki. Usiadł na krześle obok mnie.
-A ty nic nie zjesz?-zapytał zmartwiony.
-Nie jestem głodna.-odpowiedziałam chyba trochę zbyt ostro. Przecież to nie jego wina.-Kiedy będziesz?-zapytałam już trochę spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Pewnie wieczorem.-odpowiedział z niechęcią. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i schowałam głowę w kolanach. Tylko nie płacz, tylko nie płacz...-powtarzałam w myślach. Nagle poczułam jak Louis mnie podnosi. Usadowił mnie sobie na kolanach, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Jego zapach był taki aksamitny, taki męski. Objęłam go i ręce położyłam na jego łopatkach, a on położył swoje ręce na moich plecach i mocno przytulił. Czułam się taka bezpieczna. Nie chciałam, żeby sobie teraz wychodził. Nagle rozległ się dźwięk domofonu. Czar prysł. Siedzieliśmy cały czas w takiej samej pozycji, gdy znowu rozległ się ten nieznośny dźwięk.
-Musisz iść.-powiedziałam wstając z jego kolan.
-Ale ja nie chce.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-Wiem kochanie, wiem. Ale musisz.-powiedziałam prowadząc go do przedpokoju. Usłyszeliśmy pukanie.
-Już idę!-krzyknął w stronę drzwi, zdenerwowany chłopak.
-Kocham cię.-powiedział chłopak całując mnie w usta.
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam oddając pocałunek. Louis założył buty i podszedł do drzwi.
-Dziękuję za śniadanie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Próbowałam to odwzajemnić, ale chyba bardziej wyszedł mi z tego grymas niż uśmiech.
-Wrócę najszybciej jak się da.-powiedział chwytając za klamkę.
-Dobrze.-powiedziałam i oparłam się o ścianę korytarza.
-To ja idę. Pa.-powiedział otwierając drzwi.
Dedyk dla: nobody's_girl :*
Nastał piękny, nowy dzień. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam dłońmi twarz. Odwróciłam lekko głowę na drugą stronę łóżka. Tam pojawiła się piękna buźka mojego ukochanego. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Skanowałam jego twarz kawałek po kawałku. Gdy dotarłam do ust zatrzymałam wzrok na dłuższą chwilkę. Przybliżyłam się do niego i jak najlżej, aby go nie obudzić cmoknęłam przelotnie w usta. Gdy się odchyliłam do wcześniejszej pozycji Louis poruszył się.
-Mmm...co za miłe powitanie.-wymamrotał z lekką chrypą po śnie.
-Oj... przepraszam nie chciałam cię obudzić.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic nie szkodzi.-odpowiedział i przeciągnął się na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Zatopiłam się w jego oczach.
-To co mamy dziś w planach?-zapytał zaciekawiony.
-Szczerze to myślałam, że ty coś zaproponujesz.-odpowiedziałam leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit.-Już wiem! Możemy dziś sobie poleniuchować.-dodałam po chwili. I spojrzałam na chłopaka. On patrzył się na mnie z roześmianym wyrazem twarzy.
-Hym... kusząca propozycja.-mruknął-Bardzo kusząca.-szepnął mi do ucha. Przewrócił się na brzuch i podparł łokciami.-Ale może przeszlibyśmy się gdzieś?-zaproponował bawiąc się moimi włosami.
-Musimy?-zapytałam rozczarowana, że mój plan nie wypali.
-Tak.-odpowiedział zadziornie, pocałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i ustał na przeciwko mnie. Spojrzałam się pytająco. Nic nie odpowiedział tylko wyciągnął ręce w geście, pokazującym mi, że mam wstać.
-Jeszcze minutkę.-powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
-O nie, nie. Wystarczy tego dobrego. Już. Wstawaj.-powiedział rozbawiony, biorąc mnie na ręce.
-Jesteś okropny, wiesz?-wymamrotałam krzyżując ręce na piersi.
-Ale i tak mnie kochasz.-stwierdził zadziornie się uśmiechając, niosąc mnie do kuchni.
-Wiem.-powiedziałam niby to od niechcenia, ale miałam wielką ochotę spojrzeć się teraz na niego i go pocałować.
-Jesteś piękna jak się tak denerwujesz.-stwierdził uśmiechając się słodko i postawił mnie na ziemi. Usiadłam na kuchennym krześle. Otuliłam się rękami, ponieważ było mi trochę zimno. Chłopak wyszedł z pomieszczenia i po chwili znowu się pojawił, ale miał w ręku bluzę.
-Proszę.-powiedział ciepło i podszedł do mnie pomagając założyć mi jego bluzę.
-Dziękuję.-odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i całując go w policzek. Louis złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego, po czym on zrobił to samo.
-Kocham cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Wiem.-powiedział zadziornie i pocałował mnie w usta.-Kocham cię.-dodał pomiędzy pocałunkami.
-Naprawdę?-droczyłam się z nim.
-Tak.-powiedział całując mnie po szyi. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka z komórki Lou.
-Czy nawet w sobotę nie możemy mieć czasu dla siebie?-jęknęłam niepocieszona.
-Zaraz wracam.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w czoło i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Ustałam w progu salonu i czekałam, aż skończy rozmowę.
-Nie, wykluczone!-kłócił się z kimś.-Powiedziałeś, że weekend mam wolny!-rozmawiał odwrócony w stronę okna tak, że chyba nie zauważył mojej obecności.-Ale ja nie mogę! Ja już tak nie chcę!-mówił bardzo zdenerwowany.-Nie rozumiesz, że ja kocham TI, a nie ją!-krzyknął. "Domyśliłam się o co chodzi i byłam gotowa na wszystko, ale nie na to. Dlaczego teraz? Czemu oni musieli nam to robić?!"-krzyczałam w myślach.-Proszę cię, nie dzisiaj.-mówił zrozpaczony Louis.-zapadła cisza.-Zapamiętaj robię to ostatni, cholerny raz! Rozumiesz?!-powiedział po chwili i się rozłączył. Odwrócił się w moją stronę. Widziałam, że nie jest mu łatwo.
-Przepraszam...-powiedział podchodząc do mnie. Po chwili zorientowałam się, że po moich oczach spływają łzy.
-Dlaczego?-powiedziałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek odgłos. Wielka gula w gardle nie pozwalała mi wymówić cokolwiek więcej.
-Przepraszam...-powtórzył i złapał mnie za ręce. Gdy spojrzałam na jego twarz dopiero teraz zauważyłam, że on też płacze. Byłam wściekła i załamana, ale nie mogłam zostawić go teraz samego, bo przecież to nie jest jego wina.
-Louis...-zaczęłam przytuliłam go mocno. Nie chciałam go puszczać.
-Skarbie, tak bardzo przepraszam.-powiedział i zaczął całować mnie po głowie.
-To nie twoja wina.-odpowiedziałam nadal smutna. Uniósł mój podbródek i zaczął wycierać łzy z mojego policzka.
-Za ile tu będzie?-zapytałam z obrzydzeniem.
-Za pół godziny.-odpowiedział przybity.
-Idź się szykować.-powiedziałam odchylając się trochę od niego.-Zrobię śniadanie.-dodałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam dwa tosty dla chłopaka i do tego kawę, a sobie tylko herbatę. Po chwili przyszedł Tommo. Miał na sobie sweter i rurki. Usiadł na krześle obok mnie.
-A ty nic nie zjesz?-zapytał zmartwiony.
-Nie jestem głodna.-odpowiedziałam chyba trochę zbyt ostro. Przecież to nie jego wina.-Kiedy będziesz?-zapytałam już trochę spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Pewnie wieczorem.-odpowiedział z niechęcią. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i schowałam głowę w kolanach. Tylko nie płacz, tylko nie płacz...-powtarzałam w myślach. Nagle poczułam jak Louis mnie podnosi. Usadowił mnie sobie na kolanach, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Jego zapach był taki aksamitny, taki męski. Objęłam go i ręce położyłam na jego łopatkach, a on położył swoje ręce na moich plecach i mocno przytulił. Czułam się taka bezpieczna. Nie chciałam, żeby sobie teraz wychodził. Nagle rozległ się dźwięk domofonu. Czar prysł. Siedzieliśmy cały czas w takiej samej pozycji, gdy znowu rozległ się ten nieznośny dźwięk.
-Musisz iść.-powiedziałam wstając z jego kolan.
-Ale ja nie chce.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-Wiem kochanie, wiem. Ale musisz.-powiedziałam prowadząc go do przedpokoju. Usłyszeliśmy pukanie.
-Już idę!-krzyknął w stronę drzwi, zdenerwowany chłopak.
-Kocham cię.-powiedział chłopak całując mnie w usta.
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam oddając pocałunek. Louis założył buty i podszedł do drzwi.
-Dziękuję za śniadanie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Próbowałam to odwzajemnić, ale chyba bardziej wyszedł mi z tego grymas niż uśmiech.
-Wrócę najszybciej jak się da.-powiedział chwytając za klamkę.
-Dobrze.-powiedziałam i oparłam się o ścianę korytarza.
-To ja idę. Pa.-powiedział otwierając drzwi.
-Pa.-odpowiedziałam. Obserwowałam jak mój mężczyzna wychodzi z domu. Spojrzał się na mnie ostatni raz i zamknął drzwi. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Od razu tego pożałowałam. Widok mojego Louisa z inną był okropny. Nienawidziłam tych momentów, a one zdarzały się co raz częściej. Nikomu nie było łatwo, a szczególnie mi i Lou. A jego producentów to nie obchodziło. Mówili, że tak musi być. Po prostu super. Gdy zobaczyłam jak ona łapie go za rękę. Nie wytrzymałam znowu się rozkleiłam. Widziałam jak Louis spojrzał się w okno przepraszającym wzrokiem. Chyba wiedział, że tam jestem. Widziałam jak jego do wszystko dobija. Gdy był z nią musiał naklejać na twarz maskę zadowolenia, żeby nikt nie poznał jak jest w środku rozdarty. Wszyscy oprócz mnie i chłopaków z zespołu nabierali się na to.
Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jak oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa.
________________________________________________________
I jak wam się podoba? :) Wiem troszeczkę, krótszy niż zwykle...ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobało. :* Chcecie, żebym jutro dodała kolejną część? :* Kto chce dedyk do kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Życzę Wam miłego weekendu kochani... :**
Komentujesz = Bardzo motywujesz <3
Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jak oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa.
________________________________________________________
I jak wam się podoba? :) Wiem troszeczkę, krótszy niż zwykle...ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobało. :* Chcecie, żebym jutro dodała kolejną część? :* Kto chce dedyk do kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Życzę Wam miłego weekendu kochani... :**
Komentujesz = Bardzo motywujesz <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.gif)
