wtorek, 27 maja 2014

Louis... Rozdział drugi!

Heeejo! :* Mam pytanie: Czy czytacie mojego bloga i czy w ogóle podoba się Wam to co piszę? Ostatnio co raz mniej się udzielacie i co raz mniej jest wejść. :c Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. :* I chciałabym was przeprosić, bo imagin miał być już w sobotę, a jest dopiero teraz. :/ Postaram się już regularnie dodawać posty. Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania!! :* :)



Ze łzami w oczach poszłam do salonu zabierając po drodze swoją komórkę. Wytarłam pozostałości po łzach i usiadłam na kanapie. Wpatrywałam się bezsensownie w sufit. Nagle poczułam wibrację wydobywające się przez mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się Niall. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 9:30 przecież o tej porze to on jeszcze śpi-pomyślałam. Mimo mojego humoru postanowiłam odebrać.
-Halo.-powiedziałam.
-Cześć TI.-zawołał przyjaźnie chłopak.
-Hej.-powiedziałam próbując wyjść na szczęśliwą.
-Gdzie jesteś?-zapytał.
-W domu. A co?
-A mogłabyś mi dać Louisa, bo nie odbiera telefonu.-zapytał uprzejmie.
-Yyy.. bo ten.. nie ma go.-powiedziałam.
-To gdzie on poszedł z samego rana?-powiedział nie wiedząc, że tymi słowami może spowodować moje kolejne łzy. Zapadła cisza. Znowu wyrosła mi gula w gardle i nie mogłam nic powiedzieć.
-TI.-powiedział. Znowu cisza.-O nie. Tylko nie to! Matko, TI trzymaj się zaraz będę.-powiedział i się rozłączył. Chłopacy, Perrie i Sophia wiedzieli o co tak naprawdę chodzi. Cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. Zawsze mogłam na nich liczyć. Siedziałam tam i z trudem powstrzymywałam łzy napływające do moich oczu. Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam z kanapy i powłóczyłam nogami otworzyć.
-Cześć.-powiedziałam do chłopaka i wpuściłam go do środka.
-TI.-powiedział blondyn i mnie przytulił. Brakowało mi tego. Chciałam podziękować wszystkim, że mam takiego przyjaciela.
-Dziękuję.-powiedziałam patrząc na niebieskookiego.
-Nie ma sprawy. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się wspierają, prawda.-powiedział lekko się uśmiechając. Pokiwałam głową na potwierdzenie i odsunęłam się trochę.
-Zjesz coś?-zapytałam idąc do kuchni.
-Mmm... a co masz na myśli.-powiedział spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
-Bierz co chcesz. Lodówka jest twoja.-powiedziałam szczerze się uśmiechając.
-Wiem, że nie powinienem pytać, ale... jak to wyszło przecież powiedział, że w weekend nie musi.-zapytał i spojrzał się na mnie smutno.
-Zadzwonili dziś do niego i...-do moich oczu napłynęły łzy-... i kazali mu się z nią spotkać.-Spuściłam wzrok tak, żeby ukryć łzy spływające po moich policzkach. Chłopak nic nie mówił tylko odłożył jedzenie i mnie przytulił.
-Wiesz kiedy wróci?-zapytał.
-Powiedział, że prawdopodobnie wieczorem.-odpowiedziałam wycierając łzy.
-Zrobić ci coś do jedzenia? Pewnie nic nie jadłaś jeszcze.-zaproponował chłopak i otworzył lodówkę.
-Wiesz co chyba nie chce mi się jeść.
-To ja ci coś ugotuję i na pewno zjesz.-zapewnił mnie chłopak i się słodko uśmiechnął
-Co ja bym bez ciebie zrobiła.-powiedziałam śmiejąc się do chłopaka. Odwzajemnił to tym samym. Od razu poprawił mi humor, ale to nie znaczy, że zapomniałam o tej całej sytuacji.
Zjedliśmy razem śniadanie. Rozmawialiśmy o wszystkim. Miło spędziłam południe, ale cały czas patrzyłam na wyświetlacz telefonu sprawdzając czy, aby Louis nie dzwonił.
-Może pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn, uśmiechając się.
-W sumie to całkiem dobry pomysł. Nie wytrzymam tak siedząc i czekając, aż przyjdzie.-powiedziałam trochę smutna.-To idę się ubrać. A ty może założysz coś, żeby cię nikt nie poznał?-zaproponowałam
-Tylko co?-zapytał zrezygnowany.
-Chodź zaraz znajdziemy coś u Louisa w szafie.-powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Poszliśmy do garderoby i zaczęłam szukać coś odpowiedniego. Po paru minutach znalazłam to czego szukałam. Dałam mu dresy i biały T-shirt. A do tego założył fullcapa i czarne okulary. Ja ubrałam się podobnie tylko założyłam swoje ubrania.
-No może cię nikt nie pozna.-powiedziałam, gdy przyszedł już przebrany. Uśmiechnął się od ucha do ucha. Skierowaliśmy się do tylnych drzwi. Wyszliśmy przez nie tak na wszelki wypadek gdyby stali tam fotoreporterzy. Zakluczyłam drzwi i poszliśmy do parku. Chodziliśmy dużo czasu, a w między czasie robiliśmy sobie sporo zdjęć. Niall pozwolił mi chodź na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Gdy zgłodnieliśmy poszliśmy po jakieś tam fast foody i usiedliśmy na ławce, a zachodzące słońce było co raz niżej.
-Niall...-zaczęłam. Spojrzał się pytająco na mnie.-...dziękuje ci.-powiedziałam całując go przyjacielsko w policzek.
-Nie ma sprawy.-odpowiedział i przytulił mnie. Później znów rozmawialiśmy, śmialiśmy się i jedliśmy kupione wcześniej jedzenie. Nagle zobaczyłam fotoreporterów. Przecież to nie możliwe, Niall tak dobrze się maskował jak mogli go rozpoznać?-myślałam. Ale potem spojrzałam w inny punkt. To nie my byliśmy ich celem tylko para siedząca na innej ławce. To nie była jakaś tam para, tego nawet nie można było nazywać parą, a jednak. Momentalnie z mojej twarzy zniknął uśmiech. Niall spojrzał w tym momencie na mnie, a potem w ten sam punkt co ja. Go również zamurowało. Wpatrywałam się w tak dobrze mi znane twarze. On tam był. Był tam, ale nie ze mną tylko z nią. Mój Louis trzymał się za rękę z nią. Spojrzałam na Louisa. Pod jego wymuszonym uśmiech było widać jego zrozpaczenie. Tak bardzo było mi go szkoda. Chciałam w tej chwili podejść do niego i pocieszyć. Tylko, że nie mogłam tego zrobić. Poczułam coś zimnego na moich policzkach, zorientowałam się, że to moje łzy. Nie chciałam płakać, to było wbrew mojej woli. Nagle Louis spojrzał w moją stronę. W pierwszej chwili chyba mnie nie poznał, ale po paru sekundach wiedziałam, że już wie, że to my. Nie chciałam, żeby patrzył jak płacze, ale nie mogłam tego powstrzymać. Dziewczyna siedząca obok niego spojrzała na mnie. Nigdy z nią nie rozmawiałam, ale czułam jakąś odrazę do niej. Była za bardzo pewna siebie i tego co robi. Louis wstał i widziałam, że chce do mnie podejść, ale ona zagrodziła mu drogę ustała na przeciwko niego i pocałowała. Nagle rozbłysły się flesze aparatów. Tego było już za wiele, nie wytrzymałam. W ostatniej chwili spojrzałam się na Louisa. Był oszołomiony. Stał osłupiały i patrzył na mnie, a dziewczyna nadal go całowała.
-Muszę iść.-rzuciłam do Nialla, wstałam z ławki i rzuciłam się biegiem.
-TI!-krzyknął za mną.-Cholera Louis!-zawołał do przyjaciela. Nie wiem jak na to zareagował nie chciałam patrzeć, nie chciałam się odwracać, bałam się, że znowu zobaczę jak się całują, a raczej jak ona go całuję. Biegłam ile miałam sił w nogach.
-Czekaj!-usłyszałam z daleka głos blondyna. Nie mogłam się zatrzymać, nie mogłam czekać. Otworzyłam z rozmachem drzwi do domu, a potem jak najszybciej mogłam zatrzasnęłam je. Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się na klucz w łazience. Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam wzdłuż  niej na podłogę. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej spuściłam głowę i płakałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi wejściowe otwierają się i uderzają z impetem o ścianę przedpokoju.
-TI!-usłyszałam wołanie niebieskookiego, gdy wbiegał po schodach. Później poczułam jak klamka od łazienki się rusza.-TI jesteś tu? Otwórz drzwi.-mówił chłopak.
-TI! Niall!-usłyszałam kolejne wołanie. Ten głos był mi bardzo dobrze znany. Usłyszałam głośne pukanie do łazienki.
-Otwórz.-prosił Lou. Nawet gdybym chciała nie mogłam otworzyć byłam za bardzo sparaliżowana tą sytuacją, żeby wykonywać jakieś ruchy.
-TI!-krzyczał bezradnie. Ale nadal nie otwierałam. Uderzył pięścią w drzwi jeden raz potem drugi. Powoli podniosłam głowę do góry. Nadal po moich policzkach łzy spływały ciurkiem.-Otwórz te pieprzone drzwi.-krzyczał zdenerwowany. Podniosłam się i usiadłam na krawędzi wanny. Wyciągnęłam rękę w stronę zamku. Po chwili otworzyłam drzwi. Natychmiast wszedł do nich Louis.
-TI.-krzyknął z ulgą. Podbiegł natychmiast do mnie i mnie przytulił.
-Louis.-powiedziałam nagle i odsunęłam się od chłopaka. Spojrzał na mnie takimi smutnymi oczami, że miałam ochotę powiedzieć mu teraz, że wszystko jest dobrze, że wszystko się jakoś ułoży, ale nie mogłam kłamać.-Ja już tak nie mogę. Nie chce dłużej okłamywać wszystkich dookoła, nie chce okłamywać samej siebie, że tak jest lepiej, bo w cale nie jest. Nie mogę dalej udawać, że wszystko jest dobrze, nie mogę dalej patrzeć jak chodzisz po mieście z nią, a nie ze mną. Louis ja już nie mam na to wszystko siły. Jeśli twój manager twierdzi, że to tylko dla twojego dobra to się cholernie myli. Te wszystkie kłamstwa, które sprzedają w telewizji ile będą jeszcze trwać? Pół roku, rok, dwa-trzy lata? Przykro mi, ale ja tak dłużej nie mogę.-powiedziałam szlochając.-Naprawdę cię kocham, ale już nie daję rady-dodałam pocałowałam go delikatnie i wyminęłam.
-Nie pozwolę, żebyś odeszła.-powiedział stanowczym tonem, łapiąc mnie za rękę.
-Ale Louis...-zaczęłam
-Nie pozwolę.-przerwał mi i spojrzał w moje oczy.-Jesteś dla mnie najważniejsza nie możesz teraz odejść!-mówił ze łzami w oczach.-Proszę cię daj mi jeszcze jedną szansę. Błagam.-mówił a po policzku spłynęła mu łza.
-Louis to nie jest tak, że to twoja wina. Wiedziałam na co się pisze będąc z tobą w związku i niczego nie żałuję, ale to mnie przerosło.-powiedziałam spuszczając głowę w dół.
-TI spójrz na mnie.-powiedział z troską w głosie.
Zrobiłam to o co mnie poprosił.
-Kocham cię rozumiesz? Liczysz się tylko ty. Nie mogę uwierzyć, że doprowadziłem do takiej sytuacji, obiecuję, że to się zmieni. Zrobię wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Razem.-mówił.-Nie płacz, proszę.-dodał i przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Ja też cię kocham.-odparł obejmując mnie czule. Podniósł mnie lekko i zaczął całować. Pocałunki były takie zachłanne. Tak bardzo mi go brakowało.
-Nie chce przeszkadzać, ale mamy wywiad Louis.-odezwał się nagle Niall.
-Ahh... no tak, zapomniałem.-powiedział przerywając pocałunek.
-Za 10 minut będą chłopacy z dziewczynami.-dodał Niall.
-Dziewczyny też jadą?-dopytywał się Lou.
-Tak.-powiedział krótko Niall, uśmiechnął się i wyszedł.
-Pojedziesz z nami.-stwierdził Louis.
-To nie jest dobry pomysł. Przecież...-zaczęłam.
-To jest genialny pomysł. Masz 10 minut chyba ci wystarczy?-powiedział wesoło chłopak.
-Tak, ale...
-Nie ma żadnego 'ale'. Czekam na dole.-wyjaśnił, pocałował mnie przelotnie i wyszedł.
Najchętniej nie jechałabym nigdzie, ale w ostateczności zgodziłam się. Poszłam do garderoby, żeby przebrać się w coś odpowiedniejszego. Postawiłam na sukienkę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż, rozczesałam włosy. I wyszłam. Poszłam schodami na dół i pokierowałam się do kuchni.
-Jestem.-powiedziałam do chłopaków, którzy jedli kanapki.
-Pięknie wyglądasz.-powiedział Louis podchodząc do mnie.
-Dziękuję.-szepnęłam mu do ucha.
-Już są.-zawołał przyjaźnie Niall.
-Chodźmy.-powiedział Lou i wziął mnie za rękę.
-Niall..-zaczęłam. Spojrzał się na mnie pytająco.-Dziękuję.-szepnęłam odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i mnie przytulił.
Z moim lekkim oporem poszliśmy do samochodu. Gdy wsiedliśmy wszyscy byli zdziwieni, ale pozytywnie. Cieszyli się, że jadę tam z nimi. Po drodze opowiedzieliśmy co się wydarzyło i byli tego samego zdania co my czyli, że to musi się w końcu skończyć. Byłam mega zestresowana tą całą sytuacją. Gdy byliśmy już na miejscu zatrzymałam na chwilę pasiastego.
-Louis, ale wiesz, że to może wpłynąć na twoją karierę?-dopytywałam.
-Nie obchodzi mnie to chcę być z tobą. Jeśli fani mnie kochają to zrozumieją.-powiedział pocałował mnie w czoło i weszliśmy do studia.
Każdy był zaskoczony moim widokiem, ale o dziwo przyjęto mnie ciepło. Tam opowiedzieliśmy wszystkim o całej sprawie, powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Prowadząca nam pogratulowała. Potem porozmawialiśmy jeszcze trochę. Po skończeniu wywiadu pojechaliśmy do domu. Tam usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Przytuliłam się do niego i spojrzałam w oczy.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-To ja dziękuję i przepraszam, że to tak długo trwało. Kocham cię.-powiedział i cmoknął w czoło.
-Ja też cię kocham.-powiedziałam i wpiłam się w jego usta.


~~Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwić.~~



_______________________________________________________
Bardzo prosiłabym o komentarze, dla was to parę sekund, a dla mnie zachęta do dalszego pisania! <3

sobota, 17 maja 2014

Louis... Rozdział pierwszy!

Heeeeeeej! :* Jak wam mija dzionek? Wyspaliście się? :-D Ja nie zbyt, no, ale cóż. :) Już półtora miesiąca do wakacji!!!! *.* Ooo tak... :) Dobra już nie przedłużam. Zapraszam na imagin z Louisem. <3 Jeśli są jakieś błędy z góry przepraszam. :p 

Dedyk dla:   nobody's_girl   :*



Nastał piękny, nowy dzień. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam dłońmi twarz. Odwróciłam lekko głowę na drugą stronę łóżka. Tam pojawiła się piękna buźka mojego ukochanego. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Skanowałam jego twarz kawałek po kawałku. Gdy dotarłam do ust zatrzymałam wzrok na dłuższą chwilkę. Przybliżyłam się do niego i jak najlżej, aby go nie obudzić cmoknęłam przelotnie w usta. Gdy się odchyliłam do wcześniejszej pozycji Louis poruszył się.
-Mmm...co za miłe powitanie.-wymamrotał z lekką chrypą po śnie.
-Oj... przepraszam nie chciałam cię obudzić.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic nie szkodzi.-odpowiedział i przeciągnął się na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Zatopiłam się w jego oczach.
-To co mamy dziś w planach?-zapytał zaciekawiony.
-Szczerze to myślałam, że ty coś zaproponujesz.-odpowiedziałam leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit.-Już wiem! Możemy dziś sobie poleniuchować.-dodałam po chwili. I spojrzałam na chłopaka. On patrzył się na mnie z roześmianym wyrazem twarzy.
-Hym... kusząca propozycja.-mruknął-Bardzo kusząca.-szepnął mi do ucha. Przewrócił się na brzuch i podparł łokciami.-Ale może przeszlibyśmy się gdzieś?-zaproponował bawiąc się moimi włosami.
-Musimy?-zapytałam rozczarowana, że mój plan nie wypali.
-Tak.-odpowiedział zadziornie, pocałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i ustał na przeciwko mnie. Spojrzałam się pytająco. Nic nie odpowiedział tylko wyciągnął ręce w geście, pokazującym mi, że mam wstać.
-Jeszcze minutkę.-powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
-O nie, nie. Wystarczy tego dobrego. Już. Wstawaj.-powiedział rozbawiony, biorąc mnie na ręce.
-Jesteś okropny, wiesz?-wymamrotałam krzyżując ręce na piersi.
-Ale i tak mnie kochasz.-stwierdził zadziornie się uśmiechając, niosąc mnie do kuchni.
-Wiem.-powiedziałam niby to od niechcenia, ale miałam wielką ochotę spojrzeć się teraz na niego i go pocałować.
-Jesteś piękna jak się tak denerwujesz.-stwierdził uśmiechając się słodko i postawił mnie na ziemi. Usiadłam na kuchennym krześle. Otuliłam się rękami, ponieważ było mi trochę zimno. Chłopak wyszedł z pomieszczenia i po chwili znowu się pojawił, ale miał w ręku bluzę.
-Proszę.-powiedział ciepło i podszedł do mnie pomagając założyć mi jego bluzę.
-Dziękuję.-odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i całując go w policzek. Louis złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego, po czym on zrobił to samo.
-Kocham cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Wiem.-powiedział zadziornie i pocałował mnie w usta.-Kocham cię.-dodał pomiędzy pocałunkami.
-Naprawdę?-droczyłam się z nim.
-Tak.-powiedział całując mnie po szyi. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka z komórki Lou.
-Czy nawet w sobotę nie możemy mieć czasu dla siebie?-jęknęłam niepocieszona.
-Zaraz wracam.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w czoło i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Ustałam w progu salonu i czekałam, aż skończy rozmowę.
-Nie, wykluczone!-kłócił się z kimś.-Powiedziałeś, że weekend mam wolny!-rozmawiał odwrócony w stronę okna tak, że chyba nie zauważył mojej obecności.-Ale ja nie mogę! Ja już tak nie chcę!-mówił bardzo zdenerwowany.-Nie rozumiesz, że ja kocham TI, a nie ją!-krzyknął. "Domyśliłam się o co chodzi i byłam gotowa na wszystko, ale nie na to. Dlaczego teraz? Czemu oni musieli nam to robić?!"-krzyczałam w myślach.-Proszę cię, nie dzisiaj.-mówił zrozpaczony Louis.-zapadła cisza.-Zapamiętaj robię to ostatni, cholerny raz! Rozumiesz?!-powiedział po chwili i się rozłączył. Odwrócił się w moją stronę. Widziałam, że nie jest mu łatwo.
-Przepraszam...-powiedział podchodząc do mnie. Po chwili zorientowałam się, że po moich oczach spływają łzy.
-Dlaczego?-powiedziałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek odgłos. Wielka gula w gardle nie pozwalała mi wymówić cokolwiek więcej.
-Przepraszam...-powtórzył i złapał mnie za ręce. Gdy spojrzałam na jego twarz dopiero teraz zauważyłam, że on też płacze. Byłam wściekła i załamana, ale nie mogłam zostawić go teraz samego, bo przecież to nie jest jego wina.
-Louis...-zaczęłam przytuliłam go mocno. Nie chciałam go puszczać.
-Skarbie, tak bardzo przepraszam.-powiedział i zaczął całować mnie po głowie.
-To nie twoja wina.-odpowiedziałam nadal smutna. Uniósł mój podbródek i zaczął wycierać łzy z mojego policzka.
-Za ile tu będzie?-zapytałam z obrzydzeniem.
-Za pół godziny.-odpowiedział przybity.
-Idź się szykować.-powiedziałam odchylając się trochę od niego.-Zrobię śniadanie.-dodałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam dwa tosty dla chłopaka i do tego kawę, a sobie tylko herbatę. Po chwili przyszedł Tommo. Miał na sobie sweter i rurki. Usiadł na krześle obok mnie.
-A ty nic nie zjesz?-zapytał zmartwiony.
-Nie jestem głodna.-odpowiedziałam chyba trochę zbyt ostro. Przecież to nie jego wina.-Kiedy będziesz?-zapytałam już trochę spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Pewnie wieczorem.-odpowiedział z niechęcią. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i schowałam głowę w kolanach. Tylko nie płacz, tylko nie płacz...-powtarzałam w myślach. Nagle poczułam jak Louis mnie podnosi. Usadowił mnie sobie na kolanach, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Jego zapach był taki aksamitny, taki męski. Objęłam go i ręce położyłam na jego łopatkach, a on położył swoje ręce na moich plecach i mocno przytulił. Czułam się taka bezpieczna. Nie chciałam, żeby sobie teraz wychodził. Nagle rozległ się dźwięk domofonu. Czar prysł. Siedzieliśmy cały czas w takiej samej pozycji, gdy znowu rozległ się ten nieznośny dźwięk.
-Musisz iść.-powiedziałam wstając z jego kolan.
-Ale ja nie chce.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-Wiem kochanie, wiem. Ale musisz.-powiedziałam prowadząc go do przedpokoju. Usłyszeliśmy pukanie.
-Już idę!-krzyknął w stronę drzwi, zdenerwowany chłopak.
-Kocham cię.-powiedział chłopak całując mnie w usta.
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam oddając pocałunek. Louis założył buty i podszedł do drzwi.
-Dziękuję za śniadanie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Próbowałam to odwzajemnić, ale chyba bardziej wyszedł mi z tego grymas niż uśmiech.
-Wrócę najszybciej jak się da.-powiedział chwytając za klamkę.
-Dobrze.-powiedziałam i oparłam się o ścianę korytarza.
-To ja idę. Pa.-powiedział otwierając drzwi.
-Pa.-odpowiedziałam. Obserwowałam jak mój mężczyzna wychodzi z domu. Spojrzał się na mnie ostatni raz i zamknął drzwi. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Od razu tego pożałowałam. Widok mojego Louisa z inną był okropny. Nienawidziłam tych momentów, a one zdarzały się co raz częściej. Nikomu nie było łatwo, a szczególnie mi i Lou. A jego producentów to nie obchodziło. Mówili, że tak musi być. Po prostu super. Gdy zobaczyłam jak ona łapie go za rękę. Nie wytrzymałam znowu się rozkleiłam. Widziałam jak Louis spojrzał się w okno przepraszającym wzrokiem. Chyba wiedział, że tam jestem. Widziałam jak jego do wszystko dobija. Gdy był z nią musiał naklejać na twarz maskę zadowolenia, żeby nikt nie poznał jak jest w środku rozdarty. Wszyscy oprócz mnie i chłopaków z zespołu nabierali się na to.


Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jak oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa. 


________________________________________________________
I jak wam się podoba? :) Wiem troszeczkę, krótszy niż zwykle...ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobało. :* Chcecie, żebym jutro dodała kolejną część? :* Kto chce dedyk do kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Życzę Wam miłego weekendu kochani... :**

Komentujesz = Bardzo motywujesz <3 

piątek, 9 maja 2014

Harry...

Witajcie kochani! <3 Jest imagin z Harrym!! Wiem miał mieć parę rozdziałów, ale wyszedł w jednym. Mam nadzieję, że się wam spodoba. A i jeszcze chciałabym wam powiedzieć, że imaginy będę dodawała co sobotę. Jeśli ktoś chce dostawać przypomnienia, to w komentarzach dajcie swoje twittery lub aski lub co tam chcecie. :* Kto chce dedyk do następnego imagina? :-D Piszcie śmiało! :* A teraz zapraszam do czytania! <3
Dedyk dla:
Marzena Czapla i dla mojego słońca - Oli... <3


~Tęsknota uderza w serce potężniej nawet niż grom. Paraliżuje, pustoszy i zabija. Odbiera oddech i z czasem wypełnia człowieka wszechobecną ciszą.~
Mija kolejny dzień bez mojego skarba. Kolejny dzień spędzony w samotności. Tęsknota- tak mogłam nazwać stan, w którym się znajdowałam. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że tyle czasu się z nim nie widzę. Czuję taką pustkę... czuję jak go tracę... On jest w trasie, ja jestem sama w domu. Kontaktujemy się od czasu do czasu telefonicznie, ale to nie to samo jak byłby przy mnie. Brakuje mi go. Cholernie mi go brakuje. Chciałabym, żeby był przy mnie, żeby mnie przytulał. Nasz związek wystawiony jest teraz na próbę. Kocham go, ale czasami już nie mam na to wszystko siły, jestem bezradna...
Z moich zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Podniosłam telefon z szafki nocnej i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Harry.
-Halo?-powiedziałam po odebraniu.
-Cześć kochanie.-odpowiedział dźwięcznym głosem.
-Cześć.-odpowiedziałam z wymuszonym szczęściem. Oczywiście cieszyłam, że dzwoni i tak się stara, ale te wszystkie rozmowy powodowały, że jeszcze bardziej za nim tęsknie.
-Wszytko w porządku?-zapytał badawczo. Ah czasami wydawało mi się, że zna mnie, aż za dobrze.
-Nie.-odpowiedziałam po chwili. Postanowiłam, że nie będę okłamywać ani siebie, ani jego.
-Coś się stało? Skarbie powiedz mi.-zapytał, a w jego głosie wyczułam niepewność.
-Ha... Harry, przepraszam. Muszę kończyć. Pa.-powiedziałam ledwo i przerwałam połączenie. Razem z telefonem rzuciłam się na łóżko. Płakałam. Tęskniłam za nim i to tak bardzo, że bez niego nie mogłam normalnie funkcjonować. Styles dopijał się do mnie cały czas. Ja za każdym razem odrzucałam połączenia. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać. Potem przyszedł mi esemes:

TI błagam cię odbierz ten cholerny telefon!
 Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
 Co się stało?

Ostatecznie zdecydowałam się odpisać:

Harry brakuje mi ciebie.Ja już tak nie mogę. 
Nie wytrzymam.
 Tak bardzo za tobą tęsknie.
 Chciałabym, żebyś teraz był przy mnie.
 Tak bardzo cię kocham skarbie. <3

Odpisałam i nie musiałam długo czekać na odpowiedź:

Ohh... TI tak bardzo cię przepraszam. 
Już nie długo znowu będę przy tobie. 
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, pamiętaj.
 Przepraszam kochanie. 
Pamiętaj, że cię kocham najmocniej na świecie.

Łzy rozmazywały mi ekran. Odłożyłam telefon na podłogę i szlochałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Boże kogo tu teraz niesie?! Zdenerwowana podniosłam się, otarłam oczy i poszłam otworzyć. W drzwiach ustał mój przyjaciel Jackob. 
-Cześć.-mruknęłam.
-Cze...-zaczął.-Matko TI co się stało?-powiedział przytulając mnie. Z trudem powstrzymałam łzy. Weszliśmy do salonu nadal przytuleni. 
-Harry?-zapytał smutno. Przytaknęłam tylko. Jackob z Harrym nigdy nie mogli się ze sobą dogadać. Zawsze się kłócili. Byli swoimi wrogami, od zawsze tylko nie wiem czemu. Próbowałam jakoś ich pogodzić czy coś, ale to było na marne. Nie lubiłam tego jak się kłócili, ale nic nie mogłam z tym zrobić. 
Chłopak objął mnie jeszcze mocniej. Czułam się trochę dziwnie, bo zwykle robił to Harry. Odsunęłam się i podeszłam do lodówki. Wyjęłam dwa piwa, jedno dla mnie drugie dla Jackoba. Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony. 
-TI ty pijesz?-zapytał smutno.
-Nie.-odpowiedziałam krótko. Na jego twarzy widziałam oszołomienie. Tak to fakt- nie pije nałogowo, ani  nic z tych rzeczy, ale czasami lubię się... hym... odstresować. Wzruszyłam ramionami i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Chłopak poszedł w moje ślady. W milczeniu oglądaliśmy jakiś film. W pewnym momencie zasnęłam. Nie wiem jak, ale obudziłam się w swoim łóżku. Wstałam, zrobiłam poranną toaletę, przebrałam się i poszłam do kuchni. Tam siedział Jackob z kubkiem kawy. 
-Hej, a ty jeszcze tu jesteś?-spytałam zdziwiona i potargałam mu przyjacielsko włosy. 
-Nie chciałem, żebyś została sama.
-Dziękuję.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-A ty jak się czujesz?-zapytał popijając kawę.
-Może być.-odpowiedziałam wbijając wzrok w podłogę.
-Mogę cię zostawić samą, bo muszę coś na mieście załatwić?-zapytał odstawiając kawę do zlewu. 
-Jasne, leć.-odpowiedziałam i usiadłam na krześle.
-Na pewno?-dopytywał.
-Na sto procent.-stwierdziłam z zadziornym uśmiechem.-Jeszcze raz dziękuję.-dodałam gdy Jackob stał przy drzwiach.
-Nie ma sprawy. Trzymaj się. Pa.-powiedział i wyszedł.
Powłóczyłam się do salonu i okryłam kocem. Leżałam tak i gapiłam się w sufit. Bawiłam się telefonem, gdy nagle na wyświetlaczu pojawił mi się tak dobrze znany mi numer. Znowu dzwonił Harry. Odważyłam się odebrać.
-Halo.-powiedziałam.
-Witaj, kochanie-powiedział z troską.
-Cześć Harry.-odpowiedziałam uśmiechając się sama do siebie.
-TI jeszcze raz tak bardzo przepraszam. Bardzo mocno za tobą tęsknie. Proszę nie gniewaj się na mnie.-powiedział załamanym głosem.
-Głuptasie oczywiście, że się na ciebie nie gniewam. Kocham cię Harry.
-Ja ciebie kocham mocniej.-powiedział drocząc się ze mną.
-Tak, tak jasne.-zaśmiałam się.
-TI przepraszam się, ale muszę kończyć, wiesz kolejna próba.-powiedział zmęczonym głosem.
-Dobrze, do usłyszenia.-powiedziałam i się rozłączyłam. Czar prysł. Znowu czułam pustkę. Przez cały dzień szwendałam się po domu i nie robiłam nic konkretnego. Poszłam wziąć prysznic, a potem położyłam się do łóżka. Sen przyszedł bardzo szybko. Śniła mi się tak dobrze mi znana buźka mojego ukochanego. Był taki uśmiechnięty, pełen życia. Wpatrywał się czule w jeden punkt. Potem dostrzegłam jakąś postać. O dziwo to byłam ja. To we mnie Harry się tak wpatrywał. 
Wstałam trochę w lepszym humorze niż wczoraj. Zrobiłam szybki prysznic, zrobiłam lekki prysznic i ubrałam się w letnią sukienkę, związałam włosy w koka. Postanowiłam przejść się dziś do sklepu, bo były lekkie braki w lodówce. Zjadłam jeszcze szybko dwa tosty i ubrałam buty. Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. 
-O cześć Jackob.-powiedziałam otwierając drzwi. 
-Witaj, piękna.-odpowiedział z zadziornym uśmiechem.-A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego.-powiedział wesoło. 
-O jejku Jackob...-zaczęłam, ale nie wiedziałam dokładnie co mam mu powiedzieć. Kompletnie zapomniałam o swoich urodzinach. 
-To dla ciebie.-powiedział i wręczył mi bukiet czerwonych róż.
-Oh... dziękuję.-odpowiedziałam i się do niego wtuliłam. Staliśmy tak przez chwilę, gdy nagle usłyszałam znaczące chrząknięcie, ale to nie zrobiłam ani ja, ani Jackob. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jego. Mojego ukochanego. Stał i obserwował mnie i Jackoba. Jego oczy wyrażały smutek, złość, smutek i tak na zmianę. Oderwałam się szybko od mojego przyjaciela. On zauważył Harrego. Nastąpiła ciążąca cisza.
-To może ja już pójdę. Pa TI.-stwierdził Jackob, odwrócił się i poszedł. 
-Harry...-szepnęłam. Stał z zaciśniętymi rękami odprowadzając wzrokiem mojego przyjaciela.-Czemu się na niego wściekasz?-zapytałam smutno i spuściłam wzrok.
-Bo... bo przez chwilę trzymał mój cały świat w swoich rękach. -odpowiedział z uczuciem już bez zdenerwowania. 
-Oh Harry...-zaczęłam.
-TI.-powiedział i mnie przytulił.-Tak bardzo tęskniłem.-nie mogłam powstrzymać łez. Hazza spojrzał się na mnie.-Przepraszam.-powiedział i zaczął składać pocałunki na mojej głowie i czole.-Proszę nie płacz przeze mnie.-odparł załamanym głosem, wycierając delikatnie łzy na moich policzkach.
-Nie płacze przez ciebie..-zaczęłam-płacze ze szczęścia, że znowu jesteś przy mnie.-odpowiedziałam i czule spojrzałam się na chłopaka.
-TI tak bardzo cię kocham.-odpowiedział, oderwał mnie od ziemi i zakręcił parę razy w powietrzu.
-Ja ciebie bardziej.-powiedziałam śmiejąc się. Weszliśmy do domu trzymając się za ręce. Zamknęliśmy drzwi i udaliśmy się do kuchni. 
-Na pewno jesteś głodny.-powiedziałam i zajrzałam do lodówki.- Muszę cię zmartwić, ale same pustki.-spojrzałam się na niego przepraszająco. 
-Jedzenie może poczekać.-powiedział podchodząc do mnie i uśmiechając się. Chłopak złapał mnie w pasie i uroczo uśmiechnął.-Kochanie...-zaczął. Nie przerywałam mu tylko zadziornie się na niego spojrzałam.-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.-szepnął i przygryzł płatek mojego ucha.-Mam coś dla ciebie.-dodał mrucząc w moją szyje. Nagle ukląkł na jedno kolano, wyjął ze spodni małe, czerwone pudełeczko, otworzył je, złapał mnie za rękę, spojrzał w oczy i zapytał:
-TI wyjdziesz za mnie?-spojrzał się na mnie tym swoim jednym z najpiękniejszych uśmiechów.
-Tak.-odpowiedziałam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak wstał i przytulił mnie czule do siebie. Wziął moją rękę i wsunął na palca piękny, lecz skromny pierścionek zaręczynowy. Pasował idealnie. Hazza wiedział, że taki będzie najlepszy. Jak zwykle, nie mylił się. 
Spojrzałam w jego oczy. Były przepełnione radością. Zobaczyłam jak pojedyncza łza spływa mu koło ust. Cmoknęłam go tam i starłam łezkę. On wykorzystał to i odwrócił się parę centymetrów, tak, żeby dotknąć moich ust. Teraz to on mnie pocałował. Na początku pocałunki były delikatne, później bardziej ostre i zachłanne. Podniósł mnie tak, że obwiązałam się nogami wokół jego bioder. Zaprowadził nas do sypialni. Położyliśmy się na łóżku, a nasze języki toczyły dziką bitwę. Chciałam być jeszcze bliżej niego. Złapałam ręką za jego loczki i przyciągnęłam do siebie. Rozsunął moją sukienkę, zjechał ręką na moje udo i skręcił do wewnątrz. Wiem czego on chciał, ja też tego pragnęłam. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie dźwięk domofonu. Na prawdę, akurat w takim momencie?!-myślałam wkurzona. 
-Co do cholery?-powiedział Harry i przerwał pocałunki.
-Mam iść sprawdzić?-zapytałam, wyrównując oddech.
-Ja sprawdzę.-powiedział wściekły, gdy po pomieszczeniu rozległo się kolejne dzwonienie.-Zaraz wrócę.-powiedział, pocałował przelotnie moje usta, wstał i wyszedł. Usiadłam na łóżku, zasunęłam z powrotem sukienkę i poprawiłam włosy- tak na wszelki wypadek. Wyszłam do Harrego. Widziałam jak stoi z założonymi rękami i z kimś dyskutuje. Podeszłam do niego i w drzwiach ukazały mi się tak dobrze znane mi buźki, że natychmiast na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cześć chłopaki.-powiedziałam mijając Harrego i podchodząc do nich.
-TI!-usłyszałam ich okrzyk radości. Szybko powstał grupowy uścisk. 
-Czemu nie wchodzicie?-zapytałam po chwili. Cała czwórka spojrzała się na Hazze. Wiedziałam o co mu chodzi, ale nie dałam po sobie tego poznać.-Wchodźcie.-powiedziałam stanowczo  i z uśmiechem. 
-TI..-usłyszałam zrezygnowany głos mojego narzeczonego.
-Harry przestań.-odpowiedziałam patrząc się na niego. Chłopacy spojrzeli się po sobie i Louis powiedział niepewnie:
-Przyszliśmy nie w porę?-już chciałam zaprzeczyć, gdy usłyszałam:
-Owszem.-powiedział poirytowany Harry. Chłopacy chyba domyślili się co nam przerwali i automatycznie na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Eee tam... To już nie będzie to samo. Dokończycie wieczorem.-powiedział uśmiechając się od ucha do ucha Niall i wszedł do środka, a za nim pozostali. 
-Jesteście okropni.-powiedziałam idąc za nimi, śmiejąc się.
-Za to nas kochasz.-krzyknął Zayn. Byli okropni, ale Zayn miał rację, kochałam tych wariatów. Złapałam Harrego za rękę i poprowadziłam za resztą. Pocałowałam go namiętnie w usta, żeby go trochę rozweselić.
-Ej zakochańce, gdzie jest coś do jedzenia?-usłyszałam głos blondyna.
-Muszę cię zmartwić, ale nie zdążyłam zrobić zakupów.
-To zamawiamy pizzę.-powiedział Liam i wyciągnął telefon. Wszyscy udaliśmy się do salonu i rozmawialiśmy o ich trasie koncertowej. Dużo się przy tym śmialiśmy. Oczywiście chłopacy nie zapomnieli o moich urodzinach. Złożyli mi życzenia, zaśpiewali i dali jakieś prezenty postanowiłam, że otworze je potem.
-Chłopacy...-zaczęłam. Wszyscy spojrzeli w moją stronę.-bo.. pobieramy się.-powiedziałam i spojrzałam na Harrego. Słyszałam oklaski i wiwaty. Każdy z chłopaków podeszła do mnie i Hazzy, żeby nam pogratulować. Harry uniósł mój podbródek i namiętnie pocałował. Znowu słyszałam krzyki zadowolenia chłopaków, ale ja skupiłam się teraz tylko na Hazzie.
-Kocham cię-szepnęłam przerywając pocałunek.
-Kocham cię-powtórzył Harry z wielkim uczuciem.
-My tez was kochamy!-krzyknęli chłopacy i się na nas rzucili.
-Idioci.-krzyknął śmiejąc się Styles. Potem było słychać tylko nasze śmiechy. To był najlepsze urodziny w moim życiu, z osobami których nie oddałabym za nic na świecie.


________________________________________________________________
PRZEPRASZAM... mam nadzieję, że nie zanudziłam was takim długim imaginem? Następnym razem postaram się pisać krótsze. :) Ale mam nadzieję, że wam się podobał. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam. :* Dziękuję za tyle wejść i komentarzy na moim blogu, jesteście cudowne! <3 
CZYTASZ=KOMETUJESZ <33 
P.S Życzę wam udanego weekendu. :* 

niedziela, 4 maja 2014

Niall... Rozdział trzeci

Heeeejo! Przybywa kolejny imagin! ;) Na początku chciałabym znowu podziękować za wszystkie komentarze. DZIĘKUJĘ KOCHANE! <3 <3 Jesteście niesamowite. *.* :* Mam jedno pytanie. Chciałybyście przy imaginach dostawać dedyki? :) Na tą chwile mam imaginy z: Harrym, Zaynem i Louisem. Przewiduję, że każdy imagin będzie miał co najmniej 2 rozdziały, więc chyba starczy. :* Jeśli chcecie piszcie komentarze z kim. <3   A teraz zapraszam do czytania i komentowania! :*



Wstałam bardzo wypoczęta. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że jestem u Nialla. Czyli jednak marzenia się spełniają. Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi na niespodzianki, jakie niesie nam los. Wydawało mi się, że wszystko co było złe minęło. W końcu mogłam czuć się szczęśliwa.
Podniosłam się z łóżka, na którym byłam sama, związałam włosy w roztrzepanego koka, poprawiłam ubrania, które zresztą należą do Nialla i wyszłam z pokoju. Od razu pokierowałam się do kuchni. Byłam prawie pewna, że właśnie tam go zastanę. Nie myliłam się. Siedział przy stole z kawą i czytał poranną gazetę. Wyglądał tak pięknie jak się nad czymś skupił.
-Hej.-powiedziałam i usiadłam na przeciwko niego.
-Witaj, piękna.-powiedział i lekko się zarumienił. Odwzajemniłam to uśmiechem.
-Chcesz może coś do jedzenia lub picia?-zapytał podchodząc do lodówki.
-A ty już jadłeś?-spytałam
-Nie, właśnie zamierzałem zrobić sobie jajecznice. Może ty też chcesz?-powiedział wyjmując jajka. Spojrzał się na mnie pytająco.
-Świetny pomysł.-odparowałam i wstałam żeby mu pomóc.
Po 15 minutach śniadanie było gotowe. Zastanawiałam się cały czas jak Niall może jeść tak dużo?! Nie wiem gdzie on to mieści. Zjedliśmy opowiadając sobie różne historie z naszego życia. W sumie ja dużo nie mówiłam, bo moja przeszłość nie wiązała się z czymś dobrym. Niall chyba wiedział, że nie mam ochoty o tym mówić, więc nie nalegał i opowiadał mi o sobie. Przez tą rozmowę dowiedziałam się o nim bardzo dużo.
Później poszłam się przebrać już w moje ubrania i zrobiłam poranną toaletę. Wyszłam z łazienki i poszłam do salonu. Niall leżał na kanapie. Gdy się na mnie spojrzał dostrzegłam nutę rozczarowania w jego oczach. Spojrzałam się na niego pytającym wzrokiem.
-Ładnie wyglądasz, ale.... w moich ciuchach ci lepiej.-stwierdził i zadziornie się uśmiechnął, wytykając język, dałam mu kuksańca w bok i mimowolnie się zaśmiałam.
-Nie będę chodziła cały czas w twoich ubraniach.-powiedziałam i usiadłam na fotelu.
-Czemu? Moja szafa jest do twojej dyspozycji.-stwierdził i puścił mi oczko. Nic nie odpowiedziałam tylko zaczęłam oglądać telewizje. Nie leciało nic ciekawego.
-A może przeszlibyśmy się na spacer.-zaproponował, podchodząc do mnie z uśmiechem.
-Musimy? Tak mi się nie chce.-marudziłam.
-Oj, chodź. Jest taka ładna pogoda. Nie będziemy siedzieć w domu.-odparł i pociągnął mnie za rękę.
-Głupek.-powiedziałam wytykając mu przyjaźnie język. On odpowiedział szerokim uśmiechem.
Szliśmy ramie w ramie śmiejąc się i opowiadając sobie różne historyjki. Przeszliśmy się do parku, a potem na lody. Oczywiście Niall nie pozwolił mi za siebie zapłacić. Prawdziwy dżentelmen- pomyślałam. Tak zleciał nam czas, aż do godziny 21.
Potem szliśmy nieznaną mi dotąd ulicą.
-TI ufasz mi?-zapytał nagle blondyn.
-Oczywiście, że tak.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-To zamknij oczy.-spojrzałam się pytająco na chłopaka.-Jeśli mi ufasz to zamknij oczy.-powtórzył z zadziornym uśmiechem.
-Oh Horan, Horan co ty ze mną zrobiłeś, że nie potrafię ci nawet odmówić.-powiedziałam zatapiając się w jego oczach.
-No wiesz, ma się ten urok osobisty.-zaśmiał się i złapał mnie za rękę. Śmiejąc się razem z nim dałam mu kuksańca w bok i na jego prośbę zamknęłam oczy. Prowadził mnie dość długo. Po drodze parę razy potknęłam się o coś przez co powodowało to napady śmiechu u chłopaka. Robiłam się coraz bardziej ciekawa, gdzie mnie zaprowadzi.
-Niall długo jeszcze?-narzekałam co chwilę.
-Może tak, może nie.-odpowiadał Irlandczyk, żeby mnie bardziej wkurzyć.
-Jesteś okropny wiesz?-zapytałam i wydęłam usta jak małe dziecko.
-A ty jesteś straszną marudą wiesz?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Wiem.-odpowiedziałam krótko. I zaśmiałam się sama do siebie.
-Teraz podnoś nogi do góry.-ostrzegł mnie i poczułam owiewające mnie ciepło.
-Nie proszę tylko nie schody. Nie ma tu windy?-zapytałam zmęczona.
-Maruuuuda.-powiedział znowu się ze mną drocząc. Niestety nie uzyskałam odpowiedzi na swoje pytanie. Szliśmy po schodach parę minut. Myślałam, że zaraz nie wytrzymam, gdy nagle poczułam jak po moim ciele przeszła chłodniejsza fala powietrza, co mnie trochę postawiło na nogi.
-Mogę otworzyć już oczy?-powiedziałam z uśmiechem.
-Poczekaj, jeszcze sekunda.-odpowiedział i poczułam jak odrywa swoją dłoń od mojej.-Policz do pięciu i otwórz oczy.-szepnął. Zrobiłam to co powiedział. Pięć... cztery... trzy... dwa... jeden... i otworzyłam oczy. Nagle zaparło mi dech w piersiach. Stałam na dachu wieżowca. Przed moimi oczami ukazał się piękny widok Londynu. Po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy szczęścia.
-Jakie to piękne.-szepnęłam. Po chwili poczułam ręce obwiązujące mnie w pasie.
-Niall...-zaczęłam.
-Tak?-zapytał i położył głowę na moim ramieniu. Spojrzałam się na niego słodko i zagryzłam wargę. Nie wiedziałam co chce mu powiedzieć. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Zatopiłam się w jego najpiękniejszych oczach na świecie.
-O czym myślisz.-zapytał nagle.
-O tobie.-odpowiedziałam i zaraz potem chciałam się walnąć za to, ale się powstrzymałam. Uśmiechnął się przecudnie. Odległość pomiędzy naszymi głowami coraz bardziej się zmniejszała. Po chwili blondyn przybliżył się tak, że złączył nasze usta. Jego wargi był ciepłe i aksamitne. Czułam się jak w niebie.
-Wiem, że to może być nie możliwe, że w takim krótkim czasie to się stało, ale kocham cię TI.-powiedział przerywając pocałunek.
-Wiem, bardzo nie możliwe, ale ja też cię kocham.-szepnęłam.-Z resztą... zawsze cię kochałam.-dodałam po chwili i spojrzałam przed siebie. Chłopak przeszedł tak, że teraz stał na przeciwko mnie. Ujął moją rękę i położył sobie na szyi. Podszedł bliżej i złapał mnie drugą ręką w tali. Przysunął mnie do siebie jak najbliżej mógł. Położyłam drugą rękę w taki sposób jaki zrobił to blondyn, a on złapał mnie dwiema rękami w tali. Spojrzał mi głęboko w oczy. A ja spoglądałam to na jego oczy to na jego usta. Chciałam, żeby mnie pocałował i chłopak chyba się domyślił, ale odwlekał to i zadziornie się uśmiechnął. Oparł czoło o moje. Był tak blisko, ale nadal odwlekał. Już prawie zetknęliśmy się ustami. Gdy nagle wyszeptał:
-Wiesz, że była winda?-powiedział i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Doprawdy?-odpowiedziałam przygryzając wargę i uśmiechnęłam się.
-Yhym...-mruczał. Trącił wargami moje usta i znowu się odsunął na jeden centymetr.
-A wiesz, że...-zaczął.
-Daj spokój. Weź mnie już pocałuj dobra?-powiedziałam zniecierpliwiona.
-A jak się nie zgodzę?-drażnił się ze mną.
-W takim razie sama cię pocałuję.-powiedziałam i złączyłam nasze wargi. Blondyn od razu oddał pocałunek tylko bardziej zachłanniej niż wcześniej. Nasze języki toczyły zaciętą walkę. Gdy skończyliśmy przytuliłam się do chłopaka on zrobił to samo.
-TI...-zaczął nagle.
-Tak Niall?
-Jesteś szczęśliwa?-zapytał i spojrzał się na mnie.
-Teraz już jestem.-odpowiedziałam patrząc mu się w oczy po czym znowu wtuliłam się w jego tors.
-Dziękuję ci Niall.-szepnęłam.
-To ja ci dziękuję.-powiedział i spojrzał się na mnie.
-Za co?-spytałam lekko zdziwiona.
-Za to, że mnie pokochałaś.-odpowiedział z uczuciem.
-Oh Niall...-zaczęłam, a po moim policzku spłynęła łza szczęścia.-Kocham cię.-dodałam. Otarł delikatnie moją łzę i powiedział:
-Ja cię kocham mocniej.-i złączył nasze usta w pocałunek. Nie chciałam się z nim kłócić więc się już nie odzywałam.  Kochałam go najmocniej na świecie. Dziękowałam Bogu, że zesłał mi takiego anioła jak Niall.
To było marzenie o którym nie miałam odwagi myśleć. A jednak się spełniło.



_____________________________________________________________________
Wiem trochę krótszy niż tamte, ale nie wiedziałam co jeszcze napisać, żeby go nie popsuć, więc postanowiłam go zostawić taki jaki jest. A jak wam się podobało? :) To ostatni rozdział z Niallem. Niedługo prawdopodobnie pojawi się imagin z Harrym. ;* Znowu prosiłabym o komentarze. :* Kocham waaas. <3 

8 komentarzy = kolejny imagin *_*


piątek, 2 maja 2014

Niall... Rozdział drugi!

Hej wszystkim! Na początku chciałabym podziękować za miłe komentarze to dla mnie na prawdę dużo znaczy. :-) Mam nadzieję, że wam się podoba miśki. :* Zapraszam do kolejnego imagina z Niallem. ;-)


Przez dalszą część drogi żadno z nas się nie odzywało. Ale nawet panująca cisza nikomu z nas nie przeszkadzała. Odczuwałam, że przy Niallu nie musimy rozmawiać, żeby czuć się dobrze. Wydawało mi się, że on czuł to samo. Po chwili blondyn skręcił w uliczkę i zaczął parkować.
-Chłopaków nie ma, będą dopiero jutro wieczorem, bo pojechali na jakieś tam spotkanie, więc na razie będziemy sami.-wytłumaczył. No tak zapomniałam, że oni mieszkają razem. Ale w sumie fajnie jest mieszkać z czwórką przyjaciół. Tylko, że miałam teraz większe wątpliwości co do propozycji Nialla.
-A co jeśli mnie nie zaakceptują? Ja naprawdę nie chce się narzucać. Może lepiej już pójdę?-zapytałam wysiadając z samochodu.
-Głuptasie, nawet tak nie mów zobaczysz, od razu cię polubią.-powiedział i szeroko się uśmiechną.-Chodź.-stwierdził nie przestając się uśmiechać.
Gdy weszliśmy do domu, szczerze mówiąc lekko mnie zamurowało. Wszystko było ładne, czyste. To dziwne jak na pięciu chłopaków.-pomyślałam.
-Chcesz zobaczyć swój pokój?-zapytał niebieskooki zmniejszając dystans pomiędzy nami. Pokiwałam twierdząco i lekko przygryzłam wargę. Chłopak wziął mnie za rękę i zaprowadził do jednego z pomieszczeń.
-To tu.-powiedział i otworzył drzwi.-A zaraz obok jest mój pokój więc jak będziesz czegoś potrzebować to przychodź śmiało.-dodał słodko się przy tym uśmiechając.
-Okey, zapamiętam.-puściłam mu oczko i się lekko uśmiechnęłam, a on zrobił to samo.-Wiem, że zrobiłeś już dla mnie naprawdę dużo, ale mogła bym się teraz trochę odświeżyć?- zapytałam trochę zawstydzona.
-Jasne, czuj się jak u siebie.-powiedział entuzjastycznie-Łazienka jest prosto i pierwsze drzwi po prawo.-wytłumaczył.
-Dziękuje.-powiedziałam, a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce, których niestety nie udało się ukryć.
Niall nic nie odpowiedział tylko podszedł do mnie i pocałował mnie delikatnie w czoło. A potem wyszedł. Przez moje ciało przeszedł zaskakująco miły dreszcz.
Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic, który sprawił, że się rozluźniłam. Potem rozczesałam swoje włosy, które były kasztanowe, grube, nieco kręcone i sięgały mi do łokci i postanowiłam, że zostawię je w lekkim nieładzie. Później ubrałam swój nocny strój czyli: koszulka na krótki rękaw i krótkie spodenki. Przejrzałam się jeszcze przelotnie w lustrze, głęboki oddech.... i wyszłam. Odłożyłam swoje rzeczy do torby i zaczęłam szukać Nialla. Znalazłam go dopiero w kuchni. No tak, a jak mogło by być inaczej?-pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Ustałam koło wejścia i przyglądałam się z ciekawością i lekkim rozbawieniem poczynaniom blondyna. Najwyraźniej próbował coś ugotować. Po chwili zauważył, że się mu przyglądam.
-No co? Czemu tak patrzysz?-zapytał z udawaną powagą.
-A tak, podziwiam mistrza w kuchni.-odpowiedziałam i wybuchnęłam śmiechem. Niall poszedł w moje ślady.
-Co ty tak gotujesz?-zapytałam nadal się uśmiechając i zajrzałam do garnka. Ale niestety nie odgadłam co to było za danie, więc spojrzałam pytająco na niebieskookiego.
-Eeej no naprawdę nie wiesz?-spytał rozczarowany i podrapał się po karku.
-No jakoś nie. Ale może mnie oświecisz?-zapytałam uspakajając trochę swoje rozbawienie.
-No więc to miało być coś podobnego do spaghetti i jak próbowałem to mi smakowało, ale jak nie chcesz to mogę zamówić pizze.-spytał trochę rozczarowany.
-Nie, spróbujmy co żeś tam upichcił.-powiedziałam szturchając go lekko w ramię. A na jego twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha.
-Dobrze to usiądź, a ja nam nałożę.-odparł dumny z siebie.
-Może w czymś pomogę?-zaoferowałam.
-Nie, nie trzeba dam sobie radę.-powiedział i puścił mi oczko. Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Po chwili przyszedł Niall i wręczył mi moją porcję.
-Mam nadzieję, że cię nie otruje.-powiedział z udawaną zgrozą w głosie, a potem znów zaczęliśmy się śmiać. Muszę przyznać, że te jego spaghetti było naprawdę dobre. Zjadłam swoją porcje, oczywiście Niall zjadł dwie duże, ale to było chyba normalne i poszłam po sobie pomyć naczynia. Później wróciłam do pokoju, ale blondyna już tam nie było. Zaczęłam sprawdzać inne pomieszczenia, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć.
-Niall!! Przestań się chować!!-wołałam. Nadal cisza. Trochę zaczynałam się bać.
-Niall to już nie jest zabawne!!-ponowiłam wołanie coraz bardziej zaniepokojona. Tym razem też nic. Wzięłam ze sobą po drodze patelnie  z kuchni (tak na wszelki wypadek). Została mi już tylko łazienka. Zapaliłam światło, otworzyłam drzwi i weszłam powoli do środka. Rozejrzałam się niepewnie po pomieszczeniu. Ale tam też go nie było. Nagle zgasło światło. Ktoś wytrącił mi mój "narząd" do samoobrony z ręki. Zaczęłam się panicznie bać. Poczułam jak ktoś łapie mnie z tyłu za biodra. Zaczęłam się drzeć.
-Ratuuuuunku!!! Pomooooocy!!!! Niaaaaall!!!-potem ktoś mnie puścił i usłyszałam głośny śmiech. Zapaliłam światło i pierwsze co zobaczyłam to Nialla leżącego na podłodze i płaczącego ze śmiechu.
-Człowieku czy ty chcesz żebym przez ciebie dostała zawału serca?!!!!-zapytałam zdenerwowana.-Wiesz jak mnie przestraszyłeś??!!-pytałam nadal wkurzona.
-Ja... ja... haha... gdyy... gdybyś widziała swoją minę haha.
-Ja prawie zawału dostałam, a ty mówisz o mojej minie?!-już trochę się uspokoiłam, ale nadal byłam na niego zła.
-N... noo przepraszam haha, ale nie mogłem się powstrzymać haha i jeszcze ta patelnia haha.-ledwo wykrztusił to zdanie. Faktycznie z tą patelnią to chyba przesadziłam, no, ale cóż.
-Idiota!-odpowiedziałam. Teraz mój jedyny cel to: zemsta.-pomyślałam śmiejąc się sama do siebie. Wykorzystując to, że Niall cały czas leżał i się śmiał zamknęłam nas w łazience na klucz, potem odłożyłam go na szafkę, podeszłam do prysznica, wzięłam słuchawkę, odkręciłam zimną wodę i powiedziałam.
-Czas na zemstę!-blondyn spojrzał się na mnie ze zdziwieniem, od razu zniknął jego śmiech, szybko wstał i chciał uciekać, ale zamiast tego zderzył się z drzwiami. Teraz to ja wybuchnęłam śmiechem, a potem przeszłam do realizacji planu. Skierowałam strumień z lodowatą wodą na niebieskookiego. Próbował uniknąć wody, ale niestety nie zbyt mu się to udało.
-Haha i co teraz?-pytałam cały czas w śmiechu.
-Dobrze poddaję się, wygrałaś!-krzyczał unosząc ręce do góry i wytkną mi język.
-Powiedz, że TI jest twoim mistrzem.-powiedziałam śmiejąc się z niego.
-Nie.-odpowiedział zadziornie.-
-To nie odpowiedziałam.-i dalej lałam go wodą.
-Okey, powiem, ale przestań.-mówił zasłaniając się rękoma przed wodą.-TI jest moim mistrzem.-powiedział i przyjaźnie się uśmiechnął. No okey, może już wystarczy-pomyślałam. Odwróciłam się, żeby zakręcić wodę, gdy nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali, a potem wchodzi ze mną do prysznica i zamyka od niego drzwiczki.
-Niall idioto proszę cię puść mnie, będę cała mokra!-krzyczałam.
-Ja się nigdy nie poddaje! A po drugie później dam ci coś suchego.-odpowiedział i odkręcił wodę.
-Oooo nie, nie proszę niee!!-krzyczałam śmiejąc się wniebogłosy.-Zobaczysz pożałujesz jeszcze tego.-powiedziałam szczerząc się do niego.
-Przestań.-mówiłam śmiejąc się i chowając głowę w jego tors.
-Powiedz, że Niall jest twoim mistrzem.-rozkazał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech zwycięstwa.
-Debil.-powiedziałam wytykając mu język.-Niall jest moim mistrzem.-wydukałam i dałam mu kuksańca w bok.
-Wygrałem.-szepnął mi do ucha i pocałował w skroń. Po moich policzkach rozlały się rumieńce. Spojrzałam się na niego i obdarzyłam lekkim uśmiechem. Jeszcze chwilę się tak posprzeczaliśmy i wyszliśmy cali mokrzy. Posprzątaliśmy w łazience i postanowiliśmy się przebrać w suche ubrania.
-Chodź.-wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą. Nie sprzeciwiałam się tylko poszłam za nim. Weszliśmy do jego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że stało tam dwuosobowe łóżko, duża szafa i niewielki kącik, w którym stało biurko, na nim laptop, a koło tego dwie gitary.
-Masz, przebierz się w to i przyjdź do salonu.-powiedział zadziornie-A i obiecuję, że się nie schowam.-powiedział wychodząc, a potem słyszałam jak się zaśmiał. No tak było się z czego śmiać-pomyślałam i zaczęłam się przebierać. Niall dał mi swój biały T-shirt i luźne szare spodnie dresowe ze ściągaczami na dole. Trochę było to za duże, ale dobrze się w tym czułam. A włosy? Znowu mokre. Dobra nie ważne-pomyślałam i poszłam do salonu. Rzeczywiście tym razem blondyn nigdzie się nie schował. Siedział na kanapie i oglądał telewizje. Był już przebrany w suche ubrania.
-Jestem.-powiedziałam siadając koło niego.-Co oglądasz?-zapytałam z ciekawością.
-Szczerze? Nie wiem przed chwilą coś włączyłem, ale to nic konkretnego.-powiedział normalnym tonem, ale widziałam po nim, że coś ukrywa.
-T.I-powiedział nagle.
-Tak?-spojrzałam się na niego z uśmiechem. A on nagle wstał i ustał na przeciwko mnie.
-No, bo dziś są twoje urodziny i pomyślałem, że może ci je jakoś umilę.-powiedział niepewnie-No i mam dla ciebie taki drobiazg.-sięgną po małe pudełeczko ze stołu, spojrzał się na mnie i wręczył mi je do ręki. Na początku byłam trochę zdziwiona, ale otworzyłam opakowanie. Moim oczom ukazałam się piękna złota bransoletka z napisem: Dreams Come True.
-Ale kiedy ją kupiłeś?-spytałam zaskoczona, wpatrując się w przedmiot.
-No jak poszłaś się umyć to pobiegłem szybko do sklepu obok i ekspedientka doradziłam mi to.-powiedział uśmiechając się i zagryzł wargi.
-Niall, ale ja nie mogę tego przyjąć-powiedziałam zamykając pudełeczko.
-Dlaczego, nie podoba ci się?-zapytał smutno.
-Nie. Bransoletka jest piękna i jeszcze ten napis, nie mogłeś trafić lepiej, ale to musiało kosztować fortunę. Ja naprawdę nie mogę tego wziąć.-powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Ej no nie rób mi tego.-usiadł znowu koło mnie tym razem tak, że dotykaliśmy się ciałami.-Naprawdę zależy mi na tym. Chciałbym żebyś zaczęła wszystko od początku. Jeśli któregoś dnia możesz być szczęśliwa, to dlaczego nie zaczniesz od dziś?-zapytał z uczuciem obejmując mnie ramieniem.
-Boże Niall jak ja ci się odwdzięczę?-zapytałam i wtuliłam się do chłopaka.
-Odwdzięczasz się tym, że jesteś.-powiedział i pocałował mnie w skroń.
-Dziękuje.-powiedziałam słodko i spojrzałam się na blondyna.
-To ja dziękuje.-odpowiedział i oparł się o oparcie kanapy pociągając tym samym mnie. Siedziałam tak oparta o tors Nialla i zamknęłam oczy.
Czy ja na to zasłużyłam? Czy mój koszmar się skończył? Czy zacznę nowe, lepsze życie z Niallem u boku? Przez myśl przelatywały mi setki pytań. Postanowiłam, że na razie nie będę zaprzątać sobie tym głowy. Rozkoszowałam się tą chwilą i perfumami które czułam od niebieskookiego. Mmm... ten zapach był piękny.
Byłam już bardzo zmęczona. Sen był kwestią czasu. Niall chyba to wyczuł, bo wziął mnie na ręce, zaniósł do pokoju i położył delikatnie na łóżku.
-Śpij dobrze.-powiedział i pocałował mnie w czoło. Gdy wyszedł czułam, że brakuje mi go. Nie mogąc zasnąć wstałam i poszłam do pokoju Nialla. Cichutko otworzyłam drzwi i zapytałam:
-Niall śpisz?
-Nie, a coś się stało?-zapytał podchodząc do mnie.
-Nie mogę zasnąć.-pożaliłam się. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do łóżka.
-No to chodź.-powiedział zadowolony, zaprowadził do swojego łóżka i przykrył mnie kołdrą.-A prawie bym zapomniał-powiedział nagle. Sięgną do nocnej szafki i coś wyciągną. Po chwili poczułam jak to coś obwiązuje mój nadgarstek. No tak to była bransoletka. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. To było bardzo miłe i wzruszające.
-Niall jeszcze raz dziękuje. Dziękuje ci za wszystko. Za to, że teraz jesteś przy mnie i, że pomogłeś mi nie tracić nadziei.-powiedziałam całując go w policzek.
-Zawsze możesz na mnie liczyć.-oznajmił mi słodko i odwrócił się na bok w moją stronę.- A teraz głuptasie mój, idź już spać.-zaśmiał się, trącił palcem mój nos i zamknął oczy.
-Dobranoc.-powiedziałam czule spoglądając się na chłopaka i sama zamknęłam oczy. Po chwili poczułam jego rękę na moim biodrze. Nie byłam do końca pewna czy wiedział co robi, czy to było pod wpływem snu. W każdym razie nie przeszkadzało mi to. W końcu zmorzył mnie sen.

~~Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei.~~


___________________________________________________________________
I jak? Podoba się? Mam nadzieję, że tak. Jeśli tu jesteś to proszę o komentarz. :*
7 komentarzy = kolejny Imagin! :-)

czwartek, 1 maja 2014

Niall... Rozdział pierwszy!

~~Miłość jest luksusem, na który możesz sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy twoi wrogowie zostaną wyeliminowani. Do tego czasu, wszyscy których kochasz to zakładnicy , wysysający z ciebie odwagę i nie pozwalający ci podejmować rozsądnych decyzji.~~
Czy w dzisiejszych czasach miłość w ogóle coś oznacza? Czy można powiedzieć, że miłość jest najważniejsza w życiu? Czy może dla niektórych "KOCHAM CIĘ" to tylko puste słowa? Albo jeszcze inni tak jak w moim przypadku nie potrafią kochać, bo nikt ich tego nie nauczył. Spytacie dlaczego? To proste!
Jesteś wychowywana w rodzinie zastępczej do której trafiłaś mając 3 lata, ponieważ twoi rodzice zginęli w wypadku  samochodowym. Nie masz rodzeństwa, przyjaciół, ani bliższej rodziny. Wszyscy, których znasz są wobec ciebie obojętni. A przybrani rodzice? Traktują cię jak powietrze. Jedyne co dawało poczucie szczęścia- to muzyka. Miałaś jeden swój ulubiony zespół. To on sprawiał, że choć na chwilę mogłaś poczuć się w pewien sposób zrozumiana. Marzyłaś, aby pojechać na ich koncert który odbędzie się w twojej okolicy za dwa tygodnie. Ale niestety nigdy nie będzie ci dane usłyszeć ich pięknego głosu na żywo. To wszystko wymaga dużych pieniędzy, których nie da się zarobić pracując w małym sklepiku za rogiem.
Czasami zastanawiam się za co los mnie tak skarał? Co ja takiego zrobiłam, że zostałam tak potraktowana? Czy moje życie stanie się kiedyś lepsze, czy kiedyś dla kogoś choć na chwilę stanę się ważna i choć na chwilę sprawi, że poczuje się przez kogoś kochana? Nie raczej nie, ale chyba trochę się już z tym pogodziłam. Z dnia na dzień co raz bardziej uświadamiałam sobie, że moje życie zawsze będzie tak wyglądało.
Dokładnie dzień po koncercie skończę 18 lat, wyprowadzę się i tylko to się zmieni, ponieważ dalej będę sama. To przerażające, ale po tylu latach człowiek potrafi się już z tym trochę oswoić. Nikomu nie życzyłam tego co przytrafiło się mi. Uważałam, że nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
Pomimo tego, że zostałam wychowana w taki sposób, a nie inny to postanowiłam, że nie będę taka jak oni.
Chciałam w życiu coś osiągnąć. Co prawda w szkole miałam dobre stopnie. Mówiłam też biegle po angielsku, to był mój ulubiony przedmiot. Ale to wszystko zawdzięczałam moim idolom. Wiem, że bez nich nie była bym dość silna, żeby temu wszystkiemu stawić czoło.
Niektórzy nastolatkowie tną się z różnych powodów, ale moim zdaniem to nie ma sensu. Czy okaleczanie się może w jakiś sposób nam pomóc? Czy jest w stanie uleczyć wszystkie rany, które powstały w sercu?  Czy poczujemy jakąś ulgę? Zmieni się tylko to, że przez chwilę zapomnimy o bólu psychicznym, zamieniając go na ból fizyczny. Ale to będzie trwało tylko parę minut, a potem... potem wróci to samo. Moim zdaniem zostanie tylko ślad blizn na ciele, ale nie pozbędziemy się przez to problemów, z którymi sobie nie radzimy.
~~Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać, żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.~~

~~tydzień później~~
Wzeszło już słońce, które swoim jasnymi promieniami obudziło mnie. Tak kolejny dzień czas zacząć. Rutyna- tak mogłam nazwać swoje życie. Jeden plus w tym wszystkim to, to, że dziś pierwszy dzień wakacji.
-TI!! Razem z twoim ojcem wychodzimy, nie będzie nas dość długo.-krzyknęła moja zastępcza mama, a ja nawet nie zdążyłam odpowiedzieć tylko usłyszałam zamykające się drzwi.
-Okey.-powiedziałam po ciuchu sama do siebie. Wstałam, wzięłam czyste ubrania, poszłam do łazienki umyć się i przebrać. Później poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wzięłam klucze i wyszłam zamykając po drodze drzwi. Idąc ulicą patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy tryskają radością, cieszą się z życia. Dlaczego ja tak nie umiałam? Czemu dla mnie wszystko było identyczne, czarno-białe, bez żadnego wyrazu? Weszłam do najbliższej kawiarni i kupiłam sobie coś do jedzenia. Po posiłku napiłam się jeszcze herbaty, zapłaciłam za wszystko i wyszłam.

Wracając do domu zbytnio się nie śpieszyłam. Nie miałam po co, dla kogo. Postanowiłam powłóczyć się trochę po mieście. Idąc ulicą zobaczyłam wielki plakat i od razu zachciało mi się płakać. No tak już jutro koncert ONE DIRECTION!! A ja nie mogłam na niego iść. Wiadomość o tym, że byli tak blisko, a ja nie mogłam ich zobaczyć była chyba dla mnie najgorsza w tym okresie.
-Życie nigdy nie było i nie będzie sprawiedliwe, ale czasami przegina.-szepnęłam.
Wyjęłam telefon, założyłam słuchawki i puściłam muzykę na cały regulator. Oczywiście puściłam coś z repertuaru  One Direction. Muzyka nie zawsze pomoże, ale czasami przynajmniej pocieszy.
Nie mając już ochoty nawet na spacer wróciłam do domu. Odpaliłam laptop i usiadłam na łóżku.
Za dwa dni moje urodziny. Ciekawe czy ktoś będzie o tym pamiętał. Zbytnio nie obchodziło mnie to, ale w głębi duszy miałam cień nadziei. Sprawdziłam  Facebooka, Twittera i Instagrama. Nie działo się nic ciekawego. Wyłączyłam laptopa. Położyłam się i zasnęłam.

~~Dwa dni później~~
Głośne odgłosy wydawane przez kosiarkę z ogrodu sąsiadów nie pozwoliły mi dłużej spać. Chcąc czy nie zwlokłam się z łóżka.
-Jupi dziś moje urodziny.-powiedziałam sama do siebie z sarkazmem. Ubrałam mój ulubiony zestaw ubrań jaki miałam i zeszłam powoli na dół. Ku mojemu zdziwieniu w domu panowała głucha cisza. Na stole leżała karteczka z taką o to treścią:
Musieliśmy wyjść. Nie czekaj z kolacją.- Alice.
No tak wiecznie po za domem. Ze względu na to, że była już piętnasta (trochę długo spałam) wzięłam trochę swojego kieszonkowego, swoją ulubioną książkę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Wyszło na to, że swoją osiemnastkę będę świętować sama.
Poszłam do kawiarni. Zamówiłam sobie herbatę, jakieś ciastko i usiadłam do stolika. Wyjęłam swój pamiętnik, który zawsze miałam pod ręką i zaczęłam pisać. Żaliłam się w nim na cały świat. Dosłownie na wszystko.


Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.
Po wszystkich rzeczach, które w jakiś sposób chciałam z siebie wyrzucić, postanowiłam trochę poczytać. Wyjęłam książkę i zaczęłam lekturę.
Tak się zaczytałam, że na dworze zdążyło się już trochę ściemnić. Była godzina 20, więc postanowiłam już wracać. Nie śpieszyłam się jakoś szczególnie, nie chciałam wracać tam gdzie byłam niedostrzegana wiedziałam, że nic dobrego się nie wydarzy, ale wierzyłam, że może jednak nie zapomnieli. Może tylko czekali na odpowiedni moment?
-Wróciłam!-krzyknęłam wchodząc do domu. Nikt mi nie odpowiedział. Słyszałam głosy wydobywające się z telewizora. Weszłam do pokoju i zobaczyłam Willa śpiącego na kanapie i Alice gotującą jakieś jedzenie. 
-Już jestem.-ponowiłam swoją wypowiedź.
-Mhm.-powiedziała, i nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi, a ja nie dowierzałam w to co przed chwilą się stało.
-Masz mi dopowiedzenia tylko zwykłe "Mhm"!? Nie interesuje cię co robiłam cały dzień? Dlaczego nie było mnie w domu tyle czasu?!-dopytywałam podniesionym głosem.
-No w sumie to nie, ale jak ci tak bardzo zależy to mów.-Jednak za wysoko ich oceniałam.
-Wiesz, bo tak się składa, że dziś są moje cholerne, osiemnaste urodziny, a wy jak zwykle to olaliście! Macie mnie gdzieś, to co czuję, przeżywam, nic was to nie interesuje i zresztą nigdy nie interesowało!  Will by całymi dniami siedział z dupą przed telewizorem, a ciebie wiecznie nie ma! Ja naprawdę starałam się żebyśmy się jakoś dogadali, nie wiem spróbowali żyć jakoś normalnie, a wy nic, totalnie mieliście to gdzieś!! Traktowaliście mnie jak jakiegoś śmiecia! Nienawidzę was!!-wykrzyczałam jej to wszystko prosto w twarz. Chciałam żeby wiedziała to co myślałam. Ze łzami w oczach chciałam pobiec do swojego pokoju, ale na drodze staną mi Will. Bez chwili przemyślenia podszedł do mnie i dał mi z liścia. Zachwiałam się lekko.
-Nigdy więcej nie będziesz darła się na swoją matkę!-krzyknął. O nie tego było za wiele-pomyślałam.
-Ona nigdy nie była i nie będzie moją matką, a ty nigdy nie byłeś i nie będziesz moim ojcem!-krzyknęłam mu prosto w twarz i uciekłam do pokoju. Szybko spakowałam swoje rzeczy (nie miałam ich zbyt dużo, więc zmieściłam je w podręcznej torbie), wszystkie swoje pieniądze jakie udało mi się zebrać i wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi.
Biegłam tak szybko na ile było mnie stać. Chciałam uciec od tego miejsca jak najdalej. Skręciłam w uliczkę prowadzącą do parku, usiadłam na jednej z ławek i dałam upust swoim emocją. Zaczęłam płakać. Byłam bezsilna, bez dachu nad głową, bez żadnego wsparcia, bez nikogo kto by mi teraz pomógł. Byłam sama.
Znowu założyłam słuchawki i puściłam muzykę jak najgłośniej się dało. Nie obchodziło mnie to co mówią ludzie, którzy przechodzą obok mnie. Przykryłam się małym kocykiem, który został mi jeszcze po moich biologicznych rodzicach. Cały czas miałam do niego jakiś sentyment. Zrobiło mi się już trochę cieplej, ale nadal łzy ciekły ciurkiem po mojej twarzy. Było już ciemno, jedyne światło wydobywało się z latarni, a księżyc prawie w ogóle nie dawał o sobie znać. Nogi podciągnęłam do klatki piersiowej, a twarz schowałam w kolanach. Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Było coraz zimniej. Myślałam, że z tego wszystkiego zaraz usnę. Po chwili usłyszałam odgłos oddychania za plecami. Na początku przestraszyłam się, że to jakiś morderca, albo gwałciciel, ale teraz mój los był dla mnie obojętny, nie obchodziło mnie to co się ze mną stanie. Siedziałam nieruchoma w takiej pozycji jak wcześniej i tylko czekałam na najgorsze. Ale zamiast tego usłyszałam tylko:
-Co taka dziewczyna jak ty robi sama w środku nocy w parku?-zapytał nieznajomy miłym i spokojnym głosem. Potem wyczułam zapach męskich perfum, muszę przyznać, że mam słabość do takich zapachów. Nie wiedząc co odpowiedzieć i jak się zachować siedziałam cicho.
-Od razu mówię, że nie musisz się mnie bać, nie zrobię ci żadnej krzywdy.-uprzedził ciepło. Nie wiem czemu, ale jego głos przynosił mi takie.... ukojenie.
-Chcesz pogadać? Naprawdę możesz mi zaufać.-dodał nagle.
-Tsa jasne, jakiś obcy chłopak zaczepia mnie w parku i chce, żebym mu się wyżaliła. To trochę nietypowe, nie uważasz?- wydukałam z rozbawionym sarkazmem.
-No ja wiem, to trochę dziwnie brzmi, ale ja naprawdę chcę pomóc.-powiedział.
-Mi się nie da pomóc.-odpowiedziałam.
-Może chociaż spróbuję?-nie miał chyba zamiaru odpuścić.
-W jaki sposób mi niby chcesz pomóc?! Dasz radę ożywić moich rodziców? Sprawić, żeby moje życie było lepsze i prostsze? Żebym miała kogoś kto mnie wysłucha i wesprze, żebym w końcu nie była sama? Nie. Więc uwierz mi daruj sobie to wszystko, idź do domu i zapomnij, że w ogóle coś takiego miało dziś miejsce.-odpowiedziałam ponurym głosem.
-Nie, nie zostawię cię tutaj samej!-powiedział lekko podniesionym głosem.-Proszę cię daj sobie pomóc.-powiedział już spokojnie.
Co niby masz do stracenia?  Czemu chociaż raz nie możesz komuś powiedzieć tego co czujesz, jak zostałaś potraktowana przez wszystkich ludzie dookoła?-podpowiadała moja druga ja.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? No to słuchaj.-powiedziałam to niby od niechcenia.-Zacznę od samego początku.-uprzedziłam- Mając 3 lata moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Później trafiłam do "rodziny" zastępczej, która traktowała mnie jak śmiecia. Tak naprawdę można powiedzieć, że zostałam na świecie sama. Nie mam przyjaciół, nie mam nikogo. Dziś są moje urodziny i moi przybrani rodzice to olali. Pokłóciłam się z nimi, wykrzyczałam wszystkie żale jakie do nich miałam. Potem Will mnie uderzył. Wtedy nie wytrzymałam i uciekłam z domu. A na dodatek wszystkiego wczoraj był koncert One Direction mojego ulubionego zespołu i nie było mnie tam.- Opowiedziałam mu wszystkie szczegóły mojego cholernego życia.
-Najgorzej jest w momentach, w których siedzisz, zżerasz tonami czekoladę i trzymasz w dłoniach telefon z nadzieją na jakikolwiek odzew od kogokolwiek. To się nazywa samotność, której nie jesteś w stanie przezwyciężyć. Włączasz tą samą piosenkę po raz setny i nie widzisz sensu w kilku następnych godzinach, czasami nawet dniach, miesiącach. To jest ta pieprzona samotność.-dodałam.
Gdy skończyłam mówić emocje przejęły nade mną kontrole i znowu zaczęłam płakać, cały czas siedząc w jednej i tej samej pozycji. Chłopak nagle przysunął się do mnie i mnie przytulił, a ja położyłam głowę na jego torsie, po czym przytulił mnie jeszcze mocniej. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że mogę mu zaufać.
-Ciiiiiiii....... już wszystko dobrze, już nigdy więcej nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję-uspokajał mnie- Nie zasłużyłaś na to wszystko.-dodał, ale raczej sam do siebie niż do mnie. Gdy trochę się już uspokoiłam nieznajomy zaczął mówić:
-Wiem, że to pytanie trochę nie na miejscu, ale wcześniej wspomniałaś coś o koncercie One Direction, lubisz ich?-zapytał. Tak rzeczywiście to było dziwne pytanie w tym momencie, ale odpowiedziałam:
-Oni są najważniejsi w moim życiu. To oni sprawiali, że daje radę codziennie rano się budzić i stawić czoło temu wszystkiemu. Wiem, że to może dziwnie brzmi, bo znam ich jedynie ze strony medii i gazet, to jest może niewiele, ale dla mnie to w jakieś części wystarczające. Ich teksty piosenek wyrażają tyle, że nic dodać nic ująć, są perfekcyjne tak jak zresztą sami chłopcy. Mogę z nich brać przykład, są dla mnie wzorem. Drogowskazem, który pokazuje mi jaką ścieżką mam iść. Najjaśniejszą gwiazdą na niebie, która nadaje sens nocy. Są dla mnie jak powietrze, potrzebne do oddychania, bez którego nie mogę żyć. Jednym słowem są dla mnie... wszystkim.-powiedziałam, a on nie przerwał mi ani razu tylko z uwagą słuchał.
-To miło, że właśnie oni są dla ciebie wsparciem. Powinni to bardziej doceniać-stwierdził ponuro.
-Moim zdaniem oni doceniają wszystkich swoich fanów. Nie chce się wtrącać w ich życie prywatne,bo to nie moja sprawa ale czasami jest mi ich trochę szkoda, bo z tego co wiem boją się, że spotkają takie osoby w swoim życiu które będą tylko z nimi dla sławy i pieniędzy. Ale wcale im się nie dziwię. Postaw się w ich sytuacji. Jesteś gwiazdą, poznajesz dziewczynę dla której zrobiłbyś wszystko, a potem okazuje się, że cię tylko wykorzystała. Co byś zrobił?-powiedziałam
-Załamałbym się pewnie i moje życie nie miało by sensu.-powiedział trochę przybity.
-No więc widzisz. Naprawdę z całego serca życzę im, żeby poznali takie osoby, które będą z nimi dla nich, a nie ze względu bycia w 1D. Wierzę w to, że  Zayn i Perrie, Liam i Sopnia, Louis i Eleanor to osoby które będą ze sobą szczęśliwe do końca życia. A Niallowi i Harremu życzę, żeby znaleźli swoją drugą połówkę ostrożnie i z rozwagą. No właśnie mój kochany Niall. Ah... naprawdę życzę mu jak najlepiej. Będę się cieszyła jego szczęściem. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek go skrzywdził.-powiedziałam ze łzami w oczach.
-To w takim razie ja nie pozwolę, żeby ktokolwiek skrzywdził ciebie.-powiedział z uczuciem w głosie, a ja nierozumiejąca zbytnio o co mu chodzi pierwszy raz od naszego spotkania spojrzałam na chłopaka.
Po chwili zamurowało mnie. Nie, przecież to nie możliwe- kłóciłam się ze samą sobą. To nie możliwe, że Niall, tak Niall Horan właśnie mnie przytulał i rozmawiał ze mną jak gdyby nigdy nic, a ja opowiedziałam mu o całym swoim życiu, o tym co myślałam o One Direction,co myślałam i nim. Odruchowo wstałam z ławki. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie potrafiłam określić z jakiego powodu. Odsunęłam się jeszcze parę kroków odwróciłam się i usiadłam po turecku na ziemi. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale to był chyba taki impuls. Znowu się rozkleiłam. Schowałam swoją twarz w dłonie i szlochałam. Nagle poczułam, że ktoś odciąga moje ręce, aby ujrzeć moją twarz. To był Niall.
-Dlaczego płaczesz?-spytał po cichu. Zapadła głucha cisza. Blondyn siedział cały czas przede mną i patrzył prosto w moje oczy. Zebrałam w sobie odwagę i powiedziałam cały czas szlochając:
-Z jednej strony tak bardzo się cieszę, że cię spotkałam, to najlepsza rzecz jaka w życiu mi się przytrafiła, ale z drugiej strony boję się, że to tylko piękny sen, który zaraz pęknie jak bańka mydlana. A wtedy nie dała bym sobie rady, nie wytrzymała bym tego wszystkiego.-powiedziałam ledwo wykrztuszając z siebie słowa.
Niebieskooki wstał, podnosząc tym samym mnie z ziemi. Jedną ręką złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a drugą złapał lekko za mój podbródek i tym samy sprawił, że patrzyłam się wprost w jego piękne oczy.
-Patrz. Jestem widzisz?-przytaknęłam głową-Jestem i będę już na zawsze, rozumiesz?-powiedział i przytulił mnie, a ja zrobiłam to samo. Staliśmy chyba już tak 10 minut. Zaczęło padać, mocno padać.
-Choć zawiozę cię do siebie, mam jeden pokój wolny. Jest do twojej dyspozycji.-Powiedział nagle Niall.
-Ale... ale ja nie mogę. Nie mam wystarczająco pieniędzy. Nie będę miała jak ci się odwdzięczyć. Ja...
-Ciii...- przerwał mi-Odwdzięczysz się tym, że będziesz.-powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.
-A...-chciałam coś powiedzieć, ale znowu mi nie pozwolił.
-Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.-powiedział. Objął mnie jedną ręką w tali, w drugą wziął moją torbę i zaprowadził do swojego samochodu. Jechał cały czas skupiając się wyłącznie na mnie.
-Mama powiedziała mi kiedyś, że każdy ma swojego anioła, że każdy ma i będzie go miał, a ja właśnie spotkałem swojego.-powiedział patrząc się na mnie z uczuciem. Nie wiedziałam co powiedzieć więc odpowiedziałam tylko proste:
-Dziękuję.- i pocałowałam go w policzek.
Po drodze rozmyślałam o tym wszystkim co się wydarzyło przed chwilą. Przecież on to wielka gwiazda, a ja zwykła dziewczyna bez dachu nad głową.

~~Kiedy jakieś drzwi do szczęścia się zamykają, otwierają się inne. Ale my zostajemy przed zamkniętymi i wpatrujemy się w nie tak długo i mocno, że nie zauważamy otwartego obok okna.~~


_________________________________________________________________
Jak wam się podoba pierwszy rozdział? Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Proszę o szczere komentarze. :-)
5 komentarzy = następny imagin :* 




Wstęp!

Hej! Mam na imię Agata i postanowiłam założyć bloga z imaginami One Direction. Będę dodawała je w zależności od tego czy będą wam się podobać. Zapraszam do czytania. :) Komentarze zawsze mile widziane. :*