sobota, 17 maja 2014

Louis... Rozdział pierwszy!

Heeeeeeej! :* Jak wam mija dzionek? Wyspaliście się? :-D Ja nie zbyt, no, ale cóż. :) Już półtora miesiąca do wakacji!!!! *.* Ooo tak... :) Dobra już nie przedłużam. Zapraszam na imagin z Louisem. <3 Jeśli są jakieś błędy z góry przepraszam. :p 

Dedyk dla:   nobody's_girl   :*



Nastał piękny, nowy dzień. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam dłońmi twarz. Odwróciłam lekko głowę na drugą stronę łóżka. Tam pojawiła się piękna buźka mojego ukochanego. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Skanowałam jego twarz kawałek po kawałku. Gdy dotarłam do ust zatrzymałam wzrok na dłuższą chwilkę. Przybliżyłam się do niego i jak najlżej, aby go nie obudzić cmoknęłam przelotnie w usta. Gdy się odchyliłam do wcześniejszej pozycji Louis poruszył się.
-Mmm...co za miłe powitanie.-wymamrotał z lekką chrypą po śnie.
-Oj... przepraszam nie chciałam cię obudzić.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nic nie szkodzi.-odpowiedział i przeciągnął się na łóżku. Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Zatopiłam się w jego oczach.
-To co mamy dziś w planach?-zapytał zaciekawiony.
-Szczerze to myślałam, że ty coś zaproponujesz.-odpowiedziałam leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit.-Już wiem! Możemy dziś sobie poleniuchować.-dodałam po chwili. I spojrzałam na chłopaka. On patrzył się na mnie z roześmianym wyrazem twarzy.
-Hym... kusząca propozycja.-mruknął-Bardzo kusząca.-szepnął mi do ucha. Przewrócił się na brzuch i podparł łokciami.-Ale może przeszlibyśmy się gdzieś?-zaproponował bawiąc się moimi włosami.
-Musimy?-zapytałam rozczarowana, że mój plan nie wypali.
-Tak.-odpowiedział zadziornie, pocałował mnie w czoło i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i ustał na przeciwko mnie. Spojrzałam się pytająco. Nic nie odpowiedział tylko wyciągnął ręce w geście, pokazującym mi, że mam wstać.
-Jeszcze minutkę.-powiedziałam przekręcając się na drugi bok.
-O nie, nie. Wystarczy tego dobrego. Już. Wstawaj.-powiedział rozbawiony, biorąc mnie na ręce.
-Jesteś okropny, wiesz?-wymamrotałam krzyżując ręce na piersi.
-Ale i tak mnie kochasz.-stwierdził zadziornie się uśmiechając, niosąc mnie do kuchni.
-Wiem.-powiedziałam niby to od niechcenia, ale miałam wielką ochotę spojrzeć się teraz na niego i go pocałować.
-Jesteś piękna jak się tak denerwujesz.-stwierdził uśmiechając się słodko i postawił mnie na ziemi. Usiadłam na kuchennym krześle. Otuliłam się rękami, ponieważ było mi trochę zimno. Chłopak wyszedł z pomieszczenia i po chwili znowu się pojawił, ale miał w ręku bluzę.
-Proszę.-powiedział ciepło i podszedł do mnie pomagając założyć mi jego bluzę.
-Dziękuję.-odpowiedziałam podnosząc się z krzesła i całując go w policzek. Louis złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego, po czym on zrobił to samo.
-Kocham cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Wiem.-powiedział zadziornie i pocałował mnie w usta.-Kocham cię.-dodał pomiędzy pocałunkami.
-Naprawdę?-droczyłam się z nim.
-Tak.-powiedział całując mnie po szyi. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka z komórki Lou.
-Czy nawet w sobotę nie możemy mieć czasu dla siebie?-jęknęłam niepocieszona.
-Zaraz wracam.-powiedział, pocałował mnie przelotnie w czoło i poszedł do salonu. Poszłam za nim. Ustałam w progu salonu i czekałam, aż skończy rozmowę.
-Nie, wykluczone!-kłócił się z kimś.-Powiedziałeś, że weekend mam wolny!-rozmawiał odwrócony w stronę okna tak, że chyba nie zauważył mojej obecności.-Ale ja nie mogę! Ja już tak nie chcę!-mówił bardzo zdenerwowany.-Nie rozumiesz, że ja kocham TI, a nie ją!-krzyknął. "Domyśliłam się o co chodzi i byłam gotowa na wszystko, ale nie na to. Dlaczego teraz? Czemu oni musieli nam to robić?!"-krzyczałam w myślach.-Proszę cię, nie dzisiaj.-mówił zrozpaczony Louis.-zapadła cisza.-Zapamiętaj robię to ostatni, cholerny raz! Rozumiesz?!-powiedział po chwili i się rozłączył. Odwrócił się w moją stronę. Widziałam, że nie jest mu łatwo.
-Przepraszam...-powiedział podchodząc do mnie. Po chwili zorientowałam się, że po moich oczach spływają łzy.
-Dlaczego?-powiedziałam ledwo wydobywając z siebie jakikolwiek odgłos. Wielka gula w gardle nie pozwalała mi wymówić cokolwiek więcej.
-Przepraszam...-powtórzył i złapał mnie za ręce. Gdy spojrzałam na jego twarz dopiero teraz zauważyłam, że on też płacze. Byłam wściekła i załamana, ale nie mogłam zostawić go teraz samego, bo przecież to nie jest jego wina.
-Louis...-zaczęłam przytuliłam go mocno. Nie chciałam go puszczać.
-Skarbie, tak bardzo przepraszam.-powiedział i zaczął całować mnie po głowie.
-To nie twoja wina.-odpowiedziałam nadal smutna. Uniósł mój podbródek i zaczął wycierać łzy z mojego policzka.
-Za ile tu będzie?-zapytałam z obrzydzeniem.
-Za pół godziny.-odpowiedział przybity.
-Idź się szykować.-powiedziałam odchylając się trochę od niego.-Zrobię śniadanie.-dodałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam dwa tosty dla chłopaka i do tego kawę, a sobie tylko herbatę. Po chwili przyszedł Tommo. Miał na sobie sweter i rurki. Usiadł na krześle obok mnie.
-A ty nic nie zjesz?-zapytał zmartwiony.
-Nie jestem głodna.-odpowiedziałam chyba trochę zbyt ostro. Przecież to nie jego wina.-Kiedy będziesz?-zapytałam już trochę spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Pewnie wieczorem.-odpowiedział z niechęcią. Podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i schowałam głowę w kolanach. Tylko nie płacz, tylko nie płacz...-powtarzałam w myślach. Nagle poczułam jak Louis mnie podnosi. Usadowił mnie sobie na kolanach, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Jego zapach był taki aksamitny, taki męski. Objęłam go i ręce położyłam na jego łopatkach, a on położył swoje ręce na moich plecach i mocno przytulił. Czułam się taka bezpieczna. Nie chciałam, żeby sobie teraz wychodził. Nagle rozległ się dźwięk domofonu. Czar prysł. Siedzieliśmy cały czas w takiej samej pozycji, gdy znowu rozległ się ten nieznośny dźwięk.
-Musisz iść.-powiedziałam wstając z jego kolan.
-Ale ja nie chce.-powiedział i złapał mnie za rękę.
-Wiem kochanie, wiem. Ale musisz.-powiedziałam prowadząc go do przedpokoju. Usłyszeliśmy pukanie.
-Już idę!-krzyknął w stronę drzwi, zdenerwowany chłopak.
-Kocham cię.-powiedział chłopak całując mnie w usta.
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam oddając pocałunek. Louis założył buty i podszedł do drzwi.
-Dziękuję za śniadanie.-powiedział uśmiechając się do mnie. Próbowałam to odwzajemnić, ale chyba bardziej wyszedł mi z tego grymas niż uśmiech.
-Wrócę najszybciej jak się da.-powiedział chwytając za klamkę.
-Dobrze.-powiedziałam i oparłam się o ścianę korytarza.
-To ja idę. Pa.-powiedział otwierając drzwi.
-Pa.-odpowiedziałam. Obserwowałam jak mój mężczyzna wychodzi z domu. Spojrzał się na mnie ostatni raz i zamknął drzwi. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno. Od razu tego pożałowałam. Widok mojego Louisa z inną był okropny. Nienawidziłam tych momentów, a one zdarzały się co raz częściej. Nikomu nie było łatwo, a szczególnie mi i Lou. A jego producentów to nie obchodziło. Mówili, że tak musi być. Po prostu super. Gdy zobaczyłam jak ona łapie go za rękę. Nie wytrzymałam znowu się rozkleiłam. Widziałam jak Louis spojrzał się w okno przepraszającym wzrokiem. Chyba wiedział, że tam jestem. Widziałam jak jego do wszystko dobija. Gdy był z nią musiał naklejać na twarz maskę zadowolenia, żeby nikt nie poznał jak jest w środku rozdarty. Wszyscy oprócz mnie i chłopaków z zespołu nabierali się na to.


Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jak oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa. 


________________________________________________________
I jak wam się podoba? :) Wiem troszeczkę, krótszy niż zwykle...ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobało. :* Chcecie, żebym jutro dodała kolejną część? :* Kto chce dedyk do kolejnego imagina? Piszcie w komentarzach. Życzę Wam miłego weekendu kochani... :**

Komentujesz = Bardzo motywujesz <3 

3 komentarze:

  1. ooo, no bardzo ciekawy temat :D
    i dziękuję za dedyk <33333
    czekam na następny :* mój będzie pewnie dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny :) heh xD Czekam na następny :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmm super Aga *.* Czekam na next :****

    OdpowiedzUsuń