A teraz przejdźmy do spraw związanych z blogiem! No więc tak, ostatnie dwa imaginy były trochę krótkie, ale takie było moje założenie, ponieważ chciałam sprawdzić czy go czytacie. Jak się okazało jest parę osób, którym podoba się to co piszę. Aczkolwiek zakładając tego bloga myślałam, że będzie wyglądało to troszeczkę inaczej. No, ale nic na to nie poradzę. :) Może coś robię źle? Już sama nie wiem. :c Jeśli macie do mnie jakieś pytania, podpowiedzi czy cokolwiek to piszcie, albo w komentarzach, albo na mojego aska ------> http://ask.fm/Agaaaa124
A teraz zapraszam do czytania! <3
_____________________________________________________________________
W życiu istnieją, rzeczy o które warto walczyć do samego końca...
*Oczami Harrego*
Gdy TI zasnęła cały czas myślałem o tym co jej się stało i kto mógł jej to zrobić. W tym momencie dziękowałem Bogu, że nie mamy żadnej trasy koncertowej lub nagrań. Mogłem na spokojnie zająć się TI.
Leżąc tak skanowałem jej ciało kawałek po kawałku i dopatrywałem się kolejnych siniaków. Zacisnąłem oczy i oparłem głowę o łóżko. Widok mojej dziewczyny w takim stanie był przerażający. Nie da się opisać tego co właśnie czułem... Jest już trzynasta, a TI nadal śpi to trochę nie podobne do niej, bo ona jest takim rannym ptaszkiem, ale jak obiecałem będę cały czas obok niej. Zamknąłem oczy i spróbowałem się zdrzemnąć. Dziesięć minut później wiedziałem, że nie dam rady zasnąć, więc spojrzałem na bladą twarzyczkę TI. Wyglądała tak niewinnie, jak ktoś mógł ją tak skrzywdzić?!-pytałem samego siebie.
Po pół godzinie TI nagle się poruszyła. Otworzyła powoli oczy rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu, a potem przeniosła wzrok na mnie.
*Oczami TI*
Otworzyłam oczy z wielkim oporem i sprawdziłam gdzie jestem. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam tak dobrze mi znane pomieszczenie. Mój wzrok zatrzymał się na dłużej na osobie, którą tak bardzo kochałam, a jednak tak bardzo skrzywdziłam. W moich oczach pojawiły się łzy. Chciałam już tylko, aby mocno mnie przytulił, ale gdy podniosłam rękę od razu syknęłam, ponieważ poczułam straszny ból.
-TI musimy jechać do lekarza.-powiedział mój ukochany i z niepokojem spojrzał na moją rękę.
-Nie Harry. Nie musimy i nie pojedziemy.-odpowiedziałam unikając jego wzroku.
-TI to tylko szpital nie zrobią ci nic strasznego. Obejrzą twoje rany przepiszą leki i wrócimy do domu.-mówił z troską.
-Harry nic mi nie jest. Zostaję w domu.-powiedziałam tak, aby w końcu zakończyć ten temat. Harry nagle wstał obszedł łóżko i ukucnął przy mnie.
-W takim razie...-zaczął niepewnie-...TI powiesz mi co ci się stało?-zapytał i spojrzał mi w oczy. Na samą myśl o wczorajszym zdarzeniu po moich policzkach spłynęły łzy. Chciałam być twarda, ale już nie mogłam. Powoli za pomocą Hazzy podniosłam się do pozycji siedzącej.
Patrzyłam przed siebie uświadamiając sobie okrutną prawdę. A z oczu płynęły niezatrzymane łzy.
-Przepraszam cię Harry.-zaczęłam od tych jakże banalnych, a jakże znaczących dla mnie słów. Spojrzałam na niego. Wytarł leciutko moje łzy, a ja złapałam jego rękę, położyłam na kolanie i trzymałam tak, aby mnie nie puścił.
-Przepraszam, że zachowywałam się jak totalna idiotka i egoistka. Wiem, że było ci bardzo ciężko, ale przeżywałam to razem z tobą. Na prawdę. Chciałam chronić ciebie i chłopaków, a przede wszystkim ciebie. Gdyby nie to, to prawdopodobnie nie patrzyłabym teraz na ciebie. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam cię stracić. Przepraszam, że musiałeś tak cierpieć.-mówiłam szlochając. W moim gardle wyrosła wielka klucha. Styles trzymał mnie jeszcze mocniej niż wcześniej.
-Kochanie, ale.... ale kto ci to zrobił? O co chodzi? Przed czym chciałaś mnie chronić? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale proszę powiedz mi wszystko.-powiedział zmartwiony. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Pewnego dnia poszłam do parku. Usiadłam na ławce. Nie wiem czemu, ale wtedy przez cały dzień czułam się... obserwowana, ale gdy tylko się rozejrzałam nikogo nie było. Tego dnia w parku nie było żywego ducha. Siedziałam tak sobie gdy nagle poczułam coś zimnego i ostrego przy szyi. Potem zorientowałam się, że to nóż. Nie miałam jak uciec, nikt mi nie mógł wtedy pomóc, nikogo przy mnie wtedy nie było, oprócz jego...-powiedziałam z obrzydzeniem-....groził mi, że jeśli nie będę robiła tego co mi każe to ucierpi na tym najbliższa dla mnie osoba. Nie musiałam zgadywać wiedziałam, że tu chodzi o ciebie, albo o kogoś z chłopaków lub mojej rodziny. Nie mogłam na to pozwolić. Obiecał, że jeśli będę go słuchać to nic się nie stanie, ale jeśli spróbuję komuś o tym powiedzieć, albo zadzwonić na policje to mnie zabije. Cały dzień siedziałam u niego i modliłam się, żeby tylko przeżyć. Wieczorem mnie wypuścił i powiedział, że zadzwoni, a jeśli nie odbiorę inaczej ze mną porozmawia. Gdy wróciłam do domu siedziałeś w kuchni. Byłeś niczego nieświadomy. Chciałam ci wszystko powiedzieć, ale bałam się. Tak strasznie się bałam...-przerwałam na chwilę, szlochając.-...to dlatego dostawałam te telefony i co raz częściej wychodziłam z domu. To przeze mnie oddaliliśmy się od siebie. Czasami w nocy zastanawiałam się czy przez to wszystko jeszcze mnie kochasz i chcesz ze mną być. Zachowywałam się jak podła suka. Przestaliśmy rozmawiać, cały czas się kłóciliśmy. Myślałam, że nie dam rady tak dłużej. Każdej nocy zastanawiałam się czy nie powiadomić policji, albo czy nie powiedzieć, tobie, ale bałam się konsekwencji, więc postanowiłam, że będę milczeć. I tak robiłam, zamykałam się w sobie. Odizolowywałam się od świata, od ludzi, od ciebie... Wczoraj byłam już na granicy, aby ci o tym powiedzieć, ale zadzwonił on. Musiałam iść. Znowu musiałam milczeć. Gdy poszłam do niego znowu byli oni... jego koledzy od siedmiu boleści. Zboczone zakapiory, których musiałam zabawiać. Zawsze pozwalali sobie na dotykanie mnie, całowanie gdzie chcieli, a gdy tylko się sprzeciwiłam od razu dostawałam w twarz, albo w inną część ciała. To dlatego nie chciałam, żebyś mnie dotykał, całe ciało miałam poobijane. Bolało tak niemiłosiernie.
Najbardziej zabolało mnie to jak zapytałeś się czy cię zdradzam. Może i nie byłam sobą, ale nigdy, przenigdy bym cię nie zdradziła. Wtedy coś we mnie pękło...-Spojrzałam na jego załzawione oczy.-...jak poszłam do niego, zauważyłam, że nikogo nie ma, od razu chciałam się wycofać. Jednak, gdy zrobiłam krok w tył poczułam straszny ból na nadgarstkach. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Nie zwracał uwagi na moje łzy, na to, że mnie tak krzywdzi. Potem popchnął mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać. Dotykał mnie wszędzie, a ja nie mogłam mu się nawet wyrwać. Zaczęłam krzyczeć i wtedy mnie uderzył raz...potem drugi...byłam bezsilna, ale nie chciałam się poddawać, chciałam powiedzieć ci jeszcze jak bardzo cię kocham.-Zatrzymałam się na chwile, gdy zobaczyłam jak Harry szlocha razem ze mną.
Położył głowę na moich kolanach. A ja lekko gładziłam jego włosy mówiąc dalej:
Gdy dobierał się do moich spodni oczekiwałam najgorszego. Zaczęłam się wyrywać, kopać, krzyczeć i wtedy zaczął mnie bić. Cios za ciosem.... Gdy przestał, wrócił do mojego rozporku. Zdjął moje spodnie, potem bieliznę, czułam się okropnie, leżąc tak obnażona przed nim, ale gdy zaczął zdejmować swoje ubrania myślałam, że to już koniec. Chciałam być tylko twoja, chciałam, aby moje ciało należało tylko do ciebie.-Mówiłam zalewając się łzami i słyszałam jak Harry szlocha w moje kolana.-I wtedy dzięki Bogu zadzwoniłeś ty.-Mówiłam dalej, a loczek spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.-Wykorzystałam jego chwilowe rozkojarzenie i z całych sił kopnęłam go w czułe miejsce, skulił się. Potem kopnęłam go jeszcze raz, po czym skulił się jeszcze bardziej. Najszybciej jak było to możliwe ubrałam spodnie i wybiegłam stamtąd. Słyszałam jak krzyczy za mną i jak nieudacznie próbuję mnie do gonić, ale na szczęście byłam szybsza, odwracałam się co chwila i zobaczyłam jak się zatrzymuje i zawraca, poczułam wtedy lekką ulgę, ale nadal nie byłam spokojna. Cudem doszłam do domu. Gdyby nie twój telefon nie wiem co by było ze mną teraz.-Zdając sobie sprawę z tego co właśnie mu opowiedziałam momentalnie poczułam każdy siniak, każdy zadany cios na moim ciele.
-Harry, ale on teraz może cię skrzywdzić.-powiedziałam po chwili zaniepokojona.
-Nie skrzywdzi mnie i już nigdy nie skrzywdzi ciebie.-odpowiedział z obrzydzeniem. Wyciągnął telefon z kieszeni i wystukał jakiś numer. Po pierwszym zdaniu domyśliłam się, że zadzwonił na policje.
-TI na jakiej ulicy on mieszka?-zapytał, a ja nie wiedziałam czy powiedzieć czy nie.-TI?-patrzył się na mnie wyczekująco. W ostateczności zdecydowałam się powiedzieć, podałam mu adres zamieszkania. Gdy skończył rozmawiać wstał, a ja poszłam w jego ślady. Po czym mocno go przytuliłam.
-Kocham cię.-odpowiedziałam i wtuliłam się w jego tors. Po chwili zadzwonił telefon, odebrał Harry. Po paru chwilach zobaczyłam jego szeroki uśmiech.
-Złapali ich! Złapali! Już nigdy się z tego nie wywiną.-mówił uradowany i złożył całusa na mojej głowie. Odwzajemniłam to szczerym uśmiechem.
-Może masz ochotę wziąć prysznic?-powiedział z troską. Pokiwałam tylko lekko głową i uśmiechnęłam się. Poszliśmy do łazienki. Przejrzałam się w lustrze i od razu zachciało mi się płakać. Harry podszedł do mnie i odwrócił w swoją stronę. Mocno przytulił i powiedział:
-Czekam na ciebie w salonie.-i skierował się do wyjścia.
-Ha.. Harry nie chcesz mi pomóc?-zapytałam nieśmiało. Popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Jeśli tego chcesz.-powiedział i znów podszedł do mnie. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Zaczął powoli i ostrożnie ściągać moje ubrania. Gdy byłam już w samej bieliźnie spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się co oznaczało, że się zgadzam. Przeskanował mnie od stóp do głowy. Widziałam jego błysk w oczach pomieszany z bólem. Nie chciałam być mu dłużna i zaczęłam zdejmować jego ubrania. Gdy oboje byliśmy nadzy weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił ciepła wodę co spowodowało ukojenie dla mojego ciała. Zaczął całować każdy siniak na moim ciele, każde najmniejsze zadrapanie, zaczerwienienie robił to tak delikatnie, tak subtelnie. Gdy skończył przytuliłam go i spojrzałam w oczy.
-Zawsze będziesz moja, zawsze będziesz moją księżniczką.-wyszeptał i pocałował w usta.
~~Życie bez miłości nie ma sensu..
Kto nie kochał, ten nigdy nie żył...~~
______________________________________________________
I jak? :-D Tym razem jest długi. :3 Mi osobiście się podoba. A co powiecie wy? Wyraźcie swoje opinie w komentarzach!!! <3


