Pozdrowienia dla mojej Miśki! Zdrowiej szybko słońce! <33
________________________________________________________
*Oczami TI*
-Musimy tam jechać?-zapytałam mamy.
-Tak, ponieważ babcia nie widziała cie już od paru lat.-odpowiedziała i zapakowała ręczniki do walizki.
-A poza tym będę mogła spotkać tam One Direction.-powiedziała moja rozpromieniona siostra.
-A co mnie obchodzi jakiś twój zespół?-mruknęłam i zrezygnowana poczłapałam do swojego pokoju. Po drodze czułam jej piorunujące spojrzenie na sobie. Cały czas było tylko One Direction, One Direction i tak w kółko. Jakaś porażka. Zwariować można.
Zapakowałam wszystkie swoje ulubione ubrania, niezbędne rzeczy i zasunęłam bagaż.
-TI jesteś już gotowa?-usłyszałam z dołu wołanie taty.
-Już schodzę.-odpowiedziałam i zeszłam z walizką na dół.
Zapakowaliśmy torby do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko.
Lot zleciał mi na prawdę szybko. Na lotnisku w Londynie czekała na nas babcia. Przywitaliśmy się z nią, zapakowaliśmy bagaże do jej odlotowego, różowego samochodu i pojechaliśmy.
Udałam się do "mojego byłego" pokoju. Rozejrzałam się po nim. Nic się nie zmieniło. Ta sama różowa farba, te same pluszowe misie, te same kolorowe obrazki na ścianach. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się sama do siebie. Przypomniało mi się jak godzinami spędzałam tu czas na zabawie. Mała dziewczynka, beztroska, pozbawiona problemów, nie potrzebująca miłości drugiej połówki. Zamknięta w swoim kolorowym świecie. Patrząca na świat przez "różowe okulary". To był niesamowity okres w moim życiu. Czasami chciałabym się trochę cofnąć do tamtych czasów. Czemu wszystko nie może być takie proste jak było dawniej...?
~~Nie pozwól, aby twoje życie straciło sens....~~
Wstałam i zaczęłam się rozpakowywać. W między czasie przebrałam się w TO.
Gdy stwierdziłam, że moja walizka jest pusta, zamknęłam ją i wsadziłam pod łóżko. Związałam włosy w wysoką kitę i zeszłam powoli na dół.
Wchodząc do kuchni zobaczyłam jak babcia krząta się po pomieszczeniu.
-Usiądź moje dziecko.-powiedziała, a ja lekko w szoku zastanawiałam się jak mogła mnie zauważyć nawet nie patrząc się w moją stronę, a przecież idąc do niej nie wydałam, ani jednego dźwięku. "Dziwne." "No tak, ale przecież to babcia."- pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.-Jesteś może głodna? Zrobiłam deser- twój ulubiony.-powiedziała rozpromieniona i otworzyła lodówkę.
-Babciu, na prawdę, nie trzeba było.
-Oj tam, to drobiazg.-podała mi pucharek na lody, a w nim znajdowała się moja ulubiona galaretka, lody, bita śmietana, a to wszystko było posypane wiórkami czekoladowymi.
-Dziękuje.-pocałowałam ją w policzek. Babunia (jak ją nazywałam w dzieciństwie) usiadła naprzeciwko mnie i obserwowała moje ruchy.
-Jak ty szybko dorosłaś.-westchnęła i posłała mi uśmiech.-Nie byłoby takiej wielkiej różnicy gdybyś mnie częściej odwiedzała i to tyczy się również twojej siostry.-powiedziała smutno.
-Babciu wiesz, że nie mogłyśmy.-spojrzałam na nią przepraszająco.
-Oj wiem, wiem.-odpowiedziała uśmiechając się blado. I przecierając ścierką blat.- No, ale dość takich rozmów.-stwierdziła nagle.-Opowiadaj co u ciebie. Masz może kogoś?-zapytała wesoło.
Tak to było coś o czymś nie chciałam myśleć, o czym myślenie sprawiało, że moje serce pękało na kawałki. Moje oczy zaszkliły się. Powstrzymałam się od mrugnięcia, aby czasami łzy nie wydostały się na zewnątrz.
-O o to też nie jest najlepszy temat.-powiedziała babcia i otuliła mnie ramieniem. Zapadła chwila ciszy.
-Czemu to jest takie bez sensu?-zapytałam i spojrzałam na łyżeczkę zatapiającą się w lodach.
-Co takiego?-odparła i usiadła prosto, wpatrując się we mnie.
-Ta cała miłość i przyjaźń?-w ostatnim czasie uświadomiłam sobie jak bardzo można zawieść się na kimś kto jest ci bardzo bliski. Wykrwawiam się z przywiązania i oddania... Wykrwawiam się z tej przyjaźni, bo zawiódł mnie jeden człowiek...
-Miłość nie jest bez sensu, złotko.-"Właśnie, że jest."-Musisz po prostu trafić na właściwego człowieka. Wiem, że trudno będzie ci zapomnieć o wszystkim, ale musisz się postarać. Może zaczniesz wszystko od nowa tu? Inne miejsce, inni ludzie może to trochę pomoże?-pogłaskała mnie po głowie, a ja oparłam głowę o jej kolana.
-Tak myślisz, babciu?-szepnęłam.
-Kochanie, oczywiście, że tak. Przejdź się na plaże, na przykład na zachód słońca. Jest tak pięknie, że przestaniesz myśleć o tym wszystkim. Musisz dać sobie jeszcze trochę czasu, ale zobaczysz wszystko powoli zacznie znowu się układać.
-Dziękuje ci.-odpowiedziałam chociaż sama do końca nie mogłam w to uwierzyć.
-Oh, nie ma sprawy.-przytuliłyśmy się, po czym wróciłam do jedzenia deseru.
....
Tak jak babcia zaproponowała, wieczorem postanowiłam przejść się na plaże. Przed wyjściem przebrałam się w TO. Zeszłam na dół do salonu gdzie siedzieli moi rodzice razem z babcią.-Mamo wychodzę.-powiedziałam podchodząc do nich.
-A gdzie się wybierasz?-posłała mi ciepły uśmiech.
-Idę przejść się na plażę.-spojrzałam na babcię tak, aby nikt niczego nie podejrzewał i znów odwróciłam się w stronę mamy.
-Ohh, no dobrze tylko nie wróć strasznie późno.
-Okej.-odpowiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi.-To pa.-wyszłam i pokierowałam się w stronę morza.
Po drodze weszłam jeszcze do sklepu i kupiłam cole. Ludzi było niewiele i od czasu do czasu przejeżdżał jakiś samochód. O tej porze to miasteczko było pozbawione jakiegokolwiek ruchu. Szłam spacerkiem, kiedy postanowiłam skręcić w małą uliczkę, tak, żeby było szybciej. I od razu tego pożałowałam. Nie zdawałam sobie z prawy z tego jaka jest ciemna i wąska. A jakiekolwiek słońce było prawie niewidoczne. "To tylko kawałek, tylko mały kawałek nic mi się nie stanie."- myślałam, a moje serce zaczęło szybciej bić. Nagle usłyszałam czyjeś kroki za sobą. "No pięknie, po prostu cudownie." Miałam dwa wyjścia: albo zawrócić narażając się na tego kogoś, albo przyśpieszyć kroku i za zakrętem, (który nie wydawał się tak blisko) zacząć biec. Postawiłam na drugą opcje. Momentalnie przyspieszyłam. Słyszałam jak ten ktoś równie przyśpieszył. Znowu przyśpieszyłam. Usłyszałam za sobą stłumiony śmiech.
-Nie uciekniesz przede mną.-powiedział niskim barytonem. Zamarłam, poczułam jak lecę na ścianę jakiegoś budynku. Naparł na mnie całym ciałem.
-Pomocy!-krzyknęłam i próbowałam się wyrwać.
-Nikt cię tu nie usłyszy.-zaśmiał się gardłowo i zaczął całować moją szyje.
-Ratunku!-krzyknęłam jeszcze raz, chciałam go uderzyć, ale mnie powstrzymał. Było widać, że jest pijany, ale nie, aż tak, aby stracić siłę. Wpił się brutalnie w moje usta. Chciałam się wyrwać, ale na marne i do tego jeszcze uderzył mnie w twarz.
-Nie wyrywaj się tak, to ci w niczym nie pomorze, a tylko zaszkodzi.-powiedział niby zdenerwowany, niby rozbawiony.-A nie chcę cię bić.-dodał i rozerwał mój sweterek. Co prawda był cienki, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo.
-Puść mnie!-mówiłam bezsilnie, a po moich policzkach spłynęły łzy.
-Chce się tylko trochę zabawić.-odparł i dotknął moich piersi.
-Ale nie musisz kurwa mną!-splunęłam mu na twarz. Znowu mnie uderzył, ale tym razem mocniej i poczułam krew na moich wargach.-Ratunku!-krzyknęłam jeszcze raz, gdy się do mnie dobierał. Zaśmiał się tylko. Myślałam już o najgorszym, gdy nagle zobaczyłam jakiś cień. Powróciło mi trochę nadziei. Dostrzegłam jakąś postać skradającą się do nas. Patrzył się na mnie i trzymał palec na ustach nakazując mi, abym milczała. Skinęłam lekko głową. Gdy był już blisko ustał w pozycji bojowej i powiedział:
-Zostaw ją!-tamten, aż podskoczył. Ale nadal stał blisko mnie, odwracając głowę w jego stronę.
-Koleś spadaj stąd, ona jest moja.-wysyczał.
-Puść ją kurwa!-powiedział jeszcze raz wymierzając mu cios prosto w nos, łamiąc go przy tym.-Jesteś jakiś głuchy?!-krzyknął i kopnął go dwa razy w brzuch. Tamten tylko leżał skulony.-A teraz mnie uważnie posłuchaj!-schylił się do jego twarzy.-Jeśli jeszcze raz tkniesz ją, albo kogokolwiek inaczej skończysz.
-Pierdol się.-odezwał się gwałciciel. Natychmiast dostał dwa ciosy w żebra i aż jęknął.
-Co powiedziałeś?!
-Nic, już nic.-wychrypiał i przewrócił się na drugi bok.
-Zapamiętaj to sobie, bo dwa razy powtarzać nie będę. Zobaczę cię chociaż raz, a wylądujesz w pierdlu, rozumiesz?!-spluną koło niego i podszedł do mnie. Objął mnie lekko ramieniem i wyprowadził na główną ulicę. Byłam w kompletnym szoku, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Opanował mnie strach. Odsunęła się od nieznajomego. Znowu poczułam łzy na swoich policzkach. Spojrzał na mnie lekko zaskoczony i podszedł bliżej, zrobiłam krok do tyłu. Nie wiem czemu, przecież mnie uratował, ale po tym jak potraktował tamtego, nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać.
-Nie musisz się mnie bać.-zaczął spokojnie. Spojrzałam się w tamtą uliczkę, przeszedł mnie dreszcz.-Po prostu jak zobaczyłem co chce ci zrobić nie panowałem nad sobą. Wpadłem w taki gniew, że to jakoś samo tak wyszło. Nie chciałem, żeby ktokolwiek cię skrzywdził. Pierwszy raz zrobiłem coś takiego, nigdy nie dochodziło do takich sytuacji. Chciałem, żebyś była bezpieczna.-tłumaczył. Patrzyłam się na niego. Widziałam, że nie wyglądał na bad boya, ale nie miałam do końca zaufania.
-Nawet mnie nie znasz.-szepnęłam.
-To znaczy, że miałem zostawić cię na pastwę losu?-chyba lekko się zdenerwował. Pokiwałam przecząco głową.
-Jak się czujesz?-spojrzał na mnie.
-Wiesz, przed chwilą zostałam prawie zgwałcona, czuję się po prostu cudownie.-odparłam sarkastycznie. I po chwili chciałam się za to walnąć w twarz. Przecież on chciał dobrze.-Jejku przepraszam, nie chciałam. Po prostu....-zalałam się łzami, oparłam o ścianę budynku i zjechałam na dół chowając twarz w kolanach. Poczułam jak siada koło mnie i obejmuje w tali. Przytuliłam się do niego. To było takie odruchowe, potrzebowałam wsparcia, a on właśnie nim był. Oparłam głowę o jego szyję i płakałam. On lekko gładził mnie po włosach. Po paru minutach wyprostowałam się.
-Przepraszam.-mówiłam wycierając łzy.
-Za co?-spojrzał zdziwiony.
-Masz szyję brudną w moim tuszu do rzęs.-zaśmiał się lekko. Posłałam mu blady uśmiech.
-Oh nic nie szkodzi, umyję się.-po chwili zdjął swoją bluzę i podał mi ją. Dopiero po paru sekundach przypomniało mi się, że nie mam swojego sweterka. Na moich policzkach pojawiły się małe rumieńce. Wzięłam jego ubranie i założyłam na siebie.
-Dziękuję za wszystko.-odparłam i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko i wstał podając mi rękę. Gdy tak staliśmy nagle przemówił:
-A tak w ogóle, jestem Liam.
_________________________________________________
I jak podobało się? Mam ogromną nadzieję, że tak. :* Piszcie w komentarzach swoje opinię. <3 (Jeśli są jakieś błędy to przepraszam :3 )
5 KOM = NEXT! <3
Jeej, miśka super, jak wpadłaś na ten pomysł? Jest świetny. Czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńHah dziękuję <3 Można powiedzieć, że już jestem zdrowa :***
OdpowiedzUsuńWow, super! *o*
OdpowiedzUsuńTego to się akurat nie spodziewałam... xD
Pozdrowionka i czekam z niecierpliwością na dalszą część <333
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCZekam na nexta<3 życzę wenyy :3
OdpowiedzUsuńSuper ! <3
OdpowiedzUsuńSuper! czekam na next <3
OdpowiedzUsuńCzekam na next
OdpowiedzUsuń