Czy w dzisiejszych czasach miłość w ogóle coś oznacza? Czy można powiedzieć, że miłość jest najważniejsza w życiu? Czy może dla niektórych "KOCHAM CIĘ" to tylko puste słowa? Albo jeszcze inni tak jak w moim przypadku nie potrafią kochać, bo nikt ich tego nie nauczył. Spytacie dlaczego? To proste!
Jesteś wychowywana w rodzinie zastępczej do której trafiłaś mając 3 lata, ponieważ twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Nie masz rodzeństwa, przyjaciół, ani bliższej rodziny. Wszyscy, których znasz są wobec ciebie obojętni. A przybrani rodzice? Traktują cię jak powietrze. Jedyne co dawało poczucie szczęścia- to muzyka. Miałaś jeden swój ulubiony zespół. To on sprawiał, że choć na chwilę mogłaś poczuć się w pewien sposób zrozumiana. Marzyłaś, aby pojechać na ich koncert który odbędzie się w twojej okolicy za dwa tygodnie. Ale niestety nigdy nie będzie ci dane usłyszeć ich pięknego głosu na żywo. To wszystko wymaga dużych pieniędzy, których nie da się zarobić pracując w małym sklepiku za rogiem.
Czasami zastanawiam się za co los mnie tak skarał? Co ja takiego zrobiłam, że zostałam tak potraktowana? Czy moje życie stanie się kiedyś lepsze, czy kiedyś dla kogoś choć na chwilę stanę się ważna i choć na chwilę sprawi, że poczuje się przez kogoś kochana? Nie raczej nie, ale chyba trochę się już z tym pogodziłam. Z dnia na dzień co raz bardziej uświadamiałam sobie, że moje życie zawsze będzie tak wyglądało.
Dokładnie dzień po koncercie skończę 18 lat, wyprowadzę się i tylko to się zmieni, ponieważ dalej będę sama. To przerażające, ale po tylu latach człowiek potrafi się już z tym trochę oswoić. Nikomu nie życzyłam tego co przytrafiło się mi. Uważałam, że nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
Pomimo tego, że zostałam wychowana w taki sposób, a nie inny to postanowiłam, że nie będę taka jak oni.
Chciałam w życiu coś osiągnąć. Co prawda w szkole miałam dobre stopnie. Mówiłam też biegle po angielsku, to był mój ulubiony przedmiot. Ale to wszystko zawdzięczałam moim idolom. Wiem, że bez nich nie była bym dość silna, żeby temu wszystkiemu stawić czoło.
Niektórzy nastolatkowie tną się z różnych powodów, ale moim zdaniem to nie ma sensu. Czy okaleczanie się może w jakiś sposób nam pomóc? Czy jest w stanie uleczyć wszystkie rany, które powstały w sercu? Czy poczujemy jakąś ulgę? Zmieni się tylko to, że przez chwilę zapomnimy o bólu psychicznym, zamieniając go na ból fizyczny. Ale to będzie trwało tylko parę minut, a potem... potem wróci to samo. Moim zdaniem zostanie tylko ślad blizn na ciele, ale nie pozbędziemy się przez to problemów, z którymi sobie nie radzimy.
~~Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać, żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.~~
~~tydzień później~~
Wzeszło już słońce, które swoim jasnymi promieniami obudziło mnie. Tak kolejny dzień czas zacząć. Rutyna- tak mogłam nazwać swoje życie. Jeden plus w tym wszystkim to, to, że dziś pierwszy dzień wakacji.
-TI!! Razem z twoim ojcem wychodzimy, nie będzie nas dość długo.-krzyknęła moja zastępcza mama, a ja nawet nie zdążyłam odpowiedzieć tylko usłyszałam zamykające się drzwi.
-Okey.-powiedziałam po ciuchu sama do siebie. Wstałam, wzięłam czyste ubrania, poszłam do łazienki umyć się i przebrać. Później poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wzięłam klucze i wyszłam zamykając po drodze drzwi. Idąc ulicą patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy tryskają radością, cieszą się z życia. Dlaczego ja tak nie umiałam? Czemu dla mnie wszystko było identyczne, czarno-białe, bez żadnego wyrazu? Weszłam do najbliższej kawiarni i kupiłam sobie coś do jedzenia. Po posiłku napiłam się jeszcze herbaty, zapłaciłam za wszystko i wyszłam.
Wracając do domu zbytnio się nie śpieszyłam. Nie miałam po co, dla kogo. Postanowiłam powłóczyć się trochę po mieście. Idąc ulicą zobaczyłam wielki plakat i od razu zachciało mi się płakać. No tak już jutro koncert ONE DIRECTION!! A ja nie mogłam na niego iść. Wiadomość o tym, że byli tak blisko, a ja nie mogłam ich zobaczyć była chyba dla mnie najgorsza w tym okresie.
-Życie nigdy nie było i nie będzie sprawiedliwe, ale czasami przegina.-szepnęłam.
Wyjęłam telefon, założyłam słuchawki i puściłam muzykę na cały regulator. Oczywiście puściłam coś z repertuaru One Direction. Muzyka nie zawsze pomoże, ale czasami przynajmniej pocieszy.
Nie mając już ochoty nawet na spacer wróciłam do domu. Odpaliłam laptop i usiadłam na łóżku.
Za dwa dni moje urodziny. Ciekawe czy ktoś będzie o tym pamiętał. Zbytnio nie obchodziło mnie to, ale w głębi duszy miałam cień nadziei. Sprawdziłam Facebooka, Twittera i Instagrama. Nie działo się nic ciekawego. Wyłączyłam laptopa. Położyłam się i zasnęłam.
~~Dwa dni później~~
Głośne odgłosy wydawane przez kosiarkę z ogrodu sąsiadów nie pozwoliły mi dłużej spać. Chcąc czy nie zwlokłam się z łóżka.
-Jupi dziś moje urodziny.-powiedziałam sama do siebie z sarkazmem. Ubrałam mój ulubiony zestaw ubrań jaki miałam i zeszłam powoli na dół. Ku mojemu zdziwieniu w domu panowała głucha cisza. Na stole leżała karteczka z taką o to treścią:
Musieliśmy wyjść. Nie czekaj z kolacją.- Alice.
No tak wiecznie po za domem. Ze względu na to, że była już piętnasta (trochę długo spałam) wzięłam trochę swojego kieszonkowego, swoją ulubioną książkę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Wyszło na to, że swoją osiemnastkę będę świętować sama.
Poszłam do kawiarni. Zamówiłam sobie herbatę, jakieś ciastko i usiadłam do stolika. Wyjęłam swój pamiętnik, który zawsze miałam pod ręką i zaczęłam pisać. Żaliłam się w nim na cały świat. Dosłownie na wszystko.
Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.
Po wszystkich rzeczach, które w jakiś sposób chciałam z siebie wyrzucić, postanowiłam trochę poczytać. Wyjęłam książkę i zaczęłam lekturę.
Tak się zaczytałam, że na dworze zdążyło się już trochę ściemnić. Była godzina 20, więc postanowiłam już wracać. Nie śpieszyłam się jakoś szczególnie, nie chciałam wracać tam gdzie byłam niedostrzegana wiedziałam, że nic dobrego się nie wydarzy, ale wierzyłam, że może jednak nie zapomnieli. Może tylko czekali na odpowiedni moment?
-Wróciłam!-krzyknęłam wchodząc do domu. Nikt mi nie odpowiedział. Słyszałam głosy wydobywające się z telewizora. Weszłam do pokoju i zobaczyłam Willa śpiącego na kanapie i Alice gotującą jakieś jedzenie.
-Już jestem.-ponowiłam swoją wypowiedź.
-Mhm.-powiedziała, i nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi, a ja nie dowierzałam w to co przed chwilą się stało.
-Masz mi dopowiedzenia tylko zwykłe "Mhm"!? Nie interesuje cię co robiłam cały dzień? Dlaczego nie było mnie w domu tyle czasu?!-dopytywałam podniesionym głosem.
-No w sumie to nie, ale jak ci tak bardzo zależy to mów.-Jednak za wysoko ich oceniałam.
-Wiesz, bo tak się składa, że dziś są moje cholerne, osiemnaste urodziny, a wy jak zwykle to olaliście! Macie mnie gdzieś, to co czuję, przeżywam, nic was to nie interesuje i zresztą nigdy nie interesowało! Will by całymi dniami siedział z dupą przed telewizorem, a ciebie wiecznie nie ma! Ja naprawdę starałam się żebyśmy się jakoś dogadali, nie wiem spróbowali żyć jakoś normalnie, a wy nic, totalnie mieliście to gdzieś!! Traktowaliście mnie jak jakiegoś śmiecia! Nienawidzę was!!-wykrzyczałam jej to wszystko prosto w twarz. Chciałam żeby wiedziała to co myślałam. Ze łzami w oczach chciałam pobiec do swojego pokoju, ale na drodze staną mi Will. Bez chwili przemyślenia podszedł do mnie i dał mi z liścia. Zachwiałam się lekko.
-Nigdy więcej nie będziesz darła się na swoją matkę!-krzyknął. O nie tego było za wiele-pomyślałam.
-Ona nigdy nie była i nie będzie moją matką, a ty nigdy nie byłeś i nie będziesz moim ojcem!-krzyknęłam mu prosto w twarz i uciekłam do pokoju. Szybko spakowałam swoje rzeczy (nie miałam ich zbyt dużo, więc zmieściłam je w podręcznej torbie), wszystkie swoje pieniądze jakie udało mi się zebrać i wybiegłam z domu zatrzaskując drzwi.
Biegłam tak szybko na ile było mnie stać. Chciałam uciec od tego miejsca jak najdalej. Skręciłam w uliczkę prowadzącą do parku, usiadłam na jednej z ławek i dałam upust swoim emocją. Zaczęłam płakać. Byłam bezsilna, bez dachu nad głową, bez żadnego wsparcia, bez nikogo kto by mi teraz pomógł. Byłam sama.
Znowu założyłam słuchawki i puściłam muzykę jak najgłośniej się dało. Nie obchodziło mnie to co mówią ludzie, którzy przechodzą obok mnie. Przykryłam się małym kocykiem, który został mi jeszcze po moich biologicznych rodzicach. Cały czas miałam do niego jakiś sentyment. Zrobiło mi się już trochę cieplej, ale nadal łzy ciekły ciurkiem po mojej twarzy. Było już ciemno, jedyne światło wydobywało się z latarni, a księżyc prawie w ogóle nie dawał o sobie znać. Nogi podciągnęłam do klatki piersiowej, a twarz schowałam w kolanach. Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Było coraz zimniej. Myślałam, że z tego wszystkiego zaraz usnę. Po chwili usłyszałam odgłos oddychania za plecami. Na początku przestraszyłam się, że to jakiś morderca, albo gwałciciel, ale teraz mój los był dla mnie obojętny, nie obchodziło mnie to co się ze mną stanie. Siedziałam nieruchoma w takiej pozycji jak wcześniej i tylko czekałam na najgorsze. Ale zamiast tego usłyszałam tylko:
-Co taka dziewczyna jak ty robi sama w środku nocy w parku?-zapytał nieznajomy miłym i spokojnym głosem. Potem wyczułam zapach męskich perfum, muszę przyznać, że mam słabość do takich zapachów. Nie wiedząc co odpowiedzieć i jak się zachować siedziałam cicho.
-Od razu mówię, że nie musisz się mnie bać, nie zrobię ci żadnej krzywdy.-uprzedził ciepło. Nie wiem czemu, ale jego głos przynosił mi takie.... ukojenie.
-Chcesz pogadać? Naprawdę możesz mi zaufać.-dodał nagle.
-Tsa jasne, jakiś obcy chłopak zaczepia mnie w parku i chce, żebym mu się wyżaliła. To trochę nietypowe, nie uważasz?- wydukałam z rozbawionym sarkazmem.
-No ja wiem, to trochę dziwnie brzmi, ale ja naprawdę chcę pomóc.-powiedział.
-Mi się nie da pomóc.-odpowiedziałam.
-Może chociaż spróbuję?-nie miał chyba zamiaru odpuścić.
-W jaki sposób mi niby chcesz pomóc?! Dasz radę ożywić moich rodziców? Sprawić, żeby moje życie było lepsze i prostsze? Żebym miała kogoś kto mnie wysłucha i wesprze, żebym w końcu nie była sama? Nie. Więc uwierz mi daruj sobie to wszystko, idź do domu i zapomnij, że w ogóle coś takiego miało dziś miejsce.-odpowiedziałam ponurym głosem.
-Nie, nie zostawię cię tutaj samej!-powiedział lekko podniesionym głosem.-Proszę cię daj sobie pomóc.-powiedział już spokojnie.
Co niby masz do stracenia? Czemu chociaż raz nie możesz komuś powiedzieć tego co czujesz, jak zostałaś potraktowana przez wszystkich ludzie dookoła?-podpowiadała moja druga ja.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? No to słuchaj.-powiedziałam to niby od niechcenia.-Zacznę od samego początku.-uprzedziłam- Mając 3 lata moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Później trafiłam do "rodziny" zastępczej, która traktowała mnie jak śmiecia. Tak naprawdę można powiedzieć, że zostałam na świecie sama. Nie mam przyjaciół, nie mam nikogo. Dziś są moje urodziny i moi przybrani rodzice to olali. Pokłóciłam się z nimi, wykrzyczałam wszystkie żale jakie do nich miałam. Potem Will mnie uderzył. Wtedy nie wytrzymałam i uciekłam z domu. A na dodatek wszystkiego wczoraj był koncert One Direction mojego ulubionego zespołu i nie było mnie tam.- Opowiedziałam mu wszystkie szczegóły mojego cholernego życia.
-Najgorzej jest w momentach, w których siedzisz, zżerasz tonami czekoladę i trzymasz w dłoniach telefon z nadzieją na jakikolwiek odzew od kogokolwiek. To się nazywa samotność, której nie jesteś w stanie przezwyciężyć. Włączasz tą samą piosenkę po raz setny i nie widzisz sensu w kilku następnych godzinach, czasami nawet dniach, miesiącach. To jest ta pieprzona samotność.-dodałam.
Gdy skończyłam mówić emocje przejęły nade mną kontrole i znowu zaczęłam płakać, cały czas siedząc w jednej i tej samej pozycji. Chłopak nagle przysunął się do mnie i mnie przytulił, a ja położyłam głowę na jego torsie, po czym przytulił mnie jeszcze mocniej. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że mogę mu zaufać.
-Ciiiiiiii....... już wszystko dobrze, już nigdy więcej nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję-uspokajał mnie- Nie zasłużyłaś na to wszystko.-dodał, ale raczej sam do siebie niż do mnie. Gdy trochę się już uspokoiłam nieznajomy zaczął mówić:
-Wiem, że to pytanie trochę nie na miejscu, ale wcześniej wspomniałaś coś o koncercie One Direction, lubisz ich?-zapytał. Tak rzeczywiście to było dziwne pytanie w tym momencie, ale odpowiedziałam:
-Oni są najważniejsi w moim życiu. To oni sprawiali, że daje radę codziennie rano się budzić i stawić czoło temu wszystkiemu. Wiem, że to może dziwnie brzmi, bo znam ich jedynie ze strony medii i gazet, to jest może niewiele, ale dla mnie to w jakieś części wystarczające. Ich teksty piosenek wyrażają tyle, że nic dodać nic ująć, są perfekcyjne tak jak zresztą sami chłopcy. Mogę z nich brać przykład, są dla mnie wzorem. Drogowskazem, który pokazuje mi jaką ścieżką mam iść. Najjaśniejszą gwiazdą na niebie, która nadaje sens nocy. Są dla mnie jak powietrze, potrzebne do oddychania, bez którego nie mogę żyć. Jednym słowem są dla mnie... wszystkim.-powiedziałam, a on nie przerwał mi ani razu tylko z uwagą słuchał.
-To miło, że właśnie oni są dla ciebie wsparciem. Powinni to bardziej doceniać-stwierdził ponuro.
-Moim zdaniem oni doceniają wszystkich swoich fanów. Nie chce się wtrącać w ich życie prywatne,bo to nie moja sprawa ale czasami jest mi ich trochę szkoda, bo z tego co wiem boją się, że spotkają takie osoby w swoim życiu które będą tylko z nimi dla sławy i pieniędzy. Ale wcale im się nie dziwię. Postaw się w ich sytuacji. Jesteś gwiazdą, poznajesz dziewczynę dla której zrobiłbyś wszystko, a potem okazuje się, że cię tylko wykorzystała. Co byś zrobił?-powiedziałam
-Załamałbym się pewnie i moje życie nie miało by sensu.-powiedział trochę przybity.
-No więc widzisz. Naprawdę z całego serca życzę im, żeby poznali takie osoby, które będą z nimi dla nich, a nie ze względu bycia w 1D. Wierzę w to, że Zayn i Perrie, Liam i Sopnia, Louis i Eleanor to osoby które będą ze sobą szczęśliwe do końca życia. A Niallowi i Harremu życzę, żeby znaleźli swoją drugą połówkę ostrożnie i z rozwagą. No właśnie mój kochany Niall. Ah... naprawdę życzę mu jak najlepiej. Będę się cieszyła jego szczęściem. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek go skrzywdził.-powiedziałam ze łzami w oczach.
-To w takim razie ja nie pozwolę, żeby ktokolwiek skrzywdził ciebie.-powiedział z uczuciem w głosie, a ja nierozumiejąca zbytnio o co mu chodzi pierwszy raz od naszego spotkania spojrzałam na chłopaka.
Po chwili zamurowało mnie. Nie, przecież to nie możliwe- kłóciłam się ze samą sobą. To nie możliwe, że Niall, tak Niall Horan właśnie mnie przytulał i rozmawiał ze mną jak gdyby nigdy nic, a ja opowiedziałam mu o całym swoim życiu, o tym co myślałam o One Direction,co myślałam i nim. Odruchowo wstałam z ławki. Do moich oczu napłynęły łzy. Nie potrafiłam określić z jakiego powodu. Odsunęłam się jeszcze parę kroków odwróciłam się i usiadłam po turecku na ziemi. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale to był chyba taki impuls. Znowu się rozkleiłam. Schowałam swoją twarz w dłonie i szlochałam. Nagle poczułam, że ktoś odciąga moje ręce, aby ujrzeć moją twarz. To był Niall.
-Dlaczego płaczesz?-spytał po cichu. Zapadła głucha cisza. Blondyn siedział cały czas przede mną i patrzył prosto w moje oczy. Zebrałam w sobie odwagę i powiedziałam cały czas szlochając:
-Z jednej strony tak bardzo się cieszę, że cię spotkałam, to najlepsza rzecz jaka w życiu mi się przytrafiła, ale z drugiej strony boję się, że to tylko piękny sen, który zaraz pęknie jak bańka mydlana. A wtedy nie dała bym sobie rady, nie wytrzymała bym tego wszystkiego.-powiedziałam ledwo wykrztuszając z siebie słowa.
Niebieskooki wstał, podnosząc tym samym mnie z ziemi. Jedną ręką złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, a drugą złapał lekko za mój podbródek i tym samy sprawił, że patrzyłam się wprost w jego piękne oczy.
-Patrz. Jestem widzisz?-przytaknęłam głową-Jestem i będę już na zawsze, rozumiesz?-powiedział i przytulił mnie, a ja zrobiłam to samo. Staliśmy chyba już tak 10 minut. Zaczęło padać, mocno padać.
-Choć zawiozę cię do siebie, mam jeden pokój wolny. Jest do twojej dyspozycji.-Powiedział nagle Niall.
-Ale... ale ja nie mogę. Nie mam wystarczająco pieniędzy. Nie będę miała jak ci się odwdzięczyć. Ja...
-Ciii...- przerwał mi-Odwdzięczysz się tym, że będziesz.-powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.
-A...-chciałam coś powiedzieć, ale znowu mi nie pozwolił.
-Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.-powiedział. Objął mnie jedną ręką w tali, w drugą wziął moją torbę i zaprowadził do swojego samochodu. Jechał cały czas skupiając się wyłącznie na mnie.
-Mama powiedziała mi kiedyś, że każdy ma swojego anioła, że każdy ma i będzie go miał, a ja właśnie spotkałem swojego.-powiedział patrząc się na mnie z uczuciem. Nie wiedziałam co powiedzieć więc odpowiedziałam tylko proste:
-Dziękuję.- i pocałowałam go w policzek.
Po drodze rozmyślałam o tym wszystkim co się wydarzyło przed chwilą. Przecież on to wielka gwiazda, a ja zwykła dziewczyna bez dachu nad głową.
~~Kiedy jakieś drzwi do szczęścia się zamykają, otwierają się inne. Ale my zostajemy przed zamkniętymi i wpatrujemy się w nie tak długo i mocno, że nie zauważamy otwartego obok okna.~~
Jak wam się podoba pierwszy rozdział? Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Proszę o szczere komentarze. :-)
5 komentarzy = następny imagin :*
Super!!! Czekam na następną częśc,a tymczasem zapraszam do mnie http://onesighonedream.blogspot.com
OdpowiedzUsuńCudowny xD
OdpowiedzUsuńPiękny !!! Czekam na następny
OdpowiedzUsuńJest cudowny !! <33 Czekam na następną część :***
OdpowiedzUsuńale fajnie, jestem piąta :D
OdpowiedzUsuńMordo, tekst jest super :D dzięki, że do mnie napisałaś ;)
Będę wpadać, masz moje słowo i już Cię dodaję do obserwowanych :*